Recenzje

[RECENZJA] „Poznajmy się jeszcze raz”

Ucieczka do tyłu

Współczesne życie potrafi dać w kość. Im jesteśmy starsi, z tym większym cynizmem patrzymy na świat. Któż z nas nie chciałby choć na chwilę przenieść się do cudownych lat młodości? Wiadomo, wspomnienia są wyidealizowane, lecz od czego marzy marzenia? Ale hipotetycznie, gdyby owe marzenia faktycznie miałyby się spełnić, to czy nie rzucilibyśmy się na głębokie wody nostalgii? Nawet gdyby miało to - dosłownie! - bardzo dużo kosztować? "Poznajmy się jeszcze raz" chwyta ten koncept za rogi i obudowuje go bardzo przyjemnym romantycznym komediodramatem.

Mamy tyle lat, na ile się czujemy? W takim razie nasz główny bohater, Victor, ma chyba z trzy setki na karku. Cyniczny, zaimpregnowany na świat rysownik komiksów chowa się przed rzeczywistością za pokaźnymi wąsami, nienawidzi telefonów komórkowych, a bliskich traktuje z wyższością i dystansem. Tego typu zachowanie przynosi fatalne skutki, przez co życie Victora zamienia się w kupkę gruzu. Znudzona żona przyprawia mu rogi z najlepszym z kumplem i bezceremonialnie wyrzuca z mieszkania. W takiej sytuacji wąsaty rysownik ma tylko jedno wyjście - uciec do bezpiecznych czasów młodości. Czy Victor napotyka na swojej drodze wehikuł czasu? A gdzie tam! Jak się okazuje, za pieniądze można kupić niemal wszystko - nawet przeszłość.

"Poznajmy się jeszcze raz" proponuje arcyciekawy koncept na realistyczną wyprawę w dawne dzieje. Oto istnieje sobie firma zajmująca się rekonstrukcjami. Herbatka z Faulknerem? Narada wojenna z Hitlerem? Zakrapiana imprezka z Hemingwayem? Proszę bardzo, wystarczy jeden pokaźny przelew, a scenarzyści, aktorzy, scenografowie i statyści zajmą się resztą. Syn Victora prezentuje ojcu voucher na usługi tejże firmy, z którego staruszek niezbyt skwapliwie postanawia skorzystać. Jego życzeniem jest przenieść się do lat 70., do pewnego miłego wieczoru, podczas którego poznał swoją wielką miłość.

Klient żąda, klient dostaje i w krótkim czasie w pewnej hali na uboczu wyrasta replika paryskiej uliczki: z hotelem, kawiarnią i nawet prywatnymi mieszkaniami pieczołowicie odwzorowanymi względem realiów. Obsada tego specyficznego teatrzyku traktuje swoją pracę śmiertelnie poważnie z wielkim zaangażowaniem wcielając się w swoje role. Początkowo Victor jest rozbawiony tą całą fasadą i na każdym kroku przebija swoim sarkazmem czwartą ścianę wytykając mniejsze lub większe nieścisłości w doborze ubrań, trunków i zachowań. Wszystko zmienia się, gdy mężczyzna faktycznie przeżywa jeszcze raz magiczny wieczór ze swoich wspomnień. Przeszłość wciąga jak narkotyk, więc Victor pragnie wciąż i wciąż na nowo delektować się tą chwilą.

"Poznajmy się jeszcze raz" nie jest wesolutką, głupiutką komedią romantyczną. Chociaż dzieje się tu wiele zabawnych rzeczy, to jednak całość ma bardzo wyraźny słodko-gorzki smak. Victor czuje się szczęśliwy, gdy znów może swobodnie palić przy kawiarnianym stoliku, gdy znów odwiedza hipisowską imprezkę pełną wciągającego zielonego aromatu albo gdy znów zdobywa swoją wielką miłość i wraca do czasów, które jeszcze miały sens. Ale rzeczywistość nieubłaganie wisi nad mężczyzną, zaś kolejne wizyty w zrekonstruowanej przeszłości solidnie drenują nie tylko jego finanse, ale i samopoczucie. Nostalgia to piękna rzecz, ale nie można się w niej zanurzyć zbyt głęboko, inaczej pójdziemy na dno. Na szczęście szybko okazuje się, że nawet jeśli Victor odwrócił się od współczesności, to współczesność nie odwróciła się od niego. „Poznajmy się jeszcze raz” jest więc uroczą, ale i pouczającą historią o tym, że nigdy nie jest za późno na najpiękniejsze chwile.

Ocena
7/10

Czasem bezbłędnie cofa do tyłu
Piotr Olczyk
Poznajmy się jeszcze raz

Poznajmy się jeszcze raz

Komedia Dramat Od lat: 15 115 min

Więcej o filmie
Komentarze

Dodaj swój komentarz do [RECENZJA] „Poznajmy się jeszcze raz”

Aby dodać komentarz, zaloguj się lub zarejestruj.

komentarze|0

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.