Recenzje

[RECENZJA] „Najmro”

Kocha, kradnie, sz(p)anuje

Niby złodziejaszek, a jednak dżentelmen. Zdzisiek Najmrodzki to był fest gość! Niemal 30 razy wymykał się organom ścigania. Kochał kraść i ośmieszać władzę, a jego perypetie z Milicją śledziła cała Polska. Jesteście gotowi na lekki polski film "z epoki"? "Najmro" to czysta kinowa rozrywka.

Kolejny raz w ciągu ostatnich tygodni, po „Zupie nic”, nostalgicznie wspominamy czasy Polskiej Republiki Ludowej. U Kingi Dębskiej oglądaliśmy PRL powszedni, z komitetami kolejkowymi, walką o kartki i paluszkami w szklankach na czele. „Najmro” przedstawia nam PRL w wersji deluxe: markowe ciuchy, przeciwsłoneczne okulary, Peweksy do obrabowania i milicja do wykiwania. Film Mateusza Rakowicza nie jest nawet ruchomą pocztówką z lat 80. To pełnoprawna historia obrazkowa w wersji kinowej z wąsatym superbohaterem na miarę tamtych czasów. Zdjęcia często zwalniają do żółwiego tempa, zatrzymując bohaterów w iście komiksowych kadrach. Brakuje tylko ramek i dymków. Zack Snyder byłby dumny.

Najmro jest jak słowiański Robin Hood, który zabiera bogatym i rozdaje… sobie oraz swojej ekipie. Ale ma kodeks wartości, jest taką pozytywną szelmą. No i ma także niesamowity dar wymykania się z każdej opresji. Niektóre wyczyny Najmrodzkiego zdążyły obrosnąć legendą, jak chociażby zniknięcie ze spacerniaka w biały dzień czy samodzielna defenestracja podczas rozprawy sądowej. Kilka brawurowych akcji polskiego króla ucieczek znalazło swoje odbicie w filmie i sekwencje te ogląda się nie tylko z uśmiechem, ale i z niekłamanym podziwem. Tutaj z kolei dumny byłby Arsène Lupin. Najmro z wielu patowych sytuacji umie się wyłgać, ale gdy trzeba, to i przywalić potrafi. Jest szybki jak przeciąg, a milicja to przy nim nieporadni ślamazarze, którzy po prostu nie są zdolni dogonić gościa wyprzedzającego swoje czasy.

Ale czasy się zmieniają i przychodzi w końcu pora na to, by „Milicję” dosłownie przemalować na „Policję” oraz ucywilizować peerelowski dziki zachód (albo raczej „wschód”). Nie zostanę chyba oskarżony o zdradzanie tajemnic tej produkcji, jeśli wspomnę o tym, że w „Najmro” transformacja ustrojowa pozostawia raczej gorzki smak. W Polsce Ludowej dyskoteki mieniły się wszystkimi kolorami tęczy, z sufitów sypał się brokat, a wszystkiemu towarzyszył soundtrack złożony z najlepszych rodzimych przebojów. Ojczyzna lat 90. jest pogrążona w mroku, otumaniona narkotykami i zatracona w techno. W tak ponurej rzeczywistości nawet SuperZdzisiek może zaplątać się we własną pelerynę.

"Na „Najmro”, tak na film, jak i na jego bohatera, nie można się napatrzeć. Niemal wszystko zagrało tu idealnie, wszelki kadr został pieczołowicie przygotowany. Brak tu dłużyzn, a humor jest niewymuszony i autentyczny. Nareszcie ktoś odkrył, że bluzgi nie muszą puentować każdego „zabawnego” dialogu. Świetnie ogląda się polskie kino, które nie jest rozrywkowe tylko z nazwy. No to co? Zapuszczajcie wąsy i lećcie na seans!

Nie kradnie, kocha i trochę szpanuje
Piotr Olczyk