Recenzje

[RECENZJA] „Lassie, wróć!”

Długa droga do domu

Biedna Lassie znowu musi wrócić do domu. Tyle w tym dobrego, że całość rozgrywa się na wielkim ekranie, a widz, szczególnie ten najmłodszy, będzie zachwycony seansem.

Wydana w 1940 roku powieść „Lassie, wróć!” została szybko przeniesiona na ekran. Już trzy lata później widzowie mogli oglądać perypetie wiernej collie. Kolejne dekady przynosiły kolejne wersje tej wzruszającej historii. Mnie ta opowieść także nie jest obca. W 1995 roku poszliśmy ze szkołą na bodajże najsłynniejszą odsłonę, czyli amerykańską „Lassie” i gdybym tylko nie był zatwardziałym kociarzem, to pewnie przy okazji finału rozbeczałbym się jak reszta klasy. 80 lat po swoim debiucie czytelniczym psiak ponownie wbiega do kin za sprawą niemieckiej ekranizacji zatytułowanej klasycznie, czyli „Lassie, wróć!”.

Najnowsza wersja kultowej opowieści czerpie obficie nie tylko z tekstu źródłowego, ale także z poprzednich filmów. Tym razem głównym bohaterem jest mały Florian, który kocha swojego czworonoga i nie wyobraża sobie życia bez niego. Niestety jego rodzice popadają w problemy finansowe, a na dodatek wredna gospodarz domu nie życzy sobie psów pod dachem. Lassie zostaje wysłana na przymusowe wakacje ku rozpaczy Floriana. Powodów do zmartwień przybywa – pewnego dnia zwierzak znika, a w ślad za nim nie ruszają tylko właściciele, ale i żądni nagrody nikczemnicy. Kto dotrze do psa pierwszy? Czy wszystko skończy się dobrze? Czy Lassie wróci do Floriana cała i zdrowa?

Odpowiedzi na te pytania są oczywiste, ale nie o niespodzianki tu chodzi, tylko o wrażenia z seansu. „Lassie, wróć!” to porządne kino familijne dla całej rodziny. A jeśli jest to rodzina kochająca psy, to gwarantuję, że po filmie rozpocznie się litania pytań o to, kiedy do domu zawita szczeniaczek collie. Jeśli zaś na pokaz wybierze się rodzinka, która psa collie już posiada, to ranga „Lassie, wróć!” z pewnością wzrośnie do Kinowego Wydarzenia Roku.

Podczas seansu cieszyło mnie, że historia nie została uwspółcześniona na siłę. Co prawda Lassie trafia do mediów społecznościowych, ale nikt nie śledzi jej na przykład za pomocą drona. Dostajemy wiele emocji, a i wzruszeń możecie być pewni. Film także skutecznie odcina się od „sztampowych familijnych produkcji o pieskach”. Nie jest to rzecz naiwna albo zrobiona na siłę, dla czystego zysku. Twórcy nie drepczą po linii najmniejszego oporu, dzięki czemu otrzymujemy film będący jedną z najlepszych ekranizacji kultowej historii. Gdybym tylko umiał, to szczeknąłbym teraz z zadowolenia.  

Niby kociarz, a z filmu zadowolony
Piotr Olczyk