TOP Multikino

TOP | Ach ten Mads, czyli NAJLEPSZE ROLE MIKKELSENA

Mads tu, Mads tam

Co kryje się za tymi oczami? Mads Mikkelsen to aktor-zagadka. Bez problemu gra w największych światowych blockbusterach. Świetnie sprawdza się także w skromnych artystycznych dramatach. Widzowie nigdy nie wiedzą, czego się spodziewać, gdy na twarzy pojawia mu się lekki uśmieszek. Duńczyk zasłynął rolami nikczemnych zbirów i szlachetnych bohaterów, a widzowie pokochali go przede wszystkim za szczerość, którą obdarza wszystkie swoje postacie. W tym roku obejrzymy Madsa co najmniej dwa razy na ekranie. Zaczniemy od bycia… „Na rauszu”. Ten wyczekiwany, nagrodzony Oscarem film, to kolejna kolaboracja Mikkelsena i reżysera Thomasa Vinterberga, którzy wcześniej spotkali się w 2012 na planie świetnego dramatu "Polowanie". Po tamtym dość przygnębiającym doświadczeniu panowie postanowili niemalże dosłownie podlać nową współpracę delikatnie komediową nutą. "Na rauszu" opowiada o grupie nauczycieli, którzy postanawiają wziąć udział w niecodziennym eksperymencie i pozostawać w tytułowym stanie przez cały czas, także podczas pracy w szkole. Afirmacja życia w stanie lekkiej nietrzeźwości nie wszystkim wychodzi na dobre... Polecamy naszą recenzję oraz sam film - na ekranach Multikina od dzisiaj.

"Jeźdźcy sprawiedliwości" przybędą do nas już w sierpniu. Z jednej strony jest to kryminał pełen akcji, z drugiej smoliście czarny komediodramat. Mads wciela się tu w obdarzonego bujną brodą i ogolonego na łyso Markusa - byłego żołnierza, który wraca do domu zająć się swoją córką. Jej matka zginęła w katastrofie kolejowej, ot nieszczęśliwy wypadek jakich wiele. Szybko okazuje się, że jednak nie taki zwykły był to wypadek, tylko pełnoprawny zamach. Markus wraz z ze swoimi bardzo ekscentrycznymi przyjaciółmi postanawiają wymierzyć srogą zemstę. "Jeźdźcy sprawiedliwości" i rozbawią, i zaszokują. W Danii był to megahit z otwarciem lepszym niż "Na rauszu". Warto sprawdzić!

Dla międzynarodowej widowni wielka kariera Madsa Mikkelsena rozpoczęła się od kinetycznej bomby, czyli "Casino Royale" w 2006 roku. Nowy Bond oznaczał tym razem nie, jak zwykle, kontynuację przygód 007, ale reset całej serii. Wróciliśmy do korzeni - James jest nieokrzesanym agentem z ledwo zdobytą licencją na zabijanie i pierwszą ważną misją: rozpracowanie zubożałego finansisty Le Chiffre'a. W roli złoczyńcy brylował rzecz jasna nasz bohater. Mads Mikkelsen zaprezentował kreację jednego z najlepszych nikczemników w historii 007.

Dziesięć lat później Mads znów wcielił się w postać "tego złego" i to nie w byle jakim filmie, bo w kolejnej blockbusterowej petardzie od Marvela. "Doktor Strange" wprowadził na ekran tytułowego komiksowego superbohatera, który potrzebował równie potężnego przeciwnika. I tutaj na scenę wchodzi Mads, cały na biało, jako Kaecilius. Niestety szybko okazuje się, że Kaecilius to taki nikczemnik z dolnej półki. Film niezbyt wykorzystał talent Mikkelsena, a Duńczyk robi co może, by wykrzesać z nieciekawej postaci cokolwiek interesującego. 

Co w Marvelu nie do końca wyszło, to udało się w kosmicznym uniwersum, gdzie pośród gwiazd wciąż toczone są wojny. W pierwszym filmie umiejscowionym poza głównym nurtem sagi Skywalkerów Mads Mikkelsen pokazał  to, co umie najlepiej, czyli postać skonfliktowaną, wielowymiarową i bardzo ciekawą. Aż szkoda, że jego Galen Erso nie dostał więcej czasu ekranowego. "Łotr 1. Gwiezdne wojny - Historie" to świetne widowisko wojenne, ale i bardzo ciekawe studium postaci o bardzo kruchej moralności. Mads Mikkelsen wcielił się w targanego wyrzutami sumienia sługusa Imperium i zrobił to w naprawdę świetnym stylu.

Jeśli macie ochotę podziwiać Madsa, który jest „Na rauszu”, to zapraszamy już od dzisiaj do Multikina. Widzimy się, mam nadzieję? Do zobaczenia!