Recenzje

[RECENZJA] „KURIER FRANCUSKI Z LIBERTY, KANSAS EVENING SUN”

Prosto do druku

Pisanie jest najważniejsze. Bez ściemniania i mazgajstwa. W gazecie dowodzonej przez Arthura Howitzera Jra nie można ani płakać, ani powstrzymywać rozbuchanego talentu redaktorów. Jeden z nich nie dostarczył tekstu przez 30 lat. „Dajcie mu trochę czasu”, mówi naczelny i zatwierdza wszelkie wydumane wydatki podwładnych. Newsy, kultura, sztuka, jedzenie i nekrologi – w „Kurierze Francuskim” znajdziecie wszystko i jeszcze więcej. Na przypadki nie ma miejsca. Szef zwykł powtarzać: „Cokolwiek napiszecie, postarajcie się, by brzmiało tak, jakbyście zrobili to specjalnie”. Dzięki, szefie! I nawet jeśli to jest tylko film, to nietrudno wpaść po uszy w tę nierealną-ale-jednak-jak-prawdziwą erę dominacji słowa pisanego. W swoim najnowszym dziele Wes Anderson spogląda wstecz przez różowe okulary tworząc jedyną w swoim rodzaju pochwałę pismaków.

Kino tego ekscentrycznego Teksańczyka można rozpoznać po jednym kadrze. Jeśli kupujecie tę specyficzną dla Andersona umowną, satyryczną konwencję, to będziecie czuli się jak w domu. Przeciwników swojego wyjątkowego stylu reżyser swoim najnowszym dziełem raczej nie zachęci. Kurier Francuski z Liberty, Kansas Evening Sun” to rzecz jasna lekka zgrywa i popis kinowego rzemiosła, ale mamy tu też do czynienia z naprawdę wzruszającym listem miłosnym do wszystkich gryzipiórków, którzy w pocie czoła tworzyli kolumienki małych dzieł sztuki. W tej antologii, prezentowanej widzom niczym seria artykułów, poznamy kilka barwnych postaci związanych z miasteczkiem Ennui-sur-Blasé. Oczywiście fikcyjnym, co z pewnością natychmiastowo wychwycili czytelniczy zaznajomieni z językiem Moliera. „Zblazowani nudą”? Takie rzeczy tylko u Wesa Andersona.

Niezbyt zgodnie z nazwą jest to mieścina wyjątkowa, by nie rzec: ekscytująca. Co tydzień z wody wyławia się 8,2 nieboszczyka, za więziennymi kratami gniją skazańcy-artyści, a na komisariacie najważniejszy jest genialny policyjny kuchcik tworzący w swojej kanciapie kulinarne arcydzieła. Podwładni Howitzera mają o czym pisać i robią to w niepodrabianym stylu. Może i teksty te są nieco przeładowane wykwintnym słownictwem, ale to przecież kino Andersona, tu nikt nigdy nie wypowiada się normalnie. Jest to zarazem hołd dla kreatywnego realizmu, tak bardzo różnego od dzisiejszych dziennikarskich notek o libacjach na skwerku. „Kiedyś to się pisało”, zdaje się dumać Wes Anderson, być może wspominając klasyczne artykuły z „The New York Post”, kultowej gazety będącej inspiracją dla filmowego „Kuriera…” . Ten oczytany i wrażliwy na słowo pisane twórca zawsze przeładowuje swoje filmy didaskaliami i wbrew modzie na skrótowość czy wrzucanie wszędzie emotek bombarduje widza całkiem sporym ładunkiem treści. Trochę to hipsterskie, trochę artystowskie, ale przede wszystkim cudownie lekkie oraz bardzo zabawne.

Filmy Andersona zwykle mają szew komediowy i choć nie dostaniemy zbyt wielu okazji do oddawania na sali kinowej donośnych salw śmiechu, to chichotać będziemy przez cały czas. Wszystko jest tutaj wzięte w nawias – nawet dziennikarski obiektywizm. I choć jest to całkowicie fikcyjny, umowny świat stworzony na planie filmowym, to nie sposób nie zapaść się w marzenia o spędzeniu choć paru chwil w tym magicznym, idealnie skadrowanym i pokolorowanym pastelami miejscu. Jeśli kochacie czytać, to z pewnością zapragniecie zatracić się w lekturze „Kuriera Francuskiego”. W pewnym momencie naczelny poleca jednemu ze swoim redaktorów wzbogacić tekst o fragment wyrzucony do kosza. Autor uważał go za zbyt smutny, niepasujący do reszty. Dla szefa jest to jednak najważniejsza i najlepsza część artykułu. Sztuka sztuką, ale nie wpadajmy w pułapkę formy, mruga do nas ekranu Teksańczyk i… dalej robi swoje. Ludzie mają prawo przeczytać wszystko, a liter nigdy za wiele. Bo słowo pisane jest najważniejsze.

Czytać kocha
Piotr Olczyk

KURIER FRANCUSKI Z LIBERTY, KANSAS EVENING SUN

KURIER FRANCUSKI Z LIBERTY, KANSAS EVENING SUN

Komedia Od lat: 15 108 min

Więcej o filmie KUP BILET