Newsy

Świat pokochał polską "Idę"

Zwycięzca tegorocznego festiwalu w Gdyni świetnie radzi sobie za granicą. Nagroda FIPRESCI w Toronto może być jedynie początkiem.

W ten weekend film Pawła Pawlikowskiego nie jest bez szans w dwóch międzynarodowych konkursach głównych: w Warszawie i Londynie. Walory docenione przez jurorów w Gdyni dostrzegają recenzenci z całego świata. Historia zakonnej postulantki i jej ciotki, stalinowskiej prokurator, osadzona w polskich realiach początku lat 60. XX wieku jest na tyle uniwersalna, że "Idę" z powodzeniem można było ogłosić polskim kandydatem do Oscara. Mimo to nikt nie protestował, gdy specjalna komisja ogłosiła, że kinematografię znad Wisły reprezentować będzie "Wałęsa. Człowiek z nadziei" Andrzeja Wajdy, laureata honorowej nagrody Amerykańskiej Akademii Filmowej za całokształt twórczości. Zdecydowała tu z pewnością nie tylko wartość filmu, ale i walory marketingowe – samo hasło Wałęsa na Oscarach może zdecydować o powodzeniu kandydatury.


Z Londynu Lech Wałęsa wracał jednak jak niepyszny, mimo dobrego przyjęcia filmu. Były prezydent po powrocie do kraju rozpętał "aferę majtkową", zniesmaczony incydentem na lotnisku Heathrow. Poza krajem nikt osobistą kontrolą Wałęsy i jego bagażu się nie przejął. O Polsce najgłośniej było na Wyspach ze względu na piłkarski mecz z reprezentacją Anglii. Na Wembley, mimo głośnego dopingu około 20 tysięcy Polaków, sprawiającego, że to biało-czerwoni mieli prawo czuć się gospodarzami, nasza kadra przegrała 0:2, na mistrzostwa świata pojadą Anglicy. Podejrzewam, że Pawlikowski oglądał to spotkanie. Jest przecież fanem piłki nożnej. "Wysokim Obcasom" zdradził swą fascynację dramaturgią meczów i wyraził opinię, że przeciętny film jest znacznie mniej wartościowym spektaklem niż przeciętne spotkanie piłkarskie. Na Wembley nie brakowało emocji, ale jedynym polskim zwycięzcą w Londynie może stać się w tym tygodniu właśnie Pawlikowski. „Ida" w konkursie głównym największych rywali zdaje się mieć w przygotowanym na 50. rocznicę zamachu na JFK filmie "Parkland", nowym filmie Xaviera Dolana "Tom at the Farm" i głośnej adaptacji powieści Michela Fabera "Pod skórą", w reżyserii Jonathana Glazera. Jeśli jury pod przewodnictwem odchodzącego na emeryturę krytyka ("The Observer") Philipa Frencha podzieli opinię recenzentów, „Ida" będzie się liczyć w tej stawce do samego końca. Peter Bradshaw ("The Guardian") napisał, że to poruszający film, mocno opowiedziany. Kreacje Agaty Kuleszy i Agaty Trzebuchowskiej określił jako inteligentne.


"Każdy fragment "Idy" odczuwa się jako niezwykle osobistą opowieść, znakomicie sfotografowaną w luminescencyjnych monochromatycznej barwie" – czytamy w "Guardianie". Ta czerń i biel Pawlikowskiego kojarzy się angielskiemu krytykowi z nawrotem Nowej Fali, Polskiej Szkoły Filmowej, szczyptą Truffaut zmieszaną z drobinami Beli Tarra i Akiego Kaurismakiego. Bradshaw przyznaje, że "mroźna prowincja środkowej Europy z 1960 roku" mogłaby się równie dobrze okazać rzeczywistością starszą o sto lub dwieście lat. Recenzent "Guardiana" dostrzega historię o polskim katolicyzmie, antysemityzmie, trudnym współistnieniu komunistycznego państwa i Kościoła oraz przepaść między pokoleniem doświadczonym wojną a ówczesną młodzieżą.
 

Podczas rozmowy z publicznością, po oficjalnym konkursowym pokazie Pawlikowski zdradził, że czuł się jak na prywatnym pokazie, tak wielu jego przyjaciół przyszło na seans do kina Odeon West End na Leicester Square. Widzom tłumaczył, dlaczego sięgnął po nieużywany już format 1:37.


– Chciałem pokazać świat inny od obecnego, mniej zagracony – wyjaśniał londyńskiej publiczności. Przyznał, że chciał zrobić film o Polsce i czasie, który pamięta z dzieciństwa. I powtórzył, że postać ciotki wzorował m.in na poznanej w Oksfordzie profesor Helenie Brus-Wolińskiej. – Chodziłem do niej na podwieczorki, poznałem przemiłą, grzeczną osobę. Później wyczytałem, że Polska chce jej ekstradycji, bo w czasach stalinowskich pracowała jako prokurator. Zafascynowało mnie jak człowiek może się zmienić w ciągu jednego życia – mówił Pawlikowski. Uspokoił też być może krytyka z "Guardiana" przyznając, że Polska mocno się zmieniła i miał problemy ze znalezieniem miejsc, które mogły udawać lata 60. XX wieku. – Na szczęście Łódź, miasto ominięte przez rozwój gospodarczy Polski, dało nam wiele plenerów – dodał reżyser "Idy".
Film Pawlikowskiego komplementowany jest nie tylko w brytyjskiej prasie, zbiera też doskonałe recenzje w internecie. Na stronie theartshelf.com znajdziemy recenzję, która doszukuje się związków między filmem Pawlikowskiego a dziełami Dreyera i Bressona: "filozoficzna, refleksyjna i subtelna praca zdradzająca wielkie umiejętności i precyzję" – czytamy. Z kolei recenzja z bina007.com wskazuje na "Idę" jako jeden z najmocniejszych i najpiękniejszych filmów tegorocznego LFF. "Tak wiele tu mądrości i głębokiego spojrzenia: na to jak radzimy sobie z bólem, wiedzą i wrażliwością ludzkiej natury".


Znakomicie przyjmowana za granicą "Ida" wchodzi do polskich kin 25 października. Dla każdego kinomana powinna to być jedna z najbardziej oczekiwanych premier jesieni. Skoro obcy nas chwalą, swoje poznajmy. O sukcesach filmu Pawlikowskiego usłyszymy jeszcze niejednokrotnie. Brak oscarowej kandydatury nie będzie tu przeszkodą. "Ida" broni się sama.


[Ian Pelczar, Londyn]

News ze Stopklatki

Obrazek - wiecej na Stopklatka_ikonka.png

Idealny facet dla mojej dziewczyny

Idealny facet dla mojej dziewczyny

Komedia 125 min

Więcej o filmie
Komentarze

Dodaj swój komentarz do Świat pokochał polską "Idę"

Aby dodać komentarz, zaloguj się lub zarejestruj.

komentarze|0

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.