Recenzje

[RECENZJA] „Magnezja”

Polskie kino jak u Tarantino

Zła wiadomość – „Magnezja” nie jest AŻ TAK szalona, jak „Disco Polo”. Dobra wiadomość – na tle polskiej kinematografii nowy film Macieja Bochniaka jawi się jako totalnie odjechany twór nieskrępowanej wyobraźni. No bo kto to pomyślał, by nakręcić westernową czarną komedię, w której Borys Szyc gra kobietę? Przygotujcie się na całą masę zabójczych pomyłek oraz nagłe wybuchy przemocy. „Magnezja” to film, nad którym z zainteresowaniem pochyliłby się sam Quentin Tarantino.

Co jak co, ale reżyser „Pulp Fiction” wie, że kino to zgrywa, że w kinie wszystko wolno, nawet naginać fakty. Bochniak umiejscowił „Magnezję” dosłownie „gdzieś między wielkimi wojnami”, jak głosi plansza początkowa. Historia gra tu rolę drugo-, a może i nawet trzecioplanową. Liczy się tylko to, że jest miasteczko, jest bank, gangsterska rodzinka, sowiecka dzicz oraz para syjamskich bliźniaków. W wyniku całej masy nieporozumień, często śmiertelnych, wszyscy popadają ze sobą w konflikt. Kto zostanie żywy na placu boju? Dwie rzeczy są pewne – wciąż dychających będzie malutko oraz i tak nie uda wam się przewidzieć, kto jak skończy. „Magnezja” wielokrotnie mnie zaskakiwała. Puenty kolejnych scen są najczęściej bardzo satysfakcjonujące, a twórcy bawią się formą, zasadami i kinowym rzemiosłem. Są przy tym odważni, bezpruderyjni i totalnie wyluzowani.

„Magnezja” jest być może nieco przydługa, a finał nie uderza z taką mocą, jak reszta filmu, ale wybornie było oglądać polskie kino gatunkowe, a w nim plejadę polskich aktorów grających w filmie, który nie traktuje siebie poważnie. Potrzebujemy więcej takich perełek. Nakładajcie kapelusze, wsiadajcie do koń i pędźcie do Multikina. Nie pożałujecie.

Swoje w saloonie wysiedział
Piotr Olczyk

Magnezja

Magnezja

Kryminał Western Od lat: 15 123 min

Więcej o filmie KUP BILET