Recenzje

[RECENZJA] „DOM GUCCI”

W imię ojca, syna i Domu Gucci

Nie dalej jak kilka tygodni temu podczas opisywania „Ostatniego pojedynku” zauważyłem, że Ridleyowi Scottowi służy nieco luźniejsze podejście. Mimo tematycznego ciężaru średniowieczny dramat Brytyjczyka oglądało się lekko, a frywolna rola Bena Afflecka umilała seans. W „Domu Gucci” Scott poszedł o krok dalej i niemal całej swojej obsadzie pozwolił na rozkoszne aktorskie szarżowanie. Efektem tego jest nie najlepszy, ale z pewnością najzabawniejszy i najbardziej wciągający film tego reżysera od lat.

Teoretycznie nie powinno się tak zdarzyć. Dom Gucci” oparty jest przecież na prawdziwych wydarzeniach, które miały swój tragiczny finał. A jednak Ridley Scott ubrał całość w satyryczne ciuchy i zabarwił swoją kolekcję czarnym humorem. To naprawdę działa, bo problemy bogatych ludzi często są dla nas, maluczkich, wręcz absurdalnie oderwane od rzeczywistości. Brytyjczyk poszedł w dowcip, bo opowiadanie o Guccich na poważnie zaowocowałoby kinową groteską. Ten film nie jest totalną zgrywą, ale nie jest też poprowadzony całkowicie na serio. Wszyscy dostaliśmy zaproszenie na kinowy pokaz osobliwości i niech mnie diabli, jeśli nie jest to świetne show. Każdy z głównych aktorów zaprezentował się na tym wybiegu perfekcyjnie, ale mistrzami zaplanowanej przesady stali się Lady Gaga, Al Pacino i Jared Leto.

Wszystko wskazuje na to, że „Narodziny gwiazdy” były faktycznie, cóż, narodzinami gwiazdy. Aktorskiej, rzecz jasna, bo gwiazdą muzyczną nasza bohaterka jest od dawna. Lady Gaga czyni w nowym filmie Ridleya Scotta prawdziwe cuda. Jako Patrizia Reggiani idzie przed siebie nie zważając na nikogo. Balansuje na granicy karykatury, żywo gestykuluje i nie pozwala oderwać od siebie oczu. Jest jak plaga biblijnych rozmiarów, która spada na rodzinę Gucci i rzuca gigantów na kolana. Przerysowany akcent, przerysowana gra, przerysowane kiecki – to wszystko pasuje jak ulał do postaci, która jest włoska na 120%, aż do zadyszki. Kochamy ją, nienawidzimy jej, współczujemy jej i brzydzimy się nią, ale koniec końców podziwiamy jej determinację w przekonywaniu nie tylko innych, ale i samej siebie do swoich racji.

Al Pacino, aktor znany ze swoich legendarnych ekspresyjnych kreacji, miota się po ekranie z energią młodzieniaszka. Kinowy weteran czuje się świetnie w skórze Aldo Gucciego: wieloletniego prezesa oraz wizjonera, ale i kochającego ojca wiernego rodzinnym ideałom. Pacino wciela się w postać być może najbliższą widzom, bo jego Aldo jest bodajże najszczerszą osobą pośród Guccich. Mówi co myśli, nie spiskuje za plecami i zawsze podkreśla dwie rzeczy – że kocha swoją pracę oraz to, że jego syn jest idiotą. „Ale to mój idiota”, mówi z czułością spoglądając na niesfornego Paola. Nawet jeśli to podatkowy oszust, a w biznesie i życiu nie zawsze zachowuje się stuprocentowo uczciwie, to i tak nieco go żałujemy. Aldo Gucci to ten fajny wujek, do którego uwielbiasz przyjeżdżać na wakacje. A że przy okazji jest bajecznie bogaty? Tym lepiej!

Gaga i Pacino są świetni, ale mistrzem przesady i ledwie, ledwie kontrolowanego kiczu jest Jared Leto. Aktor-kamelon, który żadnej metamorfozy się nie boi, z werwą wciela się we wspomnianego „idiotę”, czyli Paola Gucciego. Wyobraźcie sobie nieszczęsnego Freda z „Ojca chrzestnego”, dodajcie do tego kapkę scenicznego szaleństwa et voila, gotowe. Przykryty toną makijażu, z imponującą łysiną oraz całym naręczem kiczowatych ciuchów jest Leto nie do poznania. To żałosna kreatura, która wzbudza współczucie zmieszane ze wstrętem. Paolo widzi siebie jako niedocenianego geniusza, reszta jednak traktuje go jak nieszkodliwego błazna nie zdając sobie sprawy z tego, że urażona duma i niezbyt światły umysł to bardzo niebezpieczne połączenie.

„Bo wie pani, to jest Lady Zgaga”, wyszeptał Pan Krytyk do Pani Krytyk po pokazie „Domu Gucci”. Jestem w stanie zrozumieć te słowa. Być może dla Pana Krytyka rola Gagi za bardzo rozsadzała ekran. Mimo wszystko nie mogłem się powstrzymać przed rzuceniem gadatliwej parze pogardliwego spojrzenia i wymaszerowaniem z sali kinowej krokiem godnym najznakomitszego modela. Oto efekt „Domu Gucci”. Wszystko tu jest w rozmiarze XXL i wiecie co? Ja to kupuję, nawet jeśli na co dzień noszę M-kę.

Niestety niczego z Gucci nie posiada
Piotr Olczyk

Dom Gucci

Dom Gucci

Od lat: 15 158 min

Więcej o filmie KUP BILET