TOP Multikino

TOP | "Greenland", czyli UWAGA! LECI KOMETA!

Kino katastroficzne w natarciu

Uwaga! Dzisiejsza prognoza pogody przewiduje ognisty deszcz z kosmosu! Tym razem mamy naprawdę przekichane. Dzisiejsze zestawienie TOP Multikino sponsoruje gwiezdna zagłada. „Greenland” wlatuje właśnie na nasze ekrany niczym kometa i jeśli spodziewacie się typowego filmu katastroficznego, to… jesteście w błędzie. Jeśli spodziewacie się także typowego filmu z Gerardem Butlerem, to… także jesteście w błędzie. Najlepiej będzie, jeśli przeczytacie naszą recenzję, w której sami jesteśmy naprawdę mocno zaskoczeni faktem, że ten film jest po prostu dobry! Tymczasem… Skoro „Greenland” traktuje o nieuchronnej kolizji naszej planety z wyjątkowo wredną kometą, to mam dla Was krótki przegląd filmów o podobnej tematyce. Temat podjęto już w 1958 roku za sprawą filmu „Dzień, w którym eksplodowała Ziemia” (cóż za pretensjonalny tytuł!), ale może spuśćmy na to „dzieło” rój meteorytów, bo nudne to i mało efektowne. Za to w naszej TOP-ce będzie i komediowo, i przerażająco, i dramatycznie, a nawet kiczowato. Destrukcji z kosmosu czas start!

Ale nie, nie zaczniemy od „Armagedonu”, nawet na nim nie skończymy. Na początek zaskakująco dobry „Dzień zagłady”. W tej produkcji bohaterowie koniec końców uratowali planetę przed, cóż, całkowitą zagładą, ale mimo wszystko Ziemia i tak musiała przyjąć na klatę całkiem sporą kosmiczną pigułę. Film wyróżnia się poważnym tonem i dość pesymistycznym podejściem do tematu. Do głównych bohaterów raczej się nie przyzwyczajajcie.

W stareńkim klasyku zatytułowanym niezbyt fortunnie „Meteor” tylko Sean Connery może zniszczyć Orfeusza, czyli nie meteor, a planetoidę zagrażającą Ziemi. Czego tu nie ma! Miasta są niszczone przez ogień i wielkie fale, a destrukcja zdaje się nie mieć końca. Oczywiście efekty mocno się zestarzały, a fabuła trąci myszką, ale warto sprawdzić tę ciekawostkę chociażby dlatego, że przetarła szlak późniejszym dziełom.

„Nadciąga noc komety, ognistych meteorów deszcz” śpiewała Budka Suflera, a dwa lata później, w 1984 roku powstało kultowe amerykańskie dzieło „Noc komety”. Przypadek? Tak sądzę. W filmie kometa przelatuje, a pozostały po niej deszcz meteorytów zamienia większość mieszkańców planety w zombiaki. Dwie siostry muszą jakoś odnaleźć się w tym bałaganie, ale na karku będą miały nie tylko żywe trupy, ale także szalonych naukowców.  

W innych filmach z nieba spada planetoida i niszczy całą planetę, a tutaj mamy dość mikrych rozmiarów meteoryt, który jednak bardzo uprzykrzy życie pewnej rodzinie. „Kolor przestworzy” powstał na bazie opowiadania Howarda Phillipsa Lovecrafta. Oznacza to tylko jedno: z kosmosu przybyć może tylko niepojęta groza, a całość nie ma prawa dobrze się skończyć. W roli głównej Nicolas Cage pasujący jak ulał do tej aury szaleństwa.

A na koniec coś pozytywnego. Tak, bo nawet w obliczu apokalipsy zawsze jest czas, by np. znaleźć miłość. „Przyjaciel do końca świata” to uroczy komediodramat, w którym bohaterowie, grani przez Steve’a Carella i Kierę Knightley, chcą poukładać swoje sprawy przed nieuchronnym uderzeniem asteroidy, która zmiecie z powierzchni Ziemi całe życie. Smutne? Może i tak, ale film jest krzepiący i pozbawiony tanich sentymentów.  

Na „Greenland” zapraszamy do Multikina. To co, widzimy się? Do zobaczenia!