Newsy

Reżyser "Loopera": zawsze byłem zapaleńcem

Jak nakręcić w erze blockbusterów film sci-fi bez spektakularnych efektów specjalnych, do czego służy szkoła filmowa opowiada nam reżyser rewelacyjnego "Loopera" Rian Johnson.

Film od piątku możecie oglądać na polskich ekranach.

Joanna Ozdobińska: Napisałeś postać Joe specjalnie dla Josepha Gordona-Levitta. Jak udało ci się przekonać Bruce'a Willisa, który gra jego starszą wersję, do udziału w "Looperze"?
Rian Johnson: Bruce Willis był jednym z pierwszych aktorów, jacy przyszli mi do głowy, gdy zaczęliśmy obsadzać pozostałe role. Może i ma reputację gwiazdora kina akcji, ale gdy porozmawiasz z innymi reżyserami, okazuje się, że mają ogromny szacunek dla niego jako aktora każdego gatunku filmowego. Wystarczy obejrzeć "12 małp" i przyjrzeć się, jak Bruce daje z siebie wszystko emocjonalnie i fizycznie w niektórych scenach. Oczywiście jest Brucem Willisem i gdy pojawia się w filmie, widzowie mają pewne oczekiwania, chociażby takie, że to on na pewno odnajdzie tego złego kolesia, zabije go i uratuje świat przed zagładą. I to bardzo działa przy okazji jego roli w "Looperze". Mam nadzieję, że widownia jest gotowa wsiąść z nami do tego pociągu na początku filmu, a my postaraliśmy się wywrócić ich oczekiwania wobec niego do góry nogami i pokazać im coś, na co zupełnie nie byli przygotowani.

 

Obrazek - looper_1.jpg

 

W świecie przyszłości z "Loopera" nie ma polityki, polityków, przywódców. Dlaczego?
Nie było to częścią mojej historii. Nie interesowało mnie na tyle, żeby to uwzględnić. Mieliśmy wystarczająco dużo do opowiedzenia o podróżach w czasie, więc skupiliśmy się na tym. Ta świadomie antyutopijna wizja przyszłości jest wielu osobom znajoma. Futurystyczny świat wygląda tak, jak coś, co już kiedyś widzieliśmy w filmach. Uznałem, że widzowie i tak muszą dużo przyswoić w pierwszej półgodzinie filmu, więc dałem im świat, z którym nie musieli się zbyt długo oswajać.

Czy przyszłość będzie wyglądała tak, jak przedstawiłeś to w swoim filmie?
Nie mam pojęcia. Gdy pisałem scenariusz, nie miałem w głowie wizualnego wyobrażenia świata z przyszłości. Skupiałem się całkowicie na fabule i postaciach i starałem się sprawić, by były jak najciekawsze. Zaczęliśmy myśleć o wizualnej formie świata z "Loopera" dopiero na poziomie przedprodukcji. Każda decyzja dotycząca wyglądu filmu była określona przez potrzeby fabuły. Dlatego na przykład miasto z przyszłości wygląda jak bardzo niebezpieczne miejsce, w którym w ogóle nie ma klasy średniej. Każdy z bohaterów w filmie stara się utrzymywać na powierzchni, ponieważ wie dokładnie, jak dużo ma do stracenia. Nie ma dna, które zamortyzuje ich upadek, jest tylko kompletna nędza i otchłań.

"Looper" pokazuje dość smutną wizję przyszłości. Zrobiłbyś film o jej jasnej stronie?
Jestem kompletnym optymistą, jeśli chodzi o przyszłość. Wiem, że ta wizja może się wydawać dość pesymistyczna, ale tak naprawdę nie mam takich czarnych myśli. Po prostu na potrzebę tej konkretnej historii przyjąłem założenie, że przyszłość będzie malować się w dość mrocznych barwach. Wiele futurystycznych filmów zdaje się malować taką ciemną wizję przyszłości, a jednym z powodów takiego podejścia jest pewnie fakt, że w takiej wizji zawiera się więcej dramatyzmu, niż w takiej, gdzie wszystko jest różowe i działa bez problemu.

Jesteś fanem science-fiction?
Owszem, ale nie klasycznej fantastyki, ale takiego sci-fi, które używa tych dwóch gatunków do rozwijania rozpoznawalnych ludzkich emocji. Ray Bradbury zawsze robił to doskonale w swoich powieściach i opowiadaniach.

Co sprawiło, że zostałeś reżyserem?
Zawsze byłem zapaleńcem, tym dzieciakiem, który od momentu, kiedy pierwsza kamera wideo pojawiła się na rynku, kręcił krótkie filmy ze znajomymi. Zajmowaliśmy się tym w weekendy wolne od szkoły i odkąd pamiętam zawsze chciałem robić tylko to. Gdy przeprowadziłem się do Los Angeles, postanowiłem pójść na studia reżyserskie na University of Southern California i oczywiście marzyłem, żeby zrobić mój własny film. Szkoła filmowa jest wspaniałą wymówką na to, żeby wziąć cztery lata wolnego i oglądać trzy filmy dziennie, nazywając to studiowaniem. Trzeba wchłaniać wszystko, co tylko możliwe. W szczególności gdy ktoś jest zainteresowany pracą w konkretnym gatunku filmowym. To jest niezwykle ważne, żeby móc obejrzeć jak najwięcej filmów i być wystawionym na wiele różnorodnych wpływów spoza tego gatunku, które pozwolą na wszczepienie do niego nowych pomysłów.

Jakie filmy kręciłeś zanim pojawiła się technika filmowa, do której masz dostęp teraz?
Nawet nie wiesz, jak bym chciał mieć wtedy wszystkie elektroniczne zabawki, które dzieciaki mają dziś do swojej dyspozycji. Nadal mam taśmy wideo, na których nagrywaliśmy filmy. Za każdym razem, gdy jechałem z rodzicami na wakacje, używałem moich kuzynów i dzieci znajomych jako aktorów. Raz zdarzyło się, że prawie spaliłem garaż mojej mamy. Chciałem odtworzyć scenę z "Powrotu do przyszłości" z płonącymi śladami po oponach samochodu. Miałem zabawkowy model DeLoreana i tak mnie poniosło, że nie pomyślałem zupełnie, że nie powinieniem robić takiej próby w zamkniętym garażu. Aby osiągnąć efekt tych płonących śladów opon, potrzebowałem dwóch pasków papierowego ręcznika zamoczonego w benzynie. Żeby je w niej zamoczyć, użyłem plastikowego talerzyka. Nie wiedziałem wtedy, że benzyna w połączeniu ze styropianem zmienia się w napalm. Położyłem oba paski za samochodem, włączyłem kamerę i podpaliłem je. Wyglądało to naprawdę nieźle. Ogień zrobił się naprawdę duży, a garaż zaczął się szybko wypełniać dymem. W pewnym momencie przez przypadek stanąłem na plastikowym talerzyku z benzyną, który już był napalmem i mój but zajął się ogniem. Wtedy przestraszyłem się nie na żarty. W jakiś magiczny sposób udało mi się otworzyć garaż i uciec z niego. Przyznam, że było to jedno z najbardziej przerażających doświadczeń filmowych w moim życiu.

Czy tego typu efekty specjalne używasz także w swoim filmie "Looper"?
Dokładnie takie (śmiech). Powiedziałem specjalistom od efektów i pirotechnikom, że mam wszystko pod kontrolą i nie muszą się o nic martwić.

Tak naprawdę w twoim filmie nie ma zbyt wielu efektów specjalnych, ale masz niesamowite oko do detali.
Czy mówisz o scenie w restauracji i uchu Bruce'a Willisa? Ciesze się, że to zauważyłaś. Specjalnie wrzuciłem niektóre sceny do filmu z nadzieją, że fani tego gatunku to zauważą.

Czy myślisz, że widzowie potrafią docenić takie elementy w filmach, mimo że są rozpieszczeni przez pełne efektów specjalnych superprodukcje, jak "Avengers"?
Mnie osobiście bardzo podobali się "Avengers"! Wydaje mi się, że mimo powszechnego używania, czasami przesadnego, efektów specjalnych i 3D ludziom nadal podobają się filmy z ciekawymi historiami. A w przypadku gatunku 'summer blockbuster' ten cały spektakl jest używany jako tania przykrywka dla braku nie tylko fabuły, ale i rozrywki. Dla mnie rozrywka jest czymś, co naprawdę wciąga widza do filmu, angażuje go na kilku poziomach: emocjonalnie i intelektualnie, stymuluje pod każdym względem. Jestem zdecydowanym optymistą. Czuję, że widzowie są coraz bardziej głodni rzeczy, które ich zaskakują ich i które ich angażują. Czuję, że wszyscy jesteśmy na przymusowej sezonowej letniej diecie blockbusterów. Niektóre z nich są naprawdę dobre i warte obejrzenia i są prawdziwą rozrywką, ale zbyt często dzieje się tak, że widzisz na ekranie dwie gigantyczne rzeczy, które nawzajem się obrzucają ładunkami wybuchowymi i to jest centralnym wątkiem filmu. Nie ma nic gorszego i nic nudniejszego, moim zdaniem.

Pracujesz nad kolejnymi projektami?
Staram się napisać następny film, rozważam kilka kolejnych opcji. Znowu jest to science-fiction, ale zupełnie inne od "Loopera". Miałem mnóstwo zabawy z tym światem i podróżami w czasie i wydaje mi się, że jest to dobre miejsce, żeby pozostać przez chwilę. Mogę tylko próbować robić filmy, które naprawdę mnie obchodzą i starać się zrobić kolejny, który będzie ciekawy.

Czy trudno jest zrobić teraz film dokładnie taki, jak chcesz, gdy studio naciska na zyski i dobre wyniki w box office?
Jest ciężko nakręcić jakikolwiek film. Największe blockbustery czy najmniejsze niezależne obrazy są, powiedziałbym, cudami. Powstały dzięki pasji i temu, że ludzie naprawdę wkładają całe serce w projekty.

A jak było w przypadku "Loopera"?
Muszę przyznać, że nam się poszczęściło. Mamy wspierającą nas firmę Endgame, która od początku w nas wierzyła. Wcześniej razem nakręciliśmy "Niesamowitych Braci Bloom". "Loopera" zrobiliśmy zupełnie niezależnie, a studio Sony kupiło amerykańskie prawa do dystrybucji. Mieliśmy więc naprawdę olbrzymią kreatywną wolność. Ten model jest teraz powielany coraz częściej, na przykład przez "Moon" Duncana Jonesa czy "Elysium" Neila Blomkampa

Czy to jest idealny model dla filmowca?
Mniej ważny jest sam model, a bardziej chodzi o ludzi, z którymi pracujesz. Czuję się szczęśliwcem, że pracuję z producentami, którym całkowicie ufam, i którzy są gotowi podjąć każde wyzwanie i ryzyko. Prawda jest taka, że najlepsze jest to, co działa. Jeśli masz możliwość realizacji swojego filmu - po prostu zrób to.


Joanna Ozdobińska, Nowy Jork

News ze Stopklatki

Obrazek - Stopklatka-WIECEJ_30.png

Looper - pętla czasu

Looper - pętla czasu

Akcja Science-Fiction Od lat: 15 119 min

Więcej o filmie
Komentarze

Dodaj swój komentarz do Reżyser "Loopera": zawsze byłem zapaleńcem

Aby dodać komentarz, zaloguj się lub zarejestruj.

komentarze|0

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.