Recenzje

„Ukryta gra” [RECENZJA]

Szachowe wojny

W socjalistycznej Polsce nie ty grasz w szachy, ale szachy grają w ciebie. Przekonał się o tym Joshua Mansky, który miał po prostu rozegrać kilka meczów, a tymczasem wpadł w sam środek politycznej zawieruchy. Podczas gdy ZSRR zbroi się u wybrzeży Kuby, a USA obserwują to z niepokojem, to w Warszawie dwóch arcymistrzów gra o stawkę większą niż życie. Rycyna eliminuje kolejne pionki, a ruchom na szachownicy towarzyszą manewry wojskowe dwóch supermocarstw. Pałac Kultury i Nauki staje się świadkiem wymiany ciosów na planszy oraz poza nią. Mnogość pięter, korytarzy i tajnych przejść sprzyja szpiegowskim porachunkom. Na szczęście Mansky zdobywa nieoczekiwanego sojusznika…

„Ukryta gra” to jeden z najbardziej amerykańskich, choć jednocześnie na wskroś polskich filmów, jakie powstały w naszym kraju. Wszystko tu dobrze widać i słychać, a montaż, muzyka, dekoracje czy nawet korekcja kolorów kojarzą się bardziej z dziełami „Made in USA” niż „Teraz Polska”. Zdjęcia Pawła Edelmana i scenografia Allana Starskiego to światowy poziom, którego raczej nikt w najbliższym czasie nie przeskoczy. Ostatnia produkcja tragicznie zmarłego Piotra Woźniaka-Staraka jest rasowym thrillerem szpiegowskim utrzymanym w retro klimacie. To bardziej Hitchcock niż Greengrass. Nie ma tu pościgów i pogoni rodem z przygód Jasona Bourne’a, za to zerkający na siebie spode łba Rosjanie i Amerykanie przywołują podobne sceny z wczesnych operacji agenta 007.

Głównym bohaterem nie jest jednak żaden superszpieg, tylko tonący w gorzale genialny matematyk siłą ściągnięty do Polski, ogolony i posadzony przed szachownicą. Na odprawie usłyszał tylko tyle, że ma zachować się patriotycznie, a jego poprzednik miał udar, co w wolnym tłumaczeniu znaczy po prostu tyle, że został otruty. Na szczęście Mansky ma w zanadrzu prawdziwą supermoc – wystarczy kilka łyków alkoholu, by jego genialny mózg nieco… zwolnił. Paradoksalnie pomaga to właścicielowi nie tylko w jako takim funkcjonowaniu, ale przede wszystkim w byciu nieziemskim szachistą. Bill Pullman, pamiętny prezydent z widowiskowego „Dnia niepodległości”, jest świetny jako udręczony człowiek; obcy w obcym kraju, który zostaje postawiony przed faktem dokonanym. Ale prawdziwą perełką jest udział Roberta Więckiewicza jako Alfreda, dyrektora Pałacu Kultury i Nauki.

Alfred lubi wypić i znajduje w Manskym kompana do libacji. Znajduje coraz to sprytniejsze sposoby na przemycanie wódki do pokoju matematyka, a nawet zabiera go do jednej z warszawskich mordowni. „No tak, oczywiście, jeśli Polak, to musi chlać”, pomyśli niejeden widz. Ale szybko okazuje się, że Alfred jest postacią o wiele bardziej złożoną. To człowiek naznaczony piętnem polskiej historii. W gruzach nieopodal Pałacu rozpamiętuje wojenną przeszłość, zaś alkohol tłumi jego rozpacz podyktowaną schizofreniczną posadą. Oto on, żołnierz AK, jakimś cudem stał się dyrektorem budynku będącego darem Stalina, symbolem zaborcy oraz jego plugawych rządów. Robert Więckiewicz jest fenomenalny w roli Alfreda, a sceny z jego udziałem niosą ze sobą potężny ładunek emocji – od śmiechu, przez nostalgię, do zadumy. Mistrzowska kreacja, która w rękach aktora niższej klasy mogłaby stać się karykaturą.

„Ukryta gra” dobrze prowadzi tragiczną postać Alfreda, ale nie oszukujmy się – ten dreszczowiec jest przede wszystkim kinem rozrywkowym. Twórcy z upodobaniem mylą tropy oraz odwołują się do szpiegowskich klisz. Mamy kobietę fatalną, mamy podwójnych agentów, pojawia się nawet delikatny flirt ze zdolnościami paranormalnymi. Pościgi, podmianki, ratunki w ostatniej chwili, mikrofilmy warte więcej niż ludzkie życie. Najgorętszy okres zimnej wojny przedstawiony jako pojedynek szachowy to czyste political fiction, ale całość podana jest bez zbędnego nadęcia. Autorzy pozwalają sobie nawet na sekwencję komediową, która rozegrana zostaje niemal jak film w filmie ukazując nam nieco radośniejszą stronę PRL-owskiej rzeczywistości. Scenariusz odchudzono z całego zbędnego tłuszczyku, więc widzowie dostali spójną, zwartą historię zaprezentowaną w czasie poniżej dwóch godzin.

Zwykło się w niektórych kręgach o niektórych produkcjach mawiać, że „jak na polskie, to są całkiem niezłe”. Niesłuszne i szkodliwe to stwierdzenie. Ostatnie lata dowodzą, że nie mamy czego się wstydzić i potrafimy tworzyć kino gatunkowe z zyskiem tak dla widza, jak i dla twórców. „Ukryta gra” to zręczny szpiegowski thriller z międzynarodową obsadą i brakiem zbędnych ambicji. Szach-mat, niedowiarki!

Ocena:
7,5/10


Kilka meczyków w szachy wygrał
Piotr Olczyk

Ukryta gra

Ukryta gra

Thriller Od lat: 15 103 min

Więcej o filmie ZAREZERWUJ/KUP BILET
Komentarze

Dodaj swój komentarz do „Ukryta gra” [RECENZJA]

Aby dodać komentarz, zaloguj się lub zarejestruj.

komentarze|0

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Tomasz

Tomasz

09.11.2019, 21:03:51

Może nie jest to kino oskarowe, ale zdecydowanie z najwyższej półki. Film jest spójny, ciekawy i trzymający w napięciu. Godny polecenia.