Recenzje

„Rocketman” [RECENZJA]

I’m still standing

Byliście zawiedzeni ugrzecznionym „Bohemian Rhapsody”? Jeśli tak, to „Rocketman” jest filmem dla Was. Biografia Eltona Johna to szalona muzyczna przejażdżka przez barwne życie rokendrolowca.

Musical biograficzny? Film biograficzny z elementami musicalu? Jak zwał, tak zwał. „Rocketman” pędzi jak rakieta przez kolejne lata scenicznej kariery Eltona Johna, a najważniejsze chwile w życiu muzyka opowiada za pomocą… jego największych przebojów. Chronologia jest rozkosznie zaburzona, a całość nie boi się miejscami odlatywać w kosmos. Pierwszy amerykański koncert Brytyjczyka dosłownie wyrywa publiczność z butów, a to dopiero początek wariackich scen, jakie przygotował dla widzów Dexter Fletcher. Tak, ten sam gość, który po odejściu Bryana Singera poskładał do kupy „Bohemian Rhapsody”. Wtedy Fletchera ograniczały więzy producenckie, teraz jednak – otrzymawszy błogosławieństwo od samego zainteresowanego – reżyser mógł przedstawić nieprawdopodobnie prawdziwe dzieje Eltona Johna bez cenzury i kompromisów.

A faktów do ewentualnego ukrycia nie brakowało. „Od 1975 roku zachowywałem się jak pi*da i nie umiałem przestać”, wyznaje nam w jednej scenie brytyjski artysta patrząc prosto w oko kamery. Nie ma w tym ani krzty przesady. Widzimy alkoholowe ekscesy, narkotyczne odjazdy, wyuzdane sceny łóżkowe i wybuchy agresji. Elton John nie ukrywa przed nami niczego: ani swojej orientacji seksualnej, ani wielu, wielu złych wyborów, których dokonał. Chwila… Elton John? Przepraszam, miałem na myśli oczywiście Tarona Egertona. Młody aktor znany z serii „Kingsman” całkowicie znika w roli sławnego muzyka. A że głos ma świetny, to i wszystkie piosenki zaśpiewał sam i miejscami naprawdę nie potrafiłem dosłuchać się różnicy w głosach obu artystów. Taron Egerton jest po prostu fenomenalny, a na jego tle Rami Malek z Oscarem za rolę zębów Freddiego Mercury’ego prezentuje się niezbyt okazale.

Okazale za to wypadają w „Rocketmanie” nowe wersje klasyków Eltona Johna. Oprócz utworu tytułowego usłyszymy „The Bitch Is Back”, „Crocodile Rock”, „I’m Still Standing”, „Tiny Dancer”, a to zaledwie kilka hitów z całego morza przebojów, które wylewa się ze ścieżki dźwiękowej filmu. Większość numerów służy opowiedzeniu jakiejś historii z życia artysty, co sprawdza się zaskakująco dobrze. Towarzyszą temu rozbuchane musicalowe momenty idealnie współgrające z kolorowym wizerunkiem Eltona Johna. Feeria barw i przepychu, dziesiątki kostiumów, setki par okularów, jeden artysta schowany za tym całym blichtrem. Rokendrol na wielkim ekranie dawno nie wyglądał tak ekscytująco.  

„Rocketman” jest jak jego główny bohater – bardzo eklektyczny, ale przystępny. Spodoba się fanom dobrej muzyki, ciekawej biografii i wszystkim miłośnikom kultury brytyjskiej. Upadamy po to, żeby się podnieść i iść dalej – nie zaszkodzi jeszcze o tym zaśpiewać. To kto następny? Boy George?

Ocena:
8,5/10

Śpiewał w kinie – znowu!
Piotr Olczyk

Rocketman

Rocketman

Biograficzny Od lat: 15 121 min

Więcej o filmie ZAREZERWUJ/KUP BILET
Komentarze

Dodaj swój komentarz do „Rocketman” [RECENZJA]

Aby dodać komentarz, zaloguj się lub zarejestruj.

komentarze|0

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.