Recenzje

[RECENZJA] „Spencer”

Diana kontra Windsorowie

„Bażanty? Hodujemy je tylko do odstrzału”, słyszy w pewnym momencie Diana. „Ptaki piękne i głupie”, odpowiada księżna i odwraca wzrok. Wie, że jest w złotej klatce, ale nie chce naszego współczucia. Zamiast tego po prostu pragnie wydostać się z miejsca, w którym jest pilnowana i obserwowana, gdzie rządzi surowa etykieta, a korytarzami przechadzają się duchy i nieludzkie kreatury. Rodzinne święta faktycznie potrafią przypominać koszmar.

„Spencer” opowiada o trzech dniach z życia księżnej Diany. Akcja rozgrywa się w trakcie Bożego Narodzenia, a naszą bohaterkę zastajemy w nieciekawym stanie psychicznym. Cóż, fizycznym także, bo Diana jest bulimiczką, więc jedzenie deserów i podwieczorków na rozkaz nie jest jej ulubioną formą spędzania czasu z rodziną. Kobieta z trudem zachowuje resztki poczytalności. Gada do siebie, przeżywa ataki paniki i wszystko wskazuje na to, że jest pogrążona w ciężkiej depresji. Otuchy dodają jej spotkania z ukochanymi synami Williamem i Harrym oraz rozmowy z zaufaną garderobianą Maggie.

Cała reszta to koszmar na jawie, którego nie życzyłoby się najgorszemu wrogowi. Wszyscy wiedzą wszystko o wszystkich, najbliżsi są zimni jak lód, a obowiązki wobec ojczyzny pozbawiły życia wszelkie objawy życzliwości, pokrywając ogół grubą warstwą szronu. I choć dosyć dobrze znamy tę historię, choć wiemy, co wydarzy się kilka lat później, to mimo wszystko trzymamy kciuki za to, by tytułowa postać dosłownie i w przenośni wyrwała się z więzienia. Także wiecznie wychłodzonego, dodajmy. „Zamiast podkręcić ogrzewanie, to rozdają wszystkim koce”, wściekle warczy księżniczka, a my wiemy, że to nie jest tylko zwykłe uprzywilejowane marudzenie.

Owszem, jest Diana zbuntowana i nieco rozpieszczona, czasem także trochę wybredna. Ale jest też jednocześnie bardzo ludzka, co odróżnia ją od pomnikowych Windsorów. Królewski ród w „Spencer” wydaje się być zaprogramowaną armią robotów niezdolnych do wyrażania uczuć. Zachowali oni umiejętność sarkastycznego uśmiechania się, ale tutaj nastąpił kres ich społecznych kompetencji. Diana wyprzedzała swoje czasy. Chciała połączyć boskości monarchy z ludzkim pierwiastkiem. Po wielu latach Harry ożenił się z gwiazdą kina i niemalże odciął od swojego szlacheckiego rodowodu. Ale niemal trzy dekady wcześniej jego matka rozpaczliwie walczyła o prawo do decydowania o samej sobie.

Nie sposób nie współczuć Dianie, gdy z dziecinnym zapałem stara się wyrwać z kajdan etykiety. Wkłada sukienkę inną niż tę, którą dla niej zaplanowano. Rozcina zasłony zasznurowane z obawy przed wścibskim okiem fotografów. Wymyka się nocą, myszkuje w spiżarni. Wiecznie się spóźnia. W wielkim pałacu ściany mają uszy, więc księżna zatraca się w lekturze biografii Anny Boleyn. Znajduje wspólny język z kobietą przed wiekami zdradzoną i ściętą. W zwierciadle przeszłości odbija się jej własna przyszłość. Być może Diana zastanawia się, czy jej także przeznaczone jest stać się twarzą tragedii.

Bez dwóch zdań największe wrażenie w „Spencer” robi Kristen Stewart w roli tytułowej. Aktorka jest nie do rozpoznania jako księżna Diana, a jej kreacja to występ definiujący całą przyszłą karierę. Nie zdziwię się, gdy Stewart dostanie co najmniej nominację do Oscara. Jedynym śladem po Belli Swan ze „Zmierzchu” jest łabędź pojawiający się na krótko w jednej ze scen. Nawet jeśli ten moment nie był zamierzony, to stanowi całkiem zgrabny symbol definitywnego końca traktowania Stewart z przymrużeniem oka. Jej koledze z planu wampirzych ekranizacji, Robertowi Pattinsonowi, już dawno temu udało się zerwać z wizerunkiem przystojnego beztalencia. Kristen Stewart musiała zaczekać chwilę dłużej, ale dostała szansę i wywiązała się ze swojego zadania wyśmienicie. Nie mogę doczekać się jej kolejnych ról.

„Spencer” to kameralny dramat z artystyczną nutą i idealna propozycja dla kinomanów oczekujących od filmu czegoś więcej. Nigdy wcześniej nie przedstawiono Diany jako tak kruchej i jednocześnie silnej jednostki. Pod posągowym symbolem nareszcie możemy dojrzeć kobietę, która stara się znaleźć siłę do życia. Matka, żona, kochanka. Królowa serc.

W „Candle In The Wind” zasłuchany był
Piotr Olczyk

Spencer

Spencer

Dramat Biograficzny Od lat: 15 116 min

Więcej o filmie