Recenzje

[RECENZJA] „Zenek”

Życie to są chwile

Jak do tego doszło? Nie wiem. Ale się udało. Przyznam Wam się do czegoś – nie wiązałem z „Zenkiem” większych nadziei. Spodziewałem się przesłodzonej hagiografii wynoszącej swojego bohatera pod niebiosa. Produkcję o liderze Akcentu skreśliłem już na początku widząc w niej produkt kinopodobny, dla mnie z pewnością niestrawny. Tymczasem wbrew oczekiwaniom dostałem po prostu… fajny film biograficzny. Tylko tyle i aż tyle. Co więcej, w tym filmie wiele rzeczy gra – dosłownie i w przenośni.

Zdaję sobie sprawę, że to porównanie mocno na wyrost, ale „Zenka” można zestawić z… „Rocketmanem”. Podobnie jak produkcja o Eltonie Johnie, tak i nasze rodzime dzieło jest przepełnione celowym kiczem, przesadą i pewną dozą samoświadomości. Tam mieliśmy wszechwiedzącego narratora, a tutaj dostajemy paradokumentalne wstawki wprowadzające nas w kolejne etapy życia bohatera. Ten zabieg nieźle się sprawdza, szczególnie że niektóre z tych wstawek są naprawdę pomysłowo zainscenizowane. Na ten film naprawdę był jakiś pomysł, przez co całość wydaje się być zrealizowana z sercem, pasją. Nie tylko z potrzeby zarobku, ale dla uhonorowania zjawiska, którego nie do końca rozumiem, ale które fascynuje miliony Polaków. 

Najlepszą decyzją, jaką mogli podjąć twórcy, było skupienie się na młodości Martyniuka. Ponad połowę filmu spędzamy z „Zenkiem młodszym”, w którego wybornie wcielił się Jakub Zając. Trafiamy na Podlasie, jeździmy po wiejskich dyskotekach, przewijamy kasety za pomocą ołówka, szukamy po bazarkach lakieru do włosów i „Bravo” z plakatami Limahla. Grywamy w remizach, dostajemy wypłatę w wódce. Bujamy się z cyganami i marzymy o wielkiej karierze układając włosy przy pomocy zdezelowanej suszarki. Rozczula ta „pocztówka z epoki” i całe szczęście, że film skupia się na nostalgii, zamiast opowiadać o genezie disco polo. Co ciekawe mało tu tej muzyki, bawimy się raczej do zagranicznych przebojów, które – nieporadnie, ale z szacunkiem – wykonuje młoda inkarnacja zespołu Akcent.

„Zenek” potrafi być także naprawdę zabawny, szczególnie jeśli chodzi o dialogi. Dużo w nich autentyczności i pomysłowego rzucania mięsem. Chłopaki z Podlasia potrafią solidnie zakląć. W wielu momentach widownia wybuchała gromkim śmiechem, bo dworuje się tu dość często nawet z głównego bohatera. Nie ma mowy o wybudowaniu pomnika ze spiżu ku czci twórcy nazwy „disco polo”. Filmowy Zenek Martyniuk jest spoko gościem, ale bywa też porywczy, bezwzględny i miejscami wyjątkowo nierozsądny. To everyman, z którym z łatwością można się utożsamić. Poczciwiec, który osiągnął sukces talentem oraz ciężką pracą. Gdy się bawi, gdy kocha, nawet gdy się upija, to robi to wszystko na całego.

Można wytykać mniejsze lub większe błędy techniczne (obraz czasem jest nieostry, a jedną chwytającą za gardło scenę zrealizowano za pomocą długiego ujęcia, ale zepsuto zbytnim kołysaniem kamery), można spierać się, czy taki film powinien był powstać z publicznych pieniędzy, wreszcie można zastanawiać się nad zasadnością stworzenia tej produkcji. Nie wszystko tu się udało, niektóre momenty zalatują lekkim aromatem żenady. Ale mimo wszystko podczas seansu naprawdę dobrze się bawiłem, tak samo jak dobrze się bawię – szczególnie po kilku głębszych – na weselach pełnych muzyki Akcentu. Disco polo jest nieodłącznym elementem polskiego krajobrazu, a nasz bohater jest niekwestionowanym królem tego gatunku. Czy tego chcemy, czy nie, takiego „Zenka” dostaliśmy, na jakiego sobie zasłużyliśmy.

Ocena
6,5/10


Oddałby chyba wszystko, bo tak się mu podoba
Piotr Olczyk

Zenek

Zenek

Biograficzny Muzyczny Od lat: 15 119 min

Więcej o filmie ZAREZERWUJ/KUP BILET
Komentarze

Dodaj swój komentarz do [RECENZJA] „Zenek”

Aby dodać komentarz, zaloguj się lub zarejestruj.

komentarze|0

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.