Recenzje

„Wieczór gier”: Podwójna szóstka [RECENZJA]

Spokojnie, to tylko zabawa.

Pełna energii, ciętych dialogów i krzywych akcji – ta komedia jest jak kalambury na spidzie.

Maks (Jason Bateman) i Annie (Rachel McAdams) poznali się podczas nocy zagadek i tak już im zostało. Młodzi regularnie organizują dla swoich przyjaciół wieczory gier, zaś Scrabble, Monopoly i kalambury nie mają przed nimi tajemnic. Ale małżeństwo nie czuje się spełnione. Ona marzy o dziecku, a on najbardziej chce… dopiec swojemu bratu (Kyle Chandler). Nadarza się ku temu okazja, bowiem w czepku urodzony braciak proponuje imprezkę połączoną z rozwiązywaniem zagadki. Sprawy szybko wymykają się spod kontroli…

Wow, ale to jest dobre! Zaskoczeni? Ja też. „Wieczór gier” nie zapowiadał się szczególnie ekscytująco. Ot, komedia o planszówkach z dołączonym wątkiem kryminalnym w tle. Reżyserki duet John Francis Daley i Jonathan Goldstein nie zachwycił mnie ani przeciętnym filmem „Szefowie wrogowie” ani przyjętą ze wzruszeniem ramion produkcją „W nowym zwierciadle: Wakacje”. Tymczasem przegrałem tę rundę, bo film zwala z nóg i serwuje solidny masaż przepony.

„Wieczór gier” jest jak kalambury na spidzie. Twórcy prześcigają się w mnożeniu kolejnych absurdalnych sytuacji, a widz na każdym kroku zgaduje, jak bohaterowie wykaraskają się z kolejnych tarapatów (z bardzo częstymi przerwani na grzmiące wybuchy śmiechu, dodam). Ale spokojnie, to nie jest tylko fun and games. „Wieczór gier” przy niezobowiązującej partyjce kinowej gierki bez nadęcia rozszerza fabułę o wątki spełniania się w związku i rodzinnej rywalizacji. Wszystko w takt pulsującej muzyki Cliffa Martineza. Syntezatory rodem z „Drive” w kinie komediowym? Czemu nie! Klimatu dopełniają pomysłowe zdjęcia. Część ujęć zrealizowano z wykorzystaniem przesunięcia osi optycznej, co dodało całości specyficznego „efektu makiety”. Dzięki temu film ogląda się niemal jak ekranizację nieistniejącej planszówki.

A czym byłaby planszówka bez pionków? Przyznam, że dawno nie widziałem na ekranie tak przerysowanych, ale dających się lubić protagonistów. McAdams i Bateman grają nie tylko kochającą się, ale także kochającą rywalizować ze sobą parę. Przekomarzają się, ale i zawsze wspierają, a dynamika między nimi przypomina cudowne rozmówki Rose Byrne i Setha Rogena z komedii „Sąsiedzi”. Drugi plan aż iskrzy od ekscentrycznych indywiduów. Bryluje gliniarz Greg, w którego wciela się obdarzony magnetycznym spojrzeniem Jesse Plemons. Ta postać aż prosi się o własny film. Kto wie, może gdy czytacie te słowa, to jakiś hollywoodzki włodarz sięga w tej sprawie po słuchawkę.

Tutaj nie trzeba rzucać kością i liczyć na łut szczęścia. „Wieczór gier” to jedna z lepszych komedii ostatnich miesięcy i – być może – początek nowej franczyzy. A duet Bateman-McAdams najchętniej zaprosiłbym na imprezkę. Ciekawe, czy byliby tacy dobrzy w „Pan tu nie stał”.

Ocena 8/10

W Monopoly bucikiem zawsze gra
Piotr Olczyk

Wieczór gier

Komedia Od lat: 15 100 min

Więcej o filmie
Komentarze

Dodaj swój komentarz do „Wieczór gier”: Podwójna szóstka [RECENZJA]

Aby dodać komentarz, zaloguj się lub zarejestruj.

komentarze|0

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.