Recenzje

[RECENZJA] „Cruella”

Moda na zabój? W nowym filmie Disneya poznamy kulisy niesławy jednej z najbardziej znanych miłośniczek psiego futra. Dzisiaj będzie głośno i buntowniczo. Zapraszam na recenzję filmu „Cruella”.

Witajcie w Londynie lat 70. Miasto tętni muzyką, a ubiory im dziwniejsze, tym bardziej pożądane. Estella jest sierotą, która wraz z kumplami, Jasperem i Horacym, okrada bogatych i oddaje… sobie. Dziewczyna jest w tym naprawdę dobra, ale oprócz złodziejskiego fachu ma także wielki talent do szycia. Tworzy cudeńka, które wyprzedzają epokę i zwiastują nadejście rebelianckich czasów pełnych agrafek, ćwieków i anarchii w UK. Ale na razie Estella tylko planuje swoją wielką przyszłość i pilnuje, by jej alter ego, czyli bardzo przebojowa i nieco nikczemna Cruella, nie przejęło całkowitej władzy nad ciałem i umysłem. Bo widzicie, Cruella jest troszkę jak… Joker – ona też nie jest zrozumiana przez społeczeństwo i także zdaje sobie sprawę z tego, że stworzono ją do rzeczy wielkich. A przynajmniej tak się jej wydaje. Co więcej, może to przypadek, ale zarówno w „Jokerze” jak i w „Cruelli” podczas Bardzo Ważnej Sceny w tle słyszymy piosenkę „Smile”.

Do muzyki wrócimy za chwilę, a teraz skupmy się na aktorstwie. Emma Stone jest świetna zarówno jako stonowana Estella, jak i podkręcająca wszystko do oporu Cruella. Aktorka bawi się rolą i coś mi mówi, że do swojej postaci ma szansę jeszcze powrócić. Ale najwięcej funu na planie miała z pewnością Emma Thomson wcielając się w złowrogą Baronową. Weteranka brytyjskiej sceny jest nie do poznania jako arogancka i bezwzględna szefowa domu mody, która toruje sobie drogę obelgami i docinkami oraz wznosi toasty za samą siebie. Jak tu nie kochać jej nienawidzić? Rywalizacja między Estellą i Baronową to serce tej opowieści i wybornie obserwuje się pojedynek zachowawczej, dystyngowanej szefowej z młodą i zadziorną przyszłą legendą. A w tle Londyn pulsujący muzyką i klimatem.

Muzyka jest cichym bohaterem „Cruelli”. Przez cały film słyszymy całą masę rockowych hitów i choć są to piosenki bardzo znane i filmowo dość mocno ograne, to jednak nóżka sama tupie przez cały seans. Dla porządku zaznaczę, że nie jest to musical, nikt nagle nie zaczyna ot tak śpiewać. Przeboje po prostu chodzą krok w krok za postaciami. Londyn lat 70. był miejscem kolorowym, zbuntowanym i pełnym punk-rocka. Niestety tego w filmie nie do końca udało się uchwycić. I choć ubrania Cruelli są bez wątpienia zainspirowane punkową estetyką, to niestety ścieżka dźwiękowa skupia się raczej na piosenkach z końcówki lat 60. Na pocieszenie dostaliśmy jeden numer The Clash. Lepsze to niż nic.

„Cruella” to ciekawe spojrzenie na upiorną postać ze „101 dalmatyńczyków” i przykład filmu Disneya wciąż familijnego, ale raczej przeznaczonego dla rodziny z nastoletnimi dzieciakami. Świetna Emma Stone, szarżująca Emma Thomson i dużo dobrej muzyki – zapraszamy do Multikina!

Krzyczy, że "punk's not dead"
Piotr Olczyk

Cruella

Cruella

Komedia Od lat: 13 134 min

Więcej o filmie KUP BILET