Recenzje

[RECENZJA] „Furioza”

Policjanci i kibole

Częstą bolączką polskiej kinematografii są niedostatki budżetowe. Sceny zbiorowe nie są za bardzo zbiorowe, a efektowne strzelaniny wyglądają jak podwórkowa walka na kapiszoniaki. Na szczęście raz na jakiś czas rodzimy twórca jest niczym John Hammond z „Parku jurajskiego”: ma wizję i nie szczędzi środków. „Furioza” jest owocem dobrego pomysłu i zasobnego portfela. Świetnie ogląda się polskie kino sensacyjne nakręcone na luzie i bez kompleksów.

Tytułowa „Furioza” to grupa zapalonych miłośników piłki nożnej, którzy najbardziej ukochali sobie kopaną część tego popularnego sportu. Najlepiej czują się wtedy, gdy kopać mogą fanów drużyny przeciwnej, ewentualnie wyrywać krzesełka na stadionie. To dobre chłopaki hołdujące prostemu językowi i nieskomplikowanym zasadom. Ich szefem jest „Kaszub”, a prawą ręką tegoż „Golden”. Kiedyś bujał się z nimi jeszcze Dawid, brat szefa, ale młody wybrał karierę lekarza. Dawid z kolei niegdyś z wzajemnością kochał się w „Dzikiej”, ale ta skończyła jeszcze gorzej, bo z Policją biega. Chichot losu sprawia, że drużyna znowu jest w komplecie. Kto kogo podkapuje? Kto wygra batalię o rząd kibolskich dusz? Kto zostanie żywy na placu boju? Ile pizzy za jednym zamachem pochłonie „Buła” grany z werwą przez Sebastiana Stankiewicza? Pójdźcie na „Furiozę”, a wszystkiego się dowiecie.

Sekwencji akcji nie brakuje. Mamy imponująco sfotografowaną ustawkę w lesie, pościgi samochodowe, trochę strzelania i dużo, dużo wymachiwania maczetami. Ale film ten stoi przede wszystkim świetnymi kreacjami aktorskimi. Takiej chemii między postaciami w polskim kinie dawno nie widziałem. Człowiek jest w stanie uwierzyć, że aktorzy faktycznie przebranżowili się na piłkarskich chuliganów. Ale i Weronika Książkiewicz w roli twardej policjantki zaskakuje, bo przecież kojarzymy ją głównie z komediowych kreacji pociesznych blondynek. To twarda babka, której nie podskoczy nawet żaden bysior. Największe wrażenie robi jednak „Golden”, który w interpretacji Mateusza Damięckiego urasta do rangi jednego z największych fikcyjnych zakapiorów rodzimego ekranu. To złożona, bardzo dobrze napisana postać, która ewoluuje wraz z filmem. Mamy czas, by go pokochać i znienawidzić. Ogromne wrażenie robi metamorfoza Damięckiego. „Golden” to ogolony na łyso, umięśniony i wytatuowany gangster, który nie cofnie się przed niczym, by dostać to, co mu się należy. Albo to, co chce. Nie jest to zarazem kreacja przerysowana, bo Damięcki nie szarżuje bez ładu i składu. Zamiast tego sprawnie rzeźbi swojego bohatera, który ma w sobie coraz mniej moralności, w miejsce której rośnie szaleństwo.

„Furioza” imponuje pod względem technicznym. Kamera nie trzęsie się, by ukryć niedostatki scenariusza albo słabe umiejętności kaskaderów. Akcja przeskakuje z miejsca na miejsce, a twórcy pamiętali, by w trzecim akcie dać upust narastającym emocjom. To świetnie zrealizowane kino sensacyjne made in Poland, które obficie czerpie z zachodnich wzorców. Mamy sojusze, zdrady, zbrodnie i odkupienia. Co jakiś czas trafi się także malowniczy kadr, gdy twórcy zwalniają tempo i pozwalają swoim bohaterom zreflektować się nad istotą bytu. Nie ma tu sztucznej napinki, tylko zwykła, filmowa szczerość. A w kinie, jak w życiu, szczerość to podstawa.

Fanem piłki nożnej nigdy nie był
Piotr Olczyk

Furioza

Furioza

Dramat Od lat: 15 139 min

Więcej o filmie KUP BILET