Newsy

[RECENZJA] „Pojedynek na głosy”

Śpiewać każdy może

Czasem ból trzeba z siebie po prostu wyśpiewać. Taka dewiza przyświecała założycielkom amatorskich chórów, które w swoich szeregach zrzeszają żony żołnierzy wysłanych na front. „Pojedynek na głosy” opowiada o pierwszej tego rodzaju grupce i robi to w niepodrabiany brytyjski sposób. Wielbiciele klimatu rodem z kultowego „Goło i wesoło” będą zachwyceni.

Mieszkanki jednej z baz wojskowych w Wielkiej Brytanii nie chcą bezczynnie czekać na jakiekolwiek wieści o swoich mężach wojujących w Afganistanie. Zamiast tego zakładają amatorski zespół wokalny zwany przez swoje dwie założycielki albo chórem, albo klubem piosenki. No właśnie, „dwie założycielki”, co oznacza dwa całkowicie odmienne charaktery, a każda z pań ma inny pomysł na repertuar i wizerunek.

Kate jest wielbicielką klasyki, a swój chór traktuje śmiertelnie poważnie. Lisa jest bardziej wyluzowana, a do zespołu zaprasza nawet osoby nieumiejące śpiewać. Obie panie nie szczędzą sobie uszczypliwości i słownych przepychanek. Mimo wszystko nikomu nie brakuje zapału. Prawdziwa nerwówka zaczyna się jednak wtedy, gdy zespół dostaje propozycję występu w legendarnej londyńskiej Royal Albert Hall.

Filmy wypełnione piosenkami często bardzo rezonują z publicznością i tak jest także tym razem. „Pojedynek na głosy” to przyjemny seans i solidna dawka muzykoterapii. Repertuar jest wszechstronny – usłyszymy i „Ave Maria”, i hiciory Yazoo czy Cindy Lauper. Nikt nie udaje, że mamy do czynienia z zespołem profesjonalnym. Wpadki, fałszowanie i trema są tutaj na porządku dziennym, ale twórcy postawili na lekką, niezobowiązującą atmosferę. Nie oznacza to jednak, że film unika trudnych tematów. Bohaterki zmagają się z wieloma traumami, lękami i tragicznymi wydarzeniami, ale ich odwaga jest niezwykle inspirująca. Nie jest łatwo śpiewać publicznie, ale jeszcze trudniej być żoną żołnierza.

Takie mamy ostatnio czasy, że gdy w realnym świecie pociechy brak, to szukać jej chcemy chociażby na kinowym ekranie. Krzepiące historie potrafią skutecznie odciągnąć myśli od przyziemnych smutków. „Pojedynek na głosy” to właśnie tego typu opowieść: zabawna, wzruszająca i wywołująca uśmiech na twarzy. Choć klisza goni tu kliszę, to na znajome wolty fabularne wzruszamy ramionami. Magia brytyjskiego klimatu robi swoje – aż chce się dodać, że robi to śpiewająco. Bo przecież finalnie nie o to chodzi, jak co komu wychodzi.

 

Ocena: 7/10
Śpiewa ile może
Piotr Olczyk

Pojedynek na głosy

Pojedynek na głosy

Dramat Od lat: 15 112 min

Więcej o filmie
Komentarze

Dodaj swój komentarz do [RECENZJA] „Pojedynek na głosy”

Aby dodać komentarz, zaloguj się lub zarejestruj.

komentarze|0

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.