Newsy

„Rammstein: Paris”: Koncertowe kino

Zbliżająca się wielkimi krokami koncertowa produkcja „Rammstein: Paris” potwierdza to, co w Multikinie wiemy od dawna: „muzyka na ekranie” to nie błąd językowy – to nowa jakość doświadczania dzieła sztuki.

To w sumie dziwne, że twórcy muzyczni tak długo wzbraniali się przed mariażem z kinem jako medium umożliwiającym kontakt z publicznością za pośrednictwem srebrnego ekranu i nowych technologii. Owszem, był „The Wall”, były musicale, były kultowe filmy dokumentalne, ale jak na ponadstuletnią historię kina to trochę mało. Długo musieliśmy czekać, by na wielkim ekranie obejrzeć koncert. Koncert nie tylko jako zapis występu scenicznego jeden do jednego, ale przede wszystkim jako zbiorowy akt kreacji wykonawcy muzyki i filmowca, stapiający się w autonomiczne, skończone dzieło.

Czy jesteśmy świadkami narodzin nowego gatunku?
Niewykluczone. Za reżyserię filmów koncertowych bierze się nie byle kto. „Rammstein: Paris” to dzieło uznanego szwedzkiego reżysera Jonasa Åkerlunda, nominowanego kilka lat temu do nagrody Grammy za „Sekrety Madonny”. Jednak jeszcze więcej powie fanom muzyki nazwisko Antona Corbijna, znanego fotografa i wziętego filmowca („Control”, „Bardzo poszukiwany człowiek”). To Corbijn jest odpowiedzialny za reżyserię doskonałego zapisu koncertowego występu Depeche Mode w Berlinie 2014, który został wyemitowany w listopadzie 2014 w Multikinie z ogromnym sukcesem frekwencyjnym.
Są też reżyserzy, którzy wyrastają na klasyków tego nowego gatunku. Na przykład Paul Dugdale – facet zrealizował niebotyczną liczbę filmów koncertowych i muzycznych. Wymieńmy kilka: „The Rolling Stones Havana Moon”, „The Rolling Stones: Olé, Olé, Olé!”, „Ed Sheeran Jumpers for Goalposts”, „One Direction: Where We Are” – wszystkie oczywiście prezentowane w naszej sieci.

Ale nie samymi koncertami człowiek żyje.
Niektórych koncertów już nie doczekamy. Tak jest z członkami „klubu 27”: Kurt Cobain i Amy Winehouse zginęli w tragicznych okolicznościach w wieku 27 lat. Łączyło ich wiele: ogromna wrażliwość, poczucie nieprzystosowania, niespodziewana sława i bycie idolem wbrew sobie, narkotyki, alkohol, depresja. O obojgu powstały znakomite dokumenty muzyczne – również emitowane w Multikinie w ramach projektu „Muzyka na wielkim ekranie”. „Kurt Cobain: Montage of Heck” oraz „Amy” to filmy skierowane do masowej widowni, zrealizowane w najlepszej możliwej jakości z myślą właśnie o kinie – ze wszystkimi jego możliwościami technologicznymi i zdolnością do integrowania fanów. Wspólne doświadczanie potęguje przeżycia z czterech ścian własnego pokoju. Po to chodzimy na koncerty, ale też właśnie dlatego coraz częściej decydujemy się na wyjście do kina. Na powstanie dokumentu skierowanego do kin zdecydowali się muzycy drugiej najważniejszej kapeli sceny Seattle. Nawiązując do tytułu ich debiutanckiego albumu, pokazali światu „Twenty” – niezwykły rarytas i unikalny prezent na dwudziesty jubileusz Pearl Jam.
Z zupełnie innych przyczyn – nazwijmy je „rozrachunkowymi” – zdecydował się na tę formę Nick Cave. Jego „One More Time with Feeling” to dowód na jeszcze coś innego – za pośrednictwem ekranu można przepracowywać traumę, radzić sobie z żałobą, ale i komunikować się z fanami na głębszym, wręcz metafizycznym poziomie.

Paleontologia High Resolution
A co z dinozaurami rocka? Co z tymi, którzy nie doczekali czasów świetności „alternatywnego kontentu kinowego”? Rzeczywistość nie cierpi próżni i branża doskonale sobie poradziła z tym niedostatkiem. Bazując na archiwalnych materiałach, często zarejestrowanych na taśmach analogowych, magikom od rekonstrukcji cyfrowej udało się dokonać cudów. Dzięki ich pracy tchnięto w archiwalia nową moc, która z impetem bombarduje uszy słuchaczy w salach Dolby Surround i olśniewa na ekranach o najwyższej rozdzielczości. Najlepszym przykładem – Queen. Doświadczenie udziału w ich koncertach w Montrealu i Budapeszcie stało się udziałem również tych, których w latach osiemdziesiątych, gdy rejestrowano materiał, jeszcze nie było na świecie.

„Wehikuł czasu – to byłby cud”, śpiewał Rysiek Riedel i trzeba przyznać, że w kontekście muzyki w kinie to marzenie nabiera nowych sensów.
Radek Tomasik

Dodany przez: Radek Tomasik

RAMMSTEIN: PARIS

Więcej o filmie
Komentarze

Dodaj swój komentarz do „Rammstein: Paris”: Koncertowe kino

Aby dodać komentarz, zaloguj się lub zarejestruj.

komentarze|0

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.