TOP Multikino

"Rambo: Ostatnia krew" | Pożegnanie z ikoną

Biada złoczyńcom.

Dla jednych relikt z czasów zimnej wojny, dla innych stary pajac nie potrafiący odpuścić, a dla jeszcze innych nieśmiertelny symbol filmów akcji. Bez dwóch zdań można stwierdzić, że Rambo jest ikoną amerykańskiego kina. Na ekrany wchodzi jego (prawdopodobnie!) finałowa przygoda. "Rambo: Ostatnia krew" zamyka pewien rodzaj zarówno w gatunku sensacji, jak i w karierze Sylwestra Stallone. Pora nałożyć przepaskę, wyposażyć się w łuk i wysmarować błotem. Ruszamy na łowy!
Kto by pomyślał, że kariera Johna Rambo rozpocznie się wraz z dość kameralnym dramatem sensacyjnym. Wszyscy kojarzymy te filmy ze stosami trupów, a tymczasem w "Rambo: Pierwsza krew" ginie raptem jedna osoba i jest to bardziej wypadek, niż efekt celowego działania. Tytułowy bohater jest weteranem, który z powodu głupiego nieporozumienia ściąga na siebie najpierw policję, a później całą armię. 
"Dwójka" przenosi serię na znajome tory. John Rambo opuszcza więzienie i wraca do Wietnamu, by uratować przetrzymywanych tam amerykańskich chłopców. A przy okazji ściera na miazgę kolejne zastępy wojska lokalnych watażków. "Rambo II" to połączenie wybuchowej sensacji z surowym, poważnym klimatem z pierwszej części. Ależ to się dobrze ogląda!
Niestety "Rambo III" zostawił daleko w tyle moralne rozterki i postawił wszystkie karty na na niezbyt angażującą akcję. Film był nieudany z wielu powodów, a zmęczenie materiału dało się we znaki nawet samemu Stallone'owi, który swojego bohatera gra na autopilocie.

Powrót do formy nastąpił dwie dekady później. W 2008 roku do kin wkroczył "John Rambo" - brutalna, mroczna historia, w której tytułowy bohater zostaje siłą wciągnięty w konflikt chrześcijańskich misjonarzy z birmańską milicją. Film klimatem wrócił do dwóch pierwszych części i postawił na poważny ton opowieści mającej korzenie w realnym świecie. Wszystko rozkręca się powoli, by w finale rozbrzmieć prawdziwą symfonią przemocy. Mocna, ostra rzecz obdzierająca filmową przemoc z umowności.
Końcówka "Johna Rambo" pokazywała jasno - bohater wrócił do domu. Pięknie kończyło to wędrówkę Rambo, który - po latach bycia persona non grata w swoim kraju - z powrotem staje na ojczystej ziemi i znajduje ukojenie na ranczu swojego ojca. Tymczasem wchodzący do kin "Rambo: Ostatnia krew" zdaje się mówić: przemoc nigdy nie ma końca. Nie wróżę wesołej przyszłości dla tego wietnamskiego weterana, ale mam nadzieję, że Rambo uzyska chociaż spokój sumienia. I przy okazji pośle do piekła całe zastępy złoczyńców. Na "Rambo: Ostatnia krew" zapraszamy do Multikina! 
Rambo: Ostatnia krew

Rambo: Ostatnia krew

Akcja Od lat: 15 101 min

Więcej o filmie
Komentarze

Dodaj swój komentarz do "Rambo: Ostatnia krew" | Pożegnanie z ikoną

Aby dodać komentarz, zaloguj się lub zarejestruj.

komentarze|0

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.