Recenzje

[RECENZJA] „Raya i ostatni smok”

Księżniczka na misji

Nowa księżniczka Disneya skopałaby nam wszystkim zadki. Oto film, który przednio mnie ubawił, a przy okazji nieco odświeżył wytartą formułę rysunkowej produkcji studia Myszki Miki. Ale zacznijmy od początku.

„Raya i ostatni smok” to konsekwencja wszystkich trudnych wyborów, które Disney musiał podjąć przez ostatnie lata. Wyjście ze strefy komfortu nigdy nie jest łatwe, szczególnie gdy praktycznie śpi się na pieniądzach i można by do końca świata produkować kolejne remaki swoich największych przebojów. A tymczasem po ładnej wizualnie, ale nudnej „Mulan” dostajemy znów nieco orientalne filmowe danie, ale tym razem podane w naprawdę pyszny sposób.

Tym razem obyło się bez inspiracji jakąś znaną bajką. Dostajemy fikcyjne królestwo Kumandra, w którym królują złe siły po tym, jak ludzie zaprzepaścili dziedzictwo smoków. Fantastyczne zwierzęta zaginęły ponad pięć wieków temu, a ich jedynym reliktem jest kilka magicznych kamieni. Raya, potomkini wielkiego rodu, wyrusza na poszukiwania ostatniego smoka. Tak zaczyna się to niezwykle wciągające animowane kino przygodowe. Graficznie całość wygląda po prostu olśniewająco, a przepiękne kadry miejscami ocierają się wręcz o fotorealizm. Mnie najbardziej zachwyciło to, jak twórcy połączyli tradycję z nowoczesnością. No bo wiecie, Raya to księżniczka, tylko taka troszkę… inna.

Przede wszystkim Raya świetnie się bije i nie śpiewa. Tak, piosenek tutaj nie uświadczycie, podobnie zresztą jak dzielnego faceta broniącego swojej wybranki. W ogóle miłostek jest tu jak na lekarstwo, liczą się przede wszystkim plan ratowania świata oraz patchworkowa ekipa, którą Raya nabywa po drodze. Humor także nie jest nachalny, bohaterowie nie czują potrzeby cwaniackiego puentowania każdej sytuacji, choć przyznam, że polski dubbing miejscami przesadza z anachronicznym podejściem. Postacie mówią współczesnym językiem i nie stronią od slangu. Chcecie usłyszeć, jak mitologiczny stworek mówi o czymś, że jest „level hard”? Chcecie czy nie chcecie – usłyszycie. Reszta na szczęście trzyma stale bardzo wysoki poziom.

Disney nie zapomniał o tym, co widownia lubi najbardziej. Są słodkie zwierzaki, użyteczne słodkie zwierzaki, słodkie zwierzaki-złodzieje i tak dalej. Raya nie wierzy w ludzi, uważa że człowiek kroczy ścieżką autodestrukcji, ale postacie, które spotyka na drodze do ratowania świata, wierzą w nią. Takich przyjaciół poznaje się w biedzie i Raya ma szczęście, że na nich trafiła. Sprytne niemowlę, brutal o złotym sercu, mały dzielny kapitan – świetna zgraja, którą aż chce się oglądać w akcji.

Gdy księżniczka Disneya bije się lepiej, niż bohaterowie indonezyjskiego kina kopanego z „Raid” na czele, to wiedz, że coś się dzieje. „Raya i ostatni smok” ubawi dorosłych i dzieciaki. To animowana przygoda pełna akcji i serca.

Z chęcią obejrzałby kontynuację
Piotr Olczyk

Raya i ostatni smok

Raya i ostatni smok

Animowany Familijny Od lat: b.o. 94 min

Więcej o filmie KUP BILET