TOP Multikino

Szybko i wściekle

czyli najlepsze filmy z motoryzacją w roli głównej

Adrenalina, nieposkromione emocje i czyste piękno. Kino i motoryzacja mają wiele wspólnych mianowników.

Czwórka życiowych rozbitków, 2 ładunki nitrogliceryny i kilkaset kilometrów w rozklekotanych ciężarówkach –  Henri-Georges Clouzot pokazał, jak się robi motoryzacyjne kino z dreszczykiem już w zamierzchłym 1953 roku i do dziś „Cena strachu” jest jednym z najwybitniejszych osiągnięć kina samochodowego, choć ma niewiele wspólnego z kultem pięknych aut. Generalnie chodzi o siedzenie za kierownicą i ocieranie potu z czoła. A widz przez cały film zagryza z nerwów paznokcie.
To jednak film ze społecznym zacięciem. Podobnie jak inny ciężarówkowy klasyk, czyli „Konwój” z Chrisem Kristofersonem w roli głównej. Tym razem jednak twórcy nie pochylają się nad sytuacją najniższej warstwy społecznej uzależnionej od klasy uprzywilejowanych, lecz kładą nacisk na rolę i granice władzy. Uosobionej tutaj przez amerykańską policję drogową, niecieszącą się chyba w oczach twórców nadmierną sympatią czy szacunkiem.
To już ostatni ciężarówkowy hit, którym gładko przechodzimy do innych kategorii motoryzacyjnych. „Mad Max: Na drodze gniewu” to tryumfalny powrót George’a Millera. Oczywiście na splendory zasługuje cała seria, już od przełomowej pierwszej części z Melem Gibsonem i australijską wersją Forda Falcona, ale na coś się trzeba zdecydować. „Fury Road” jest filmem doskonałym: idealistycznym w zamyśle, przewrotnym, ambitnym intelektualnie i turbodoładowanym wizualnie, aktorsko (Theron&Hardy!) i dramaturgicznie.
No właśnie. Mad Maxy nie są typowo ciężarówkowe, bo znajdziemy tam machiny rozmaite – od zmechanizowanych latawców, bo budzące grozę samym wyglądem motocykloidy – wizjonerskie połączenie wozów cabrio i jednośladów. Ale skoro była mowa o jednym z najbardziej rozpoznawalnych potworów drogowych, jakim jest Ford Falcon ’73, nie sposób nie wspomnieć o Dodge’u Challengerze, najcenniejszym cacku należącym do Kowalskiego – faceta, który założył się, że przejedzie pół Stanów w 15 godzin. To oczywiście „Znikający punkt”.
Ford, Dodge czy Pontiac – ci szybcy sprinterzy anglosaskich autostrad doczekali się też kliku hołdów w kinie najnowszym. Można by długo wymieniać, ale przypomnijmy dwa filmy, które czerpią garściami z kanonu wyznaczonego przez „Mad Maxy”, „Znikający punkt”, Bullita” czy „Blues Brothers”. Mowa o „Grindhouse: Death Proof” Quentina Tarantino oraz produkcji uwielbianej przez ortodoksów mechaniki pojazdowej, czyli „60 sekundach” z Nicolasem Cage’m i zjawiskową Angeliną Jolie.
Czym jednak byłoby to zestawienie bez kultowej serii, na którą czekają wszyscy wciskający z upodobaniem pedał do podłogi, odkręcający do oporu manetkę, odpicowujący w przydomowym tunelu swoje bryki, czy – w najgorszym wypadku – wcielający się w królów szos przed ekranem konsol? „Szybcy i wściekli” wdarli się bezpardonowo do serc kinomanów oraz wielbicieli motoryzacji i trzymają te serca w szachu, od wielu już lat pompując w nie adrenalinę i podkręcając puls w rytm warczących zajadle silników.

Szybcy i wściekli 8

Akcja Od lat: 13 135 min

Więcej o filmie
Komentarze

Dodaj swój komentarz do Szybko i wściekle

Aby dodać komentarz, zaloguj się lub zarejestruj.

komentarze|0

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.