„Obecność”: W tym domu naprawdę straszy!

W "Obecności" straszenie duchami i opętania demonami kupujemy z miejsca.

Nie z uwagi na informację, że film jest oparty na faktach, ale dzięki przekonującym kreacjom i fenomenalnej reżyserii.


Nawiedzony dom jest jednym z najpopularniejszych motywów filmowej grozy. Tylko w ostatnich latach powstały dziesiątki filmów wykorzystujących tę tematykę, z remake'ami „Amityville" (2005), „Kobiety w czerni" (2012), serią „Paranormal Activity" i serialem „American Horror Story" na czele. Obranie wyeksploatowanego wątku za filar scenariusza zawsze grozi wtórnością i sztampowością efektu finalnego. Nie dzieje się tak w przypadku „Obecności". Wyświechtany temat w rękach arcyzdolnego Jamesa Wana zyskuje nową jakość.


Nie jest to zasługa mało oryginalnego scenariusza, w który motyw główny wzbogacony jest zapożyczeniami z klasyki gatunku, przede wszystkim „Egzorcysty" (1973) i „Ptaków" (1963), ale właśnie niezwykle sprawnej i błyskotliwej reżyserii Wana, który wcześniej już w pierwszej „Pile" dał się poznać jako pomysłowy inscenizator. Jego nowy film to wizualny majstersztyk: urzeka dopieszczoną, nieuciekającą w kicz scenografią, efektowną stylizacją na epokę późnej kontestacji (pozbawioną jednak cienia nostalgii), umiejętnym budowaniem nastroju (Wan zwodzi widza: tam, gdzie spodziewamy się potwora, nie ma nic; momenty grozy serwowane są gwałtownie) i fenomenalnymi koncepcjami operatorskimi Johna R. Leonettiego, w których reżyser i operator składają hołd mistrzom gatunku – robią ukłon w stronę wizualnych technik znanych z horrorów z lat 70. I 80. (vide: rzadko dziś wykorzystywane powolne najazdy kamery i atrakcyjne transfokacje).


Oparcie scenariusza na „prawdziwych zdarzeniach" – przypadku rodziny Smurl, małżeństwa z piątką córek, egzorcyzmowanych przez słynną parę demonologów, Eda i Lorraine Warren – mogło skutkować konserwatywną wymową tudzież budowaniem wrażenia realności kosztem grozy. Dodatkowe obiekcje budził fakt, że poprzedni film na podstawie jednej ze spraw Warrenów, „Udręczeni" (2009), był spektakularną porażką.


Wan jednak z wprawą omija te pułapki, a jest to zasługa świetnego prowadzenia aktorów. Straszenie duchami i opętania kupujemy z miejsca nie z uwagi na pojawiającą się na początku informację, że film został oparty na faktach, ale dzięki przekonującym kreacjom. Przejęta twarz Patrick Wilson autentyczne zaangażowanie Very Framigi, czy wreszcie robiąca ogromne wrażenie walka o ciało Lilly Taylor, którą aktorka „toczy" z demonem, przesądzają o tym, że Wan nie ma zamiaru puszczać do nas oka. Przeciwnie – jego celem jest maksymalne zaangażowanie widza w historię oraz, oczywiście, wywołanie przerażenia. Zawieszenie niewiary następuje bardzo szybko i „Obecność" potrafi napędzić prawdziwego strachu. Nie zgrzyta też przesłanie: co prawda filmowi Warrenowie wielokrotnie powtarzają, że mają do spełnienia misję od Boga, ale swoje praktyki opierają o wiarygodną, naukową teorię, zyskując przy tym uznanie akademickiej społeczności i, rzecz jasna, wszystkich, którzy kupili bilet do kina.


Jeśli sięgnąć pamięcią do zrealizowanych niedawno horrorów z wątkiem domu, w którym straszy, z ławicy przeciętnych i złych tytułów wybija się chyba tylko „Naznaczony" (2010). Nie jest raczej przypadkiem, że ten film również nakręcił James Wan. „Obecność" potwierdza jego pozycję jako jednego z najlepszych współczesnych twórców ekranowej grozy, a sam film już teraz jest jednym z głównych kandydatów do tytułu horroru roku.

[Jacek Dziduszko]

Recenzja ze Stopklatki

Dodaj swój komentarz:

Komentarze:

  • Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.