TOP Multikino

TOP | "Sonic" oraz inne WYJĄTKOWE EKRANIZACJE GIER

Nie najlepsze, nie najgorsze, tylko najciekawsze

A któż to tak do nas pędzi? Witajcie w kolejnym zestawieniu TOP Multikino, w którym wyliczam, zestawiam, oceniam i chwalę, i ganię… Tak, „ganię”, a nie „ganiam”, bo od tego jest pewien niebieski jeż – tytułowa postać z bestsellerowej serii gier, której początku sięgają 1991 roku. Sonic biegał głównie na konsolach, ale czasem zdarzało mu się zahaczyć i o mały ekran. Dopiero teraz, niemal trzy dekady później, niebieski pędziwiatr trafił do kina. Ale nie obyło się bez problemów. Najpierw były zwiastuny i drama z powodu bardzo słabego wizerunku jeżyka. Twórcy wzięli sobie do serca narzekania fanów, opóźnili nieco premierę, stworzyli bohatera od nowa i oto proszę: „Sonic. Szybki jak błyskawica” wbiega dziś na ekrany Multikina. Już teraz wiemy, że to jedna z najlepiej ocenianych i rentownych ekranizacji gier komputerowych. Film jest świetną propozycją nie tylko dla fanów, ale i dla wszystkich miłośników lekkiego kina familijnego z przygodowym zacięciem. A skoro mamy do czynienia z fuzją kina i wirtualnej rozrywki, to co powiecie na TOP-kę z najbardziej wyjątkowymi ekranizacjami gier? „Wyjątkowymi”, bo nie chcę skupić się po prostu na najlepszych albo najgorszych filmach. Zamiast tego pokażę Wam kilka produkcji, które mocno wyróżniają się z kinowego tłumu – na dobre i na złe. Przed Wami pięć ciekawych filmów na podstawie gier.
Zaczniemy od początku, rzecz jasna. Pamiętam, jakby to było wczoraj. Pierwsza połowa lat 90., do telewizora podpięta konsola Pegasus, w niej wciśnięty kartridż „168 w 1”, a na ekranie hula „Super Mario Bros.” Gdy tata przyniósł z wypożyczalni film (fabularny!) na podstawie gry, to byłem pewien, że obcuję z Najlepszą Rzeczą Ever. Rzeczywistość okazała się gorsza, niż rozpikselowana grafika. Film „Super Mario Bros.” to przedziwna hybryda mrocznej dystopii, suchych żartów i infantylnej fabuły. Cóż, była to pierwsza tego typu ekranizacja w historii i nie wszystko poszło zgodnie z planem. Bob Hoskins mawiał, że rola Mario to jego największa porażka w karierze. 
Była produkcja pierwsza, to teraz czas na tę najbardziej klasyczną. Zaledwie dwa lata po braciach Mario na wielkie ekrany zawitał „Mortal Kombat”. Dajecie wiarę, że ja, dziesięcioletni gówniarz, byłem na tym w kinie? Nic dziwnego, skoro w filmie pozbyto się głównego elementu gry, czyli hektolitrów rozlanej krwi. Mimo tego drobnego zaniedbania dzieło Paula Andersona jest otoczone kultem. To tak naprawdę „Wejście smoka”, tylko ubrane w szaty z „Mortala”. Choreografia, scenografia i aktorstwo są świetne, ale prawdziwą robotę robi tutaj genialny soundtrack. To nie tyle ścieżka dźwiękowa, ile składanka pełna rocka i techno. Napalm Death, Fear Factory, Orbital czy kultowy numer tytułowy kapeli The Immortals zagrzeją Was do walki. 
A teraz przyszła pora na najbardziej chybioną ekranizację gry. Dwa słowa, jeden człowiek: Uwe Boll. Ten niemiecki, powiedzmy, „reżyser”, wykorzystują specyficzne ulgi podatkowe, swego czasu tworzył film za filmem dostając tym większy zwrot, im film gorzej poradził sobie w box-offisie. A że Boll produkował prawdziwe gnioty, to nie dość, że na tym procederze zarabiał, to jeszcze angażował naprawdę niezłych autorów. Jakimś cudem na plan jego filmów trafili między innymi Jason Statham, Michael Madsen, Til Schweiger, Ron Perlman, nawet Burt Reynolds. Jednym z jego najbardziej chybionych projektów była abominacja, którą widzicie w tle, czyli „House of the Dead”, znany u nas jako „Dom śmierci”. Film wierny estetyce gry aż do bólu.
A na koniec mój osobisty faworyt, grzeszna kinowa przyjemność i jedna z najbardziej niedocenianych ekranizacji gier w historii. Oto „Doom”. Może przemawia przeze mnie nostalgia, bo do demonów strzelam od 1993 roku, ale kinowa wersja jest naprawdę świetna! W obsadzie Dwayne Johnson, Karl Urban, Rosamund Pike i Dexter Fletcher, którego znacie teraz raczej jako reżysera – ot, np. takiego „Rocketmana”. Muzykę skomponował Clint Mansell, autor niezapomnianej ścieżki dźwiękowej do „Requiem dla snu”. Film jest brutalny, trochę śmieszny, trochę straszny, ale i zastanawiająco głęboki, jak na głupawą ekranizację strzelanki. No i wisienka na torcie: kilkuminutowa sekwencja FPP. Prawie jak w oryginalnym „Doomie”. 
Na „Sonic. Szybki jak błyskawica” zapraszamy do Multikina. Wybierajcie się w te pędy do Multikina! Pa!
SONIC. Szybki jak błyskawica (Hit za 14,90)

SONIC. Szybki jak błyskawica (Hit za 14,90)

Animowany Familijny Od lat: 6

Więcej o filmie ZAREZERWUJ/KUP BILET
Komentarze

Dodaj swój komentarz do TOP | "Sonic" oraz inne WYJĄTKOWE EKRANIZACJE GIER

Aby dodać komentarz, zaloguj się lub zarejestruj.

komentarze|0

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.