Recenzje

[RECENZJA] „Poroże”

Nie zadzieraj z Wendigo

Filmów z potworami to obecnie ze świecą szukać. Tzw. „creature features” od dawna przemykają niezauważone w kinowym światku. Ba, żeby chociaż w „kinowym”. Najczęściej są to taśmowo produkowane pastisze przeznaczone do oglądania w domu. Często zrealizowane bez absolutnie żadnego budżetu są czymś na miarę filmowego hamburgera. Przeżuć i zapomnieć. Faktycznie, „potworki”, a nie żadne potwory. Na szczęście od czasu do czasu fani tego typu kina grozy dostają szansę, by tego czy innego stwora obejrzeć na wielkim ekranie. Jeśli tak, jak ja lubicie popatrzeć sobie na to, jak w małym miasteczku coś wcina lokalesów, to nie możecie przejść obojętnie obok „Poroża”. Dodatkowo znajdą tutaj coś dla siebie także fani kina popularnego z nutką artyzmu.

Przenosimy się do małego miasteczka w amerykańskim Oregonie. Miejsca tak ponurego, zziębniętego i smutnego, że deszczowy listopad w Polsce urastałby tam do rangi wakacyjnego marzenia. Mieścina powoli podnosi się z kolan, bo za chwilę na nowo otworzą kopalnię i być może będzie tu można wreszcie coś zarobić. A może i nawet godnie żyć. Na razie jednak wszyscy chodzą przygnębieni, niedospani i obciążeni problemami. Szeryf Paul ma na głowie nie tylko plagę domowych kucharzy metamfetaminy, ale i swoją siostrę, która wprowadziła się do brata po latach absencji. Julia wyjechała, bo maltretował ją ojciec. Pod nieobecność córki kochany tatko zwrócił uwagę na syna. Z jednej strony Julię trawi więc poczucie winy, a z drugiej płonie chęć niesienia pomocy jej podobnym. Dlatego kobieta uczy w lokalnej szkole i jest niezwykle wyczulona na jakąkolwiek krzywdę, którą wyrządza się dzieciom. Takim, jak na przykład Lucas, cichy dwunastolatek w podartych ciuchach. Od chłopaka aż bije zaniedbanie, więc Julia postanawia pomóc mu za wszelką cenę. Szybko okazuje się, że Lucas skrywa w swoim domu przerażającą tajemnicę.

„Poroże” wpisuje się w popularny od lat trend przemycania do horroru bezlitośnie przyziemnych spraw. Upadłe miasteczko powoli wstające z kolan łatwo utożsamić z osobą Julii, kobiety która po latach zdecydowała się skonfrontować z trudną przeszłością. Z kolei Lucas symbolizuje wszystkie zaniedbane dzieci, które nie mogą znaleźć otuchy nawet, a może i przede wszystkim, we własnym domu. W prawdziwym życiu te dzieciaki przeżywają horror psychicznego i fizycznego znęcania się. W „Porożu” wszystkie grzechy dorosłych materializują się w formie upiornego stwora wprost z indiańskich wierzeń. Wendigo żywi się złem, krzywdą i beznadzieją. W takiej ponurej, zapadłej dziurze monstrum poczuje się jak na wystawnym bufecie.

Film Scotta Coopera rozwija się niespiesznie przedstawiając nam bohaterów tego dramatu grozy i zanurzając nas w klimacie małego amerykańskiego miasteczka. Zdjęcia powoli malują krajobraz między bitwami: po katastrofie ekonomicznej i przed ujawnieniem się mitycznego upiora. Większość postaci zdaje się być zanurzona w bezczasie nie mogąc wyrwać się ze stanu otępienia. Każdy ma coś za uszami, nawet szlachetna Julia będąca o krok od sięgnięcia po butelkę. Albo jej brat, który szeryfem jest raczej z musu, nie z powołania. Serce się też kraje, gdy obserwujemy, jak Lucas stara się zdobyć pożywienie dla swoich bliskich. Gdyby nie majacząca gdzieś na horyzoncie sylwetka potwora, to mielibyśmy do czynienia z naprawdę ponurym dramatem społecznym. Pojawienie się kreatury przyjmujemy wręcz z ulgą, bo odciąga ona naszą uwagę od problemów, które kojarzymy z realnego życia.

„Poroże” jest nie tylko całkiem efektownym „creature feature”, ale ciekawą, choć bolesną filmową wiwisekcją ludzkich błędów. Ekranowe małe miasteczko w Oregonie reprezentuje wszystkie zabite dechami dziury z całego świata, w których brak perspektyw i brak wyobraźni pchają ludzi w objęcia nałogów, błędnych decyzji i depresji. No a jakby tego było mało, to naszym bohaterom trafił się jeszcze ten potwór. Doprawdy brutalna pobudka z amerykańskiego snu.

Rogów nie ma
Piotr Olczyk

Poroże

Poroże

Horror Od lat: 15 100 min

Więcej o filmie