TOP Multikino

Porady na zdrady: Ryszard Zatorski – czego się boją romantyczni komedianci?

W „Spisie cudzołożnic” Jerzego Stuhra na podstawie książki Jerzego Pilcha spełnia się najczarniejszy koszmar mężczyzny – kobiety jego życia zawiązują sojusz i demaskują wszystkie jego starannie maskowane wady.

Ryszard Zatorski, reżyser „Porad na zdrady”, posłużył się podobnym konceptem, ale podanym w wersji pop: dziewczyny skrzykują się ze sobą (przy okazji robiąc z tego niezły biznes), by uziemić facetów – słabych, nieuczciwych, zakompleksionych, kompensujących sobie własne niepowodzenia (miłosne, łóżkowe, zawodowe, etc.) w ramionach obcych kobiet. Temat na pewno z komediowym potencjałem, ale też niezły materiał na dramat.


Zatorski uchodzi za specjalistę od komedii romantycznych. Ma ich na koncie całkiem sporo, choć nie każdy wie, że reżyserskie szlify zbierał u Tadeusza Konwickiego czy Krzysztofa Zanussiego. Na początku drogi zawodowej mocno współpracował z Juliuszem Machulskim – swym równolatkiem, który od samego debiutu („Vabank”) zbierał znakomite opinie publiczności i krytyków.


Zatorski musiał długo czekać na swój czas. Reżyserował rzetelne produkcje telewizyjne, kino dziecięco-młodzieżowe i seriale. Stał się naprawdę uznanym fachowcem. Ale dopiero „Nigdy w życiu!” na podstawie książki Katarzyny Grocholi przyniosło mu prawdziwy, spektakularny sukces. Do dziś opowieść o późnym romansie felietonistki (świetna Danuta Stenka) z jej czytelnikiem (Artur Żmijewski) jest dla wielu polskich widzów ulubioną komedią romantyczną.
Potem też było bardzo dobrze. Wprawdzie drugą część przygód Judyty wyreżyserował już ktoś inny (nota bene z inną obsadą, co – nie licząc ekspozycji zgrabnych pośladków Grażyny Wolszczak – także nie wyszło filmowi na dobre), Zatorski zrealizował bardzo dobrze przyjętą przez publiczność i recenzentów komedię „Tylko mnie kochaj”. Tym razem bohaterowie są o jakieś 10 lat młodsi, na dorobku, ale już z pieniędzmi, a film zgrabnie oddaje rozmaite dylematy trzydziestolatków zawieszonych pomiędzy dogadzaniem zachciankom a tykaniem zegara biologicznego.
Tak, to były te dwa filmy, w których bez wątpienia można znaleźć to, co tygrysy lubią najbardziej: śmiech i łzy wzruszenia, najlepiej dozowane raz naprzemiennie, innym razem niemal jednocześnie.


Potem, niestety, już tak dobrze nie było. Niby trudno coś zarzucić kolejnej produkcji Zatorskiego, czyli  „Dlaczego nie?”, ale jednocześnie niepodobna bez wahania odpowiedzieć, „dlaczego tak”. No niestety. Zabrakło trochę magii, zabrakło wdzięku, zabrakło tego czegoś, co sprawia, że kupujemy bez pytania o cenę. Była urocza Anna Cieślak, był rozmiękczający serca Maciek Zakościelny, ale zabrakło kilku kluczowych pierwiastków, by powstała chemia.   
Kolejne pozycje w filmografii reżysera, czyli „Los numeros” i „Dzień dobry, kocham Cię” niestety przeszły bez spodziewanego echa, jeśli nie liczyć chwytliwej piosenki Krzysztofa Grabowskiego i debiutu na wielkim ekranie Barbary Kurdej-Szatan.


Wieki temu głowa błazna dyndająca na stryczku lub kulająca się pod gilotyną nie była niczym niespotykanym. Ale nawet dziś śmiech może być kwestią życia lub śmierci. Jeśli nie prawdziwej, to tej branżowej. Wracając zatem do tytułowego pytania, odpowiedź jest prosta: romantyczni komedianci boją się, że nie będą zabawni i nie będą wzruszający. Czy Ryszard Zatorski wróci do doskonałej formy, z jakiej go pamiętamy? Szczerze mu tego życzymy. W dalszym ciągu mamy w Polsce niedosyt dobrego kina gatunkowego, a sam Mitja Okorn („Listy do M.”, „Planeta Singli”) wiosny nie czyni.

Porady na zdrady

Komedia romantyczna Od lat: 15 96 min

Więcej o filmie ZAREZERWUJ/KUP BILET
Komentarze

Dodaj swój komentarz do Porady na zdrady: Ryszard Zatorski – czego się boją romantyczni komedianci?

Aby dodać komentarz, zaloguj się lub zarejestruj.

komentarze|0

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.