Newsy

"Szklana pułapka" czyli Yippee kai yay, motherfucker!

Święty Walenty będzie musiał tym razem ustąpić miejsca Johnowi McClane...Na ekrany wchodzi "Szklana pułapka 5"!

Z tej okazji przypominamy perypetie pewnego gliniarza z NYC, który swego czasu zrobił niezłą zadymę w budynku Nakatomi Plaza. I to na bosaka! "Szklana pułapka" na przestrzeni ostatnich lat została mocno zdewaluowana, głównie przez to, że pokazywana jest na srebrnym ekranie co roku w okolicach Świąt. Stała się telewizyjnym evergreenem - zupełnie jak "Kevin sam w domu". Tymczasem pierwsza część serii o Johnie McClane to film, który na nowo zdefiniował kino akcji. Cała historia rozgrywa się właściwie w czasie rzeczywistym, w wąskich korytarzach i klaustrofobicznych pomieszczeniach wieżowca, twórcom udało się powołać do życia wielowymiarowe, a przez to bardzo realne postaci. Od innych tego typu filmów odróżniał też "Szklaną pułapkę" zdecydowanie główny bohater. John McClane to bez wątpienia rola życia Bruce'a Willisa. Potrafił wydobyć z bohatera szczerość, humor, charyzmę, a przy tym nie starał się być w żadnym razie typowym twardzielem. To zwykły facet, który gotów jest podjąć ryzyko, gdy tylko jest taka potrzeba. I choćby nie wiadomo, ile ciosów otrzymał, zawsze się podniesie i będzie walczył dalej. Z jednej strony jest on nie do zdarcia, ale z drugiej, na każdym kroku podkreśla się to, że tak na dobrą sprawę, jest po prostu strasznym pechowcem, gdyż cały czas znajduje się w niewłaściwym miejscu, w niewłaściwym czasie. McClane to współczesny kowboj, któremu jednocześnie daleko do bohaterów filmów z Johnem Wayne'em. To poniekąd najbardziej wrażliwy ze wszystkich znanych nam herosów kina akcji. I, co ważne, nie chce być bohaterem, ale podejmuje się tej roli tylko dlatego, że... musi. Gdyby był ktoś inny, kto mógłby to robić, to z wielką chęcią pozwoliłbym mu na to. Ale nie ma takiej osoby - tłumaczy w czwartej odsłonie "Szklanej pułapki".

W pierwszej części przyleciał na Święta do swojej żony z Nowego Jorku do Los Angeles. Odwiedził ją w pracy, w budynku firmy Nakatomi i niemalże od razu znalazł się w samym środku ataku terrorystów. Oczywiście od razu przystąpił do działania. Choć nie było jego celem bawienie się w maczo, który rozprawi się z bandytami w pojedynkę. Próbował dzwonić na policję, niestety - biedak mógł liczyć jedynie na siebie. Pod koniec filmu jest ranny, wyczerpany, zmęczony. To żywy człowiek. Całe szczęście, że rola McClane'a nie powędrowała, jak początkowo zakładano, do Arnolda Schwarzeneggera, Sylvestra Stallone'a czy Mela Gibsona - w ich wykonaniu byłaby to zupełnie inna postać i przez to także inny film. Luzackie podejście Bruce'a Willisa wprowadziło powiew świeżości do gatunku pełnego testosteronu i muskularnych maszyn do zabijania. Obdarzył postać Johna świetnym poczuciem humoru, które nie opuszcza go nawet w najgorszych chwilach. Pamiętna jest choćby scena z pierwszej części, kiedy to McClane, cały poobijany, czołga się w szybie wentylacyjnym z zapalniczką w ręku i mówi z przekąsem sam do siebie: Przyjedź na wybrzeże, mówili. Spotkamy się, będzie fajnie, mówili. One-linery McClane'a przeszły już do historii kina. Podczas wzywania pomocy przez telefon, gdy usłyszał od policjantki odbierającej zgłoszenie, że kanał, pod który się dodzwonił, jest zarezerwowany dla sytuacji zagrożenia, odparł: Czy ja brzmię jakbym zamawiał pizzę?! Albo gdy usiłuje założyć buty po zabitym terroryście i te okazują się za małe, wyrzuca z siebie: Dziewięć milionów terrorystów na świecie, a ja musiałem trafić akurat na tego, który ma mniejsze stopy od mojej siostry! Jednym z lepszych one-linerów z części czwartej jest ten, gdy pomocnik Johna krzyczy do niego z podnieceniem: Załatwiłeś helikopter za pomocą samochodu!, a McClane na to: Skończyły mi się naboje. O kultowym Yippee kai yay, motherfucker chyba nie trzeba wspominać...

Wypada za to wspomnieć o czarnych charakterach, bo oni są, obok McClane'a, wizytówką serii. "Szklana pułapka" dochowała się bandy zaiste barwnych i niejednoznacznych złoczyńców. Weźmy Hansa Grubera z pierwszej części, brawurowo zagranego przez Alana Rickmana - to chyba pierwszy w historii gatunku terrorysta, z którym widzowie sympatyzowali. Wykształcony, dystyngowany, kulturalny mężczyzna, który także ma swój urok i charyzmę. To zupełnie nowe podejście do czarnego charakteru w kinie akcji, do którego dopiero w późniejszych latach zaczęły nawiązywać kolejne produkcje. W drugiej części mieliśmy z kolei do czynienia z najbardziej bezwzględnym i "diabelskim" przeciwnikiem Johna, granym przez Williama Sadlera pułkownikiem Stuartem, przypominającym ludzki "prototyp" Terminatora. W trzeciej części postanowiono nawiązać do pierwszej odsłony "Szklanej pułapki" i zaprezentowano widzom niezwykle tajemniczą i intrygującą postać Simona (Jeremy Irons), który gra z McClane'em w "Simon mówi": gdy John nie zrobi tego, co powie mu Simon, ten zacznie wysadzać kolejne obiekty w Nowym Jorku. Jeremy Irons w tej roli dał prawdziwy popis aktorstwa, jednocześnie znakomicie bawiąc się schematami i motywami znanymi z poprzednich dwóch odsłon serii.

Dość istotna jest też warstwa formalna "Szklanej pułapki". Poszczególne odsłony powstawały na przestrzeni trzech dekad (czterech, jeśli doliczyć nadchodzącą część piątą). Sprawia to, że siłą rzeczy formuła przygód Johna McClane'a ulega zmianie. Jeszcze dwie pierwsze części stanowiły poniekąd swoisty dyptyk - były bardzo zbliżone do siebie, jeśli chodzi o formę, styl, miały właściwie ten sam schemat fabularny. Trzecia część przyniosła już spore zmiany, wyprowadzając Johna na ulice Wielkiego Jabłka. Z kolei część czwarta stanowiła nowe otwarcie. Powstała 12 lat po poprzedniczce, a przez ten czas diametralnie w kinie zmieniły się style, muzyka, sposób montażu. Pomimo tego, że rozmach jest nieporównywalnie większy niż w pierwszej czy drugiej części, w "Szklanej pułapce 4.0" zachowano pewną ciągłość, widoczną chociażby w tym, że nadal są w niej sceny rozgrywające się w klaustrofobicznych przestrzeniach, czego najlepszym przykładem jest ostatni pojedynek Johna z jedną z terrorystek (graną przez Maggie Q), który odbył się w samochodzie typu SUV, który z niewyjaśnionych przyczyn znalazł się...w szybie windy.

"Szklana pułapka" jako seria rozwija się wedle reguł postępu geometrycznego, gdyż z każdą kolejną częścią skala, w jakiej rozgrywają się wydarzenia, powiększa się znacznie względem poprzednika. Poniekąd można to nawet traktować jako analogię do tego, w jaki sposób rozszerza się nasz świat rzeczywisty. Część pierwsza miała miejsce w wieżowcu, następna na lotnisku, część trzecia na ulicach Nowego Jorku, a czwarta obejmowała właściwie cały kraj i dotykała bardzo aktualnego wtedy tematu wirtualnego terroryzmu i boomu technologicznego, w którym McClane zdawał się być totalnie zagubiony, niczym "zegarek w erze nowych technologii", był "analogowym bohaterem w cyfrowym świecie". Natomiast w "Szklanej Pułapce 5" akcja ma się przenieść do Rosji, co już na wstępie brzmi ciekawie, gdyż jak dotąd John McClane działał w obrębie samych tylko Stanów. Miejmy tylko nadzieję, iż fakt, że tym razem główny czarny charakter nosi imię Komorov, nie zostanie w naszym kraju niewłaściwie zinterpretowany przez niektóre grupy społeczne i polityczne.


Przemysław Dobrzyński

Artykuł ze Stopklatki

Obrazek - Stopklatka-WIECEJ_30.png

Szklana pułapka 5

Szklana pułapka 5

Akcja Sensacyjny Od lat: 15 97 min

Więcej o filmie
Komentarze

Dodaj swój komentarz do "Szklana pułapka" czyli Yippee kai yay, motherfucker!

Aby dodać komentarz, zaloguj się lub zarejestruj.

komentarze|0

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.