Recenzje

[RECENZJA] „Sweat”

Sweat, baby, sweat

Polska produkcja opowiadająca o instagramowej influenserce? Lepiej odłóżcie uprzedzenia (i węglowodany) na bok.

Mogłem domyślać się, że to nie będzie typowy film o celebrytce. Za całością stoi przecież Magnus Van Horn, szwedzki reżyser kochający polskie piekiełko. “Sweat” to pierwszy film młodego i gniewnego twórcy tak mocno zakorzeniony w naszych realiach. Jednocześnie jest to dość “normalny” film, który nie odstraszy typowego zjadacza popcornu długimi ujęciami testującymi nerwy i cierpliwość. Historia Sylwii Zając, trenerki fitness i instacelebrytki z setką tysięcy followersów, z jednej strony pokazuje nam to, czego oczekiwaliśmy po tego typu filmie, ale także nieustannie nas zaskakuje wymykając się schematom i grając z naszymi oczekiwaniami.

“Sweat” opowiada o trzech dniach z naszej gwiazdeczki, blondwłosej fitnesiary, która zachęca ludzi do ruszenia tyłków i zmiany życia na lepsze. Nosi obcisłe stroje, przepada za różowym kolorem, świetnie ogarnia Insta i jeździ z pokazami po galeriach handlowych. To fajna dziunia, , która dla lajków zrobi sporo i jeszcze więcej. Wiecie już, jak to się dalej potoczy, prawda? Otóż ja też byłem pewien, że wiem, a jednak film raz po raz dawał mi do zrozumienia, że muszę porzucić stereotypowe myślenie o tego typu produkcjach. “Sweat” nie jest moralitetem. Magnus Van Horn ani nie potępia Sylwii, ani nie pokazuje jej fanów jako bandy bezosobowych zombie. “Sweat” nie jest także zapisem polskiego skandalu, niczym nie epatuje, nie przedstawia świata celebrytów jako dantejskiego piekła z potępionymi duszami bez szans na odkupienie.

Sylwia Zając nie wygłasza górnolotnych fraz z ekranu, nie jest filozofką wciśniętą w obcisły kostium. To prosta, szczera dziewczyna, która nie pozwala, by sytuacja wymknęła się spod kontroli. Do samego końca nie jesteśmy pewni, którą Sylwię oglądamy - czy tę pewną siebie fitnesiarę z setką tysięcy followersów, czy może tę nieco smutną, samotną dziewczynę zamkniętą wśród ziejących nowoczesnością i zimnem czterech ścian. Twórcy przedstawiają nam ją jako osobę z krwi i kości, która ogromną popularność okupuje obojętnością rodziny i niezdrową fascynacją stalkerów. Współczujemy jej, bo nie dość, że nie może ufać nikomu, to jeszcze jest osobą myślącą. A celebryci nie powinni myśleć. Powinni bywać i błyszczeć, być obiektem uwielbienia. Sylwia chce od życia więcej, ale nie wie, czy potrafi być nikim. I to jest dramat, kochani, a teraz proszę o serduszko, łapki w górę, subskrybujcie! Ciao!

Trochę się zapuścił
Piotr Olczyk

Sweat

Sweat

Dramat Od lat: 15 107 min

Więcej o filmie