Recenzje

[RECENZJA] „Gniazdo”

Zastaw się, a postaw się

Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się być idealne. Piękna żona, dwoje dzieci, w garażu dwa auta, a za domem basen. Ale dla Rory’ego to za mało. Patrzy przez okno, spogląda na horyzont i czuje zew. Jedna rozmowa telefoniczna, szybko podjęta decyzja  i klamka zapada. Rodzina O’Hare’ów  przenosi się z amerykańskiej krainy mlekiem i miodem płynącej na brytyjską ziemię, skąd Rory pochodzi i gdzie chce sprawdzić się jako finansista. Ale ludzi, którzy pragną mieć więcej i więcej w pewnym momencie nic już nie zadowala.

Uwielbiam festiwal Sundance. To impreza promująca świetne kino niezależne, co wcale nie oznacza serii kolejnych filmów o ludziach wpatrujących się w ścianę. Science-fiction, horrory czy mocna sensacja są w Sundance na porządku dziennym. Albo, jak w przypadku opisywanego tutaj tytułu, wyborne dramaty psychologiczne. „Gniazdo” jest dziełem niepokojącym. Niepokojąco realnie przedstawia rozkład rodziny, która w pierwszej chwili jawi się nam jako szczęśliwa gromadka.

O’Hare’owie są bowiem w istocie szczęściarzami. Pan domu świetnie zarabia na giełdowych spekulacjach. Pani domu spełnia się dorywczo jako instruktor jazdy konnej. Starsza córka znajduje bezpieczny azyl w swoim pokoju, młodszy syn otoczony jest miłością. Na pierwszy rzut oka nikomu niczego tu nie brakuje, ale pod piękną fasadą kryje się zbutwiały podkład. W wielu innych filmach oznaczałoby to jakieś mroczne pożądania albo śmiertelne obsesje, ale tutaj chodzi po prostu o zwykłą chciwość.

Rory jest cholernie chciwy. Są przecież lata osiemdziesiąte, w których wmawiano wszystkim, że łapczywe pochłanianie gotówki jest dobre. Grający Rory’ego Jude Law perfekcyjnie wciela się w człowieka, którego jedyną większą wadą jest obsesyjna wręcz żądza posiadania. Szczerze kocha żonę, ubóstwa dzieci i dla rodziny chce jak najlepiej. W pogoni za pieniędzmi nie zauważa jednak potrzeb innych wpadając w spiralę długów i niespełnionych obietnic. Cierpią na tym wszyscy, ale chyba najbardziej współczujemy żonie.

Carrie Coon to aktorka raczej telewizyjna, którą podziwiać można chociażby w arcydobrej serii „Pozostawieni”. Na wielkim ekranie nie traci jednak nic ze swojego niesamowitego daru przejmowania kontroli nad każdą sceną, w której występuje. Jej Allison to cierpliwa, wyrozumiała, ale i pewna siebie pani domu. Kiedy trzeba, to męża kokietuje, a gdy ten sobie zasłuży, to puszcza mu soczystą wiązankę. Od niektórych dialogów więdną uszy, ale jednocześnie słucha się z ich prawdziwą fascynacją. Trochę jak zaglądając sąsiadom przez firankę, tak i tutaj czujemy, że rozgrywa się przed nami prawdziwy rodzinny dramat, którego słuchamy z mieszanką wstydu i fascynacji.

„Gniazdo” to dzieło przede wszystkich dla wymagających, dojrzałych widzów, którzy od kina oczekują najwyższej jakości aktorstwa i sprawnie poprowadzonej opowieści. Uwije Wam się to filmowe gniazdko w głowach, zobaczycie.

 

Ocena: 9/10
Swego gniazda nie kala
Piotr Olczyk

 

Gniazdo

Gniazdo

Thriller Od lat: 15 107 min

Więcej o filmie KUP BILET
Komentarze

Dodaj swój komentarz do [RECENZJA] „Gniazdo”

Aby dodać komentarz, zaloguj się lub zarejestruj.

komentarze|0

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.