Recenzje

[RECENZJA] „Co w duszy gra”

Lepiej późno niż wcale. Przygotujcie się na magiczną podróż, która ukoi każdą zbolałą duszę. Czas na kinowy seans terapeutyczny dla całej rodziny. Oto recenzja oscarowej animacji, z której dowiemy się „Co w duszy gra”.

Tak, wiem co sobie myślicie. Że to już tak z przyzwyczajenia. Że „skoro Pixar, to musi być dobre, musi być Oscar” i tak dalej. Rzeczywiście, takie uproszczenie najczęściej się sprawdza. Ale to nie jest tak, że kalifornijskie studio dostało kiedyś kredyt zaufania i osiadło na laurach. Pixar raz za razem przewyższa oczekiwania i dowodzi, że jak żadni inni twórcy animowanych historii potrafi równie dobrze poruszyć strunę wrażliwości u dzieci, jak i u dorosłych. „Co w duszy gra” można śmiało postawić na półce z „Piksarem wzruszającym”, obok „Coco”, „Odlotu” czy trzeciej części „Toy Story”. To mądra, zabawna i krzepiąca historia - a przy okazji także piekielnie, a może raczej niebiańsko dobrze zrealizowana. Kalifornijscy magicy komputerowej animacji prowadzą swoje dzieło dwiema ścieżkami. Raz dostajemy widoki dość realistyczne, a raz dosłownie odlatujemy bardzo, bardzo wysoko i hasamy po obrazach, których nie powstydziłby się Picasso. Koniecznie trzeba też wspomnieć o fenomenalnej muzyce. Trent Reznor i Atticus Ross zdobyli dzięki niej drugiego Oscara.

Czego na tym soundtracku nie ma! Jazzowe standardy zagrane na nowo mieszają się z oryginalnymi utworami, które skomponował Jon Batiste. Jest też dużo muzyki elektronicznej na poły relaksującej, na poły kosmicznej, przenoszącej nas daleko, daleko stąd. Znalazło się także miejsce dla wzruszającej folkowej ballady, numeru rodem z reklamy z lat 80., a nawet uroczo staroszkolnego hip-hopowego kawałka. Ścieżka dźwiękowa to jeden z najmocniejszych punktów „Co w duszy gra”. Ale sukcesem filmu jest nie tylko to, jak brzmi i wygląda, ale także jaki jest jego przekaz. Wiele animacji skierowanych do dzieci i dorosłych, jak np. skądinąd bardzo zabawna seria o „Minionkach” czy obie szalone części „Angry Birds”, to rzeczy stworzone z myślą o jak najczęstszym rozśmieszaniu widza. Pixar idzie inną drogą – filmy tego studia nie stawiają tylko na gagi, ale także, a może i przede wszystkim na emocje. Pete Docter, twórca „Odlotu”, „W głowie się nie mieści” i „Co w duszy gra” całkowicie słusznie odebrał już swojego trzeciego piksarowego Oscara. To reżyser, który tak samo ceni płytką zabawę, jak i głębokie przesłanie.  Co prawda najmłodsze dzieciaki mogą się na jego filmach nieco nudzić, ale za to starsza część widowni jest zachwycona.

„Co w duszy gra”, w odróżnieniu od niektórych familijnych produkcji z bardzo grubo ciosanym morałem, potrafi naprawdę zainspirować i skłonić do refleksji. Dorośli spojrzą wstecz na życie i zastanowią się, czy nie powinni czegoś zmienić w swoim postępowaniu. Młodsi zaczną rozkminiać swoją przyszłość, planować kariery i ogólnie podbój świata. Pixar po raz kolejny pokazał klasę – koniecznie wybierzcie się na „Co w duszy gra” do Multikina.

Co w duszy gra

Co w duszy gra

Animowany Familijny Od lat: b.o. 107 min

Więcej o filmie KUP BILET