Newsy

Zobacz kim jest twórca najbardziej odjechanego filmu sezonu

Jeżeli "Spring Breakers" wydaje ci się tylko monotonnym teledyskiem i uważasz, że Harmony Korine został okrzyknięty geniuszem na wyrost, przeczytaj ten tekst.

Chłopiec, na oko 10-letni, leży w kąpieli jedząc spaghetti. Z obdrapanych ścian łazienki, z suszarki zwieszają się połamane Barbie. Chłopiec je, podczas gdy mama myje mu włosy, a piana szamponu łączy się z sosem pomidorowym. To scena z debiutu Harmony'ego Korine'a.

W "Spring Breakers" reżyser umieszcza nas w tej samej wannie. Daje nam tyle przyjemności naraz! Już intro na plaży kołysze półnagimi ciałami w zwolnionym tempie, w pełnym słońcu otwiera usta; reżyser rozpala nasz apetyt w rytm ruchów frykcyjnych tryskając na skórę złotym płynem. I obiecuje więcej: im dalej, tym głębiej w rozkosz. Bawcie się, bitches, mówi, a ja pokażę wam, czym się bawicie. "Spring break forever, bitches" szepcze zmysłowym głosem Alien (James Franco), od którego nie sposób opędzić się długo po projekcji. Hasło stało się, zresztą, ulubionym zawołaniem fanów filmu, liczonych już w milionach.


Jak to się stało, że film awangardowego twórcy, który zgłębia język kina, w jeden weekend rozbił box office'y na całym świecie? Przecież jego poprzedniego dzieła: "Trash Humpers" (2009) - zlepionego rzekomo z amatorskich nagrań VHS znalezionych na śmietniku filmu, w którym kolesie w maskach starców i inwalidów symulują seks z pojemnikami na śmieci, słupami latarń czy siatką ogrodzeniową, i to nie przez dziesięć minut dla żartu, ale przez całe 78 – po prostu nie da się oglądać.


Zatrudniając gwiazdki Disney Channel i robiąc ultrazmysłowy, wydizajnowany film, zmontowany tak, by gibać się w fotelu do soczystych bitów, Korine nie schodzi wcale na drogę komercji. Używa talentu w innym celu niż ten, by wreszcie znaleźć się na okładce BRAVO Girl i mieć tabuny grouppies (nie wierzcie, jeśli nie chcecie!). Ani, jak chcą niektórzy, by moralizować, wskazując zepsutej młodzieży drogę Jezusa Chrystusa w postaci skromnej Faith (Selena Gomez). Bowiem Korine, ten samouk, skateboardowiec, narkoman, imprezowicz używa kina tylko w jednym celu: by odnawiać jego język, sprawdzać, co jeszcze się w nim zmieści, ustanawiać reguły od nowa z każdym kolejnym filmem. Nie ma ich sensu streszczać, w głowie zostaje atmosfera, wyraźny rytm, parę scen, kilka wymownych detali. I tak na przykład dorastające dziewczyny ze "Spring Breakers" przypominają swoje poprzedniczki z "Gummo" (1997), które zrywały sobie taśmę klejącą z sutków, żeby były większe. Są siostrami dzieci-kowbojów, którzy zabijali - krzycząc, jakby to był prawdziwy napad - kolegę w różowych, króliczych uszach. W ich domach też, gdyby podnieść zdjęcie rodzinne ze ściany, wypełzłby rój robaków. Złote zęby James Franco pożyczył od "Juliena Donkey-boy'a" (1999), tyle że tam należały do schizofrenicznego chłopaka, który najprawdopodobniej zapłodnił własną siostrę, a tu są emblematem mody: grillz – biżuterią hiphopowców. Wiele zmieniło się przez te lata i reżyser, po debiucie okrzyknięty przyszłością amerykańskiego kina (Werner Herzog), którego film zmienia życie (Gus van Sant), aż chce się u niego wystąpić (Leos Carax) wypływa na szersze wody. W "Springbreakers" pokusił się o diagnozę współczesnej kultury, pytając o naturę obrazu, który z rozerotyzowania, przemocy, nawet symulowanej i z melodramatu (campowe wykonanie ballady Britney Spears na białym fortepianie nad brzegiem oceanu na tle różowego zachodu słońca) uczynił fetysz. Bawi się naszymi przyzwyczajeniami, tym, że patrzymy na to, jak obrazy zostają nam PODANE do konsumpcji. W "Springbreakers" urządza nam kąpiel w wannie pełnej szampana, pytając, czy tak właśnie podoba nam się najbardziej.

Obrazek - spring543.jpg

 

Nie trzeba mieć wyrzutów sumienia oglądając ten film. Został zrobiony, by się nim cieszyć bez końca. Warto jednak poszukać w twórczości Korine'a źródeł tej żądzy przyjemności, okrzyku "chwilo trwaj!", wyznawanego sobie przez dziewczyny w sytym zadowoleniu, gdy po zmierzchu dryfują w basenie.

Popęd ze "Spring Breakers" wywodzi się z nudy, wściekłości i pustki życia na przedmieściach ("Gummo"). Ze strychu, gdzie ćwiczy się z hantlami do Like a prayer Madonny przed swoim odbiciem w lustrze, a matka stepując w za dużych męskich butach grozi, że zabije syna, jeśli ten się nie uśmiechnie. Ucieczka do raju na Florydzie zaczyna się w domu, gdzie ojciec-nazista (znakomita rola Wernera Herzoga) prosi syna, by tańczył z nim w sukni zmarłej matki, bo dostanie za to $19, czyli tyle, co zarabiają w polu dzieci w Afryce przez cały tydzień i żyje za to cała rodzina ("Julien Donkey-Boy"). Dziewczyny w jarzeniowych bikini, niezależnie od tego, czy są na plaży, w więzieniu czy w samochodzie, są dowcipem, wykręconym popowo znakiem, jak wylatujące z samolotu zakonnice, które w ekstazie krzyczą, że kochają Jezusa ("Mister Lonely"). Albo jak komuna sobowtórów, gdzie Charlie Chaplin żyjąc z Marylin Monroe zazdrosny o Michaela Jacksona spotyka Jamesa Deana i Abrahama Lincolna. Zresztą, zrównanie ekstazy imprezowej z ekstazą religijną jest od dawna obecne w filmach Korine'a. Ostatnio najbardziej w "Lotus Community Workshop" (2012) z setu "Czwarty element", gdzie Val Kilmer jako przedziwny prorok rodem ze zjazdu Amway'a hipnotyzuje ludzi i wprowadza ich w trans podczas dziwnej sesji w salonie gier. Ucharakteryzowany na Big Lebowskiego, jeżdżący po zmroku pustymi ulicami przedmieść na maleńkim BMX-ie jest typowym bohaterem Korine'a - o wielkiej charyzmie, melancholii, którego wdziękowi ulegamy, nie bacząc na jego hoksztaplerstwo.


Harmony Korine jest geniuszem, jeśli uznać za dowód umiejętność łączenia ognia z wodą: kiczu z oryginalnością, humoru z tragedią. „Spring Breakers" może nie uznałabym za jego najlepszy film – najwyżej wspiął się jednak w "Gummo", gdzie wykreował nową jakość w montażu, mistrzowsko operując rytmem i asocjacją, zderzając sekwencje z udziałem różnych bohaterów. Niemniej „Spring Breakers", opowiadające niby linearną fabułę, jest przełomowym dziełem: hiphopowa estetyka już nigdy nie będzie tym samym. Czyli miałby to być koniec epoki wideoklipów? Raczej manifest najmłodszego pokolenia, które hasła: „ŚMIERĆ BARBIE" niesie na swoich transparentach.


[Adriana Prodeus]

Artykuł ze Stopklatki

Obrazek - stopklatka130.png

Spring Breakers

Spring Breakers

Komedia Przygodowy Dramat Od lat: 15 94 min

Więcej o filmie
Komentarze

Dodaj swój komentarz do Zobacz kim jest twórca najbardziej odjechanego filmu sezonu

Aby dodać komentarz, zaloguj się lub zarejestruj.

komentarze|0

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.