Newsy

Widzieliśmy "Wolverine'a": warto

Twórcy nowego „Wolverine'a" zrozumieli, że rzecz leży niekoniecznie w natłoku komiksowych postaci, a w dobrej historii.

Trudno sobie wyobrazić X-Men, najsłynniejszą grupę komiksowych (a także filmowych) mutantów bez walecznego Wolverine'a. Logan, mutant, który potrafi się samoregenerować (rany mu się szybko leczą) i ma wysuwane pazury powleczone superwytrzymałym metalem adamantium to ulubieniec zarówno czytelników, jak i widzów. Nic dziwnego, że był pierwszym z X-Menów, który się komiksowo usamodzielnił – otrzymał swój solowy miesięcznik. Podobną drogę przeszedł na wielkim ekranie. Po trzech filmach o X-Men cztery lata temu doczekaliśmy się filmu „X-Men Geneza: Wolverine". Niestety wyszło tak sobie i dziś wszyscy (łącznie z wcielającym się za każdym razem w rolę Logana Hugh Jackmanem) chcieliby o tamtym epizodzie jego przygód jak najszybciej zapomnieć. Co nie znaczy jednak, by zapominać o samej postaci. Oto dostała ona swą drugą szansę, na ekrany wchodzi właśnie film pod znacznie prostszym tytułem „Wolverine" i... jest znacznie lepiej.


Podobnie jak w pierwszej komiksowej solowej przygodzie Logana sprzed ponad trzech dekad (która lekko inspirowała scenarzystów filmu) fabuła toczy się przede wszystkim w Japonii i opowiada o starciu dwóch kultur. Z jednej strony sam Wolverine, zakorzeniony w zachodniej cywilizacji, acz z charakterem godnym samuraja (czy raczej ronina, zwłaszcza, że rzecz rozgrywa się po finale trylogii X-Men), a z drugiej japoński ród o wielkich tradycjach, ale jakiś taki nie do końca po japońsku honorowy.


Twórcy nowego „Wolverine'a" zrozumieli, że rzecz leży niekoniecznie w natłoku komiksowych postaci, a w dobrej historii. W tym filmie zobaczycie raptem kilka postaci o supermocach, raptem kilka rozpoznawalnych z jakichkolwiek innych filmów twarzy aktorów (wszak większość obsady pochodzi z Japonii). Nie do końca rozumiem też, czemu w roli Viper zatrudniono Swietłanę Chodczenkową (znana zresztą polskiej widowni z „Małej Moskwy"), która tak mocno z urody i zachowania stara się imitować naszą Tamarę Arciuch. Nie mogli po prostu obsadzić Polki? Pomostem do wcześniejszych filmów jest postać Jean Grey (Famke Janssen) – Logan nie jest w stanie o niej zapomnieć, ale to przede wszystkim jego prywatna historia, jego opowieść.


Można w niej odnaleźć pewne analogie do niedawnego „Iron Mana 3": oto (super)bohater przeżywający traumę po wcześniejszych wstrząsających wydarzeniach musi się na nowo poskładać. Z pewnością nie jest tak zabawnie jak z Tonym Starkiem (żarty są rzadsze i bardziej gorzkie), ale sama idea walki ze swymi wewnętrznymi i zewnętrznymi problemami jest dość podobna. Logan, który szuka spokoju i samotności gdzieś w dalekich lasach zostaje odnaleziony przez młodą Japonkę Yukio i namówiony do wyprawy do Tokio. Umierający pan Yashida, głowa wielkiego i bogatego rodu, którego przed laty Wolverine ocalił podczas wybuchu bomby atomowej w Nagasaki, chce po raz ostatni zobaczyć przed śmiercią starego przyjaciela. A że pan Yashida ma ładną wnuczkę, akcja dość szybko nabiera rumieńców i tempa.


To dobrze napisana i nakręcona opowieść o zmęczonym wojowniku. Logan chciałby zaznać spokoju, może nawet spokoju wiecznego, ale z drugiej strony zdaje sobie sprawę, że zawsze i wszędzie znajdzie się ktoś, kto go potrzebuje. Trzeba więc się podnieść, wysunąć pazury i uderzyć. A na to przecież czekają widzowie. I właściwie to jedyny spory zarzut, jaki można mieć do tego filmu. Podobnie jak wszystkie poprzednie produkcje o mutantach powstał z myślą o widzach niedorosłych, więc w zasadzie nie widać tego, co pazury Wolverine'a potrafią. Szkoda, bo do tej opowieści naprawdę by to pasowało. Chodzą plotki, że wersja na DVD ma być znacznie brutalniejsza i zawierać to wszystko, co tu musiało zniknąć – jeśli to prawda, wtedy będziemy mieli do czynienia z filmem kompletnym i jednorodnym.


Ale i tak warto. Dla Hugh Jackmana, który tu jest już idealnym Loganem, dla dobrej, choć prostej opowieści o zderzeniu kultur, dla świetnej Rily Fukushimy w roli Yukio (miejmy nadzieję, że to nie jest jej ostatnia wizyta w świecie X-Men) i dla kilku naprawdę spektakularnych scen (od wybuchu atomowego w Nagasaki po ninja, którzy usiłują zatrzymać Logana). Jeśli czekacie na opowieści wypełnione po brzegi superbohaterami, to musicie wytrzymać jeszcze rok, do następnego filmu o X-Men, ale jeśli w którymś z poprzednich (tak jak resztę świata) urzekł was Wolverine i grający go Hugh Jackman, to zdecydowanie czeka Was kinowa uczta.


[Kamil Śmiałkowski]

News ze Stopklatki

Obrazek - wiecej na Stopklatka_ikonka.png

Wolverine

Wolverine

Akcja Science-Fiction Od lat: 15 126 min

Więcej o filmie
Wolverine 2D

Wolverine 2D

Akcja Science-Fiction Od lat: 15 126 min

Więcej o filmie
Komentarze

Dodaj swój komentarz do Widzieliśmy "Wolverine'a": warto

Aby dodać komentarz, zaloguj się lub zarejestruj.

komentarze|0

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.