Recenzje

[RECENZJA] „Eternals”

Nowi Avengersi

Sam już nie wiem, co mam o tych Eternalsach myśleć. W sensie, nie o samym filmie, bo ten jest całkiem fajny, tylko o tytułowej grupie ultrasuperbohaterów. Byli obecni na Ziemi od zarania dziejów, władają ogromną mocą, ale gdy Thanos pstrykał rodzajowi ludzkiemu w twarz, to nasza mocarna ekipa nabrała wody z usta. „Eternals” stara się wytłumaczyć, dlaczego tak się stało. Nie powiem, odpowiedź nie do końca mnie usatysfakcjonowała, ale jedno muszę przyznać – to przednie widowisko i jeden z najciekawszych filmów tego uniwersum ostatnimi czasy. Chociażby dlatego, że Marvel wyraźnie zapatrzył się w dokonania… konkurencji.

Jak dotąd to głównie w filmach DC kładziono nacisk na boskość superbohaterów. Supermana prezentowano tam niczym współczesnego mesjasza, który za nasze grzechy umarł, zmartwychwstał i sprał tyłek tamtejszemu prawie-Thanosowi. Dotychczasowi bohaterowie Marvela byli po prostu albo piekielnie uzdolnionymi ludźmi, albo nabyli mocy, albo pochodzili z kosmicznego odludzia, co tłumaczyło ich niezwykłe umiejętności. „Eternals” stawia zaś przed nami prawdziwych bogów. Wśród nich Thena, Ikaris, Ajak czy Gilgamesz. To żaden przypadek, że ich imiona brzmią znajomo. Stworzenie zbroi przez Tony’ego Starka? Podanie serum superżołnierza kapitanowi Rogersowi? Nic z tych rzeczy – w MCU era herosów nadeszła o wiele, o wiele wcześniej.

Na Ziemi Eternalsi zjawili się pięć tysięcy lat przed naszą erą. Dali nam narzędzia i natchnęli do rozwoju. Rozpoczęli epokę brązu i przeprowadzali przez kolejne progi cywilizacji. Jednocześnie bronili nas przed złowrogimi stworami zwanymi Dewiantami. Po pokonaniu ostatniego z ich zaszyli się między swoimi ludzkimi podopiecznymi. Ich dzieje opisywano w niezliczonych historiach, które na stałe wdarły się do zbiorowej świadomości człowieka. Bohaterowie zostali unieśmiertelnieni w eposach, śpiewano o nich pieśni. Przez kolejne stulecia pamięć o ich wielkich czynach zacierała się. Dla współczesnych ludzi są już tylko fikcyjnymi postaciami z mitów, legend i wierzeń. Eternalsi ignorowali kolejne wydarzenia ściśle przestrzegając zakazu mieszania się w ludzkie sprawy. Wielkie konflikty, wojny światowe, najazd kosmitów i inwazja sił Thanosa nie interesowały proto-bogów. Dopiero ponowne pojawienie się Dewiantów sprawia, że ekipa ma szansę znowu być w komplecie.

Zapowiedź tego, że „Eternals” zatrzęsą Kinowym Uniwersum Marvela nie była tylko marketingową zagrywką. 26. film komiksowego giganta rozpoczyna zupełnie nową opowieść i wprowadza bohaterów, których oglądać będziemy przez kolejne lata. Jest także powiewem świeżości dla serii, bowiem produkcja zrywa z niektórymi przywarami poprzednich filmów. Przede wszystkim całość zwyczajnie wygląda lepiej, bo reżyserka Chloe Zhao słusznie uparła się, by część scen nakręcić w plenerze, a nie w studiu na tle green screenu. Efektem tego są nie tylko przepiękne zdjęcia - jedne z najlepszych, jeśli nie najlepsze, w całej serii. Zyskały na tym także efekty specjalne, bo cudotwórcy z ILM mieli mniej roboty i zamiast w ilość, to poszli w jakość. Niektóre kadry porażają rozmachem o kosmicznej skali.

Zhao przemyciła też do filmu nieco artystycznego zacięcia i humanizmu. W tym komiksowym widowisku można odnaleźć nawet echa „Nomadland”. Owszem, sporo tu akcji, prania się po gębach i strzelania laserami z oczu. Ale znaleziono też czas, by rozmyślać nad ludzką naturą i rozmawiać o tym, co czyni człowieka wyjątkowym. Herosi czują się za nas odpowiedzialni. Ukształtowali nas, dali podwaliny nie tylko pod cuda cywilizacji, ale i erę superbohaterów. A to wszystko podane jest bez zgrywy. Choć żartów jest całkiem sporo, to nie ma tu już zatrzęsienia puent, a postacie wreszcie nie czują potrzeby, by każdy dialog zakończyć jakimś ciętym dowcipem. Zadowoleni będą ci, których zaczął nużyć typowy marvelowski humor. Sami bohaterowie, mimo swojej boskiej aury, wydają się też być bardziej ludzcy. Nie obca im jest chociażby namiętność.

„Eternals” nie spodobają się wszystkim widzom. Marvel każe nam zmienić przyzwyczajenia rezygnując z niektórych elementów, które dotąd były wyznacznikami jego filmowego uniwersum. Mnie wizja Chloe Zhao bardzo przypadła do gustu. Przyzwyczailiśmy się, że każda epoka miała swoich wyjątkowych herosów. Starożytni czcili Atenę, my jesteśmy zapatrzeni w Iron Mana. „Eternals” zmieniają świat rzeczy. Dla tej ekipy kilka tysięcy lat nie jest niczym szczególnym. Obiektyw oddala się ukazując nam naszą planetę nieujarzmioną czasem. To świat ukształtowany przez superbohaterów i wypełniony fascynującymi opowieściami. Naprawdę brzmi znajomo, prawda?

Epos o Gilgameszu czytał
Piotr Olczyk

Eternals

Eternals

Akcja Science-Fiction Od lat: 13 156 min

Więcej o filmie