Newsy

"Płynące wieżowce" wydarzeniem festiwalu w Gdyni

Wydarzeniem drugiego dnia festiwalu jest prezentacja filmu "Płynące wieżowce", który do Gdyni przybył po sukcesach zagranicznych. To nie tylko historia o poszukiwaniu własnej tożsamości seksualnej, ale film o próbie odnalezienia siebie w ogóle...

...i pierwszy polski film od dawna, z którym nie obciach pokazać się w świecie. Wyrafinowane zdjęcia, płynność narracyjna, pełnokrwiste postacie, sceny pozbawione patosu, niby z życia wzięte, a znaczące coś więcej, pokaźniejsze niż ich powierzchowny przekaz. Wchodząc w świat tego filmu, czujemy się, jakbyśmy wchodzili do domu znajomych. Przyjaźnimy się z nimi latami, ale wciąż tak naprawdę niewiele o nich wiemy. Ich tajemnice drzemią głęboko pod maskami ich twarzy, zakładanymi na wspólnie jedzony obiad.


Każdy mógłby mieć taką matkę, jaką jest Ewa (Katarzyna Herman). Każdy mógłby mieć taką koleżankę jak Monika (Olga Frycz). Każdy mógłby być Sylwią (Marta Nieradkiewicz) – dziewczyną, która orientuje się, że jej chłopak jest homoseksualistą. W tej historii każdy jest sam i właściwie każdy cierpi z tego samego powodu. Odkrycie Kuby (Mateusz Banasiuk) burzy nie tylko jego wewnętrzny spokój, ale także spokój świata dookoła niego. Wasilewskiemu nie umyka nawet najdrobniejszy grymas tego cierpienia; z tych maleńkich drgnień lęku, bólu, poranienia i dezorientacji utkany jest ten film.

To, co uświadamia sobie Kuba, budzi w nim i w otoczeniu rozgoryczenie. Nagle każdy z bohaterów uświadamia sobie, że nie żyje w idealnym świecie. Ewa wydaje się trzeźwo myśleć, ale jest pogubiona. Jakby za każdym razem, gdy rozmawia z synem, pytała siebie: gdzie popełniłam błąd? Jakby czuła, że go traci, żyje obok kogoś obcego. Sylwia – bodaj najtragiczniejsza postać w filmie – przeżywa rozbicie na miarę żon kowbojów w „Tajemnicy Brockback Mountain". Staje przed wyborem, czy decyduje się na swoje wyobrażenie szczęścia, pewien egoizm, czy odpuszcza, oddaje miłość do Kuby komuś innemu, komuś, kogo jej chłopak kocha bardziej. Właściwie to ona jest siłą napędzającą dramaturgię, podrzucającą przeszkody pod nogi miłości między Kubą i Michałem (Bartosz Gelner). Jest tym największym problemem, kimś stale obecnym, kimś, z kim Kuba nie umie sobie poradzić, bo Sylwia przypomina mu przeszłość, której nie potrafi zostawić. Przypomina mu spokojne życie, które wiódł, nim spotkał Michała. Przypomina mu rzeczywistość, w której nie musiał się mierzyć z rozterkami przeżywanymi teraz.

Wasilewski rozciąga tę historię o poszukiwaniu własnej tożsamości seksualnej dalej, czyniąc „Płynące wieżowce" filmem o próbie odnalezienia siebie w ogóle. O stanięciu przez szansą i dramatem jednocześnie na bycie sobą i podążanie za intuicją, uczuciami, przekonaniami. To równie dobrze mógłby być film o dylemacie przynależności do jakieś konkretnej wiary czy płci, w której nie czujemy się dobrze. Tomasz Wasilewski pokazuje bowiem historię, w której krzyżują się rozmaite siły i wpływy kształtujące młodego człowieka i jego decyzje. Kobiety krążące wokół bohatera, nieprzychylność otoczenia – Kuba odczuwa wzrok wszystkich na sobie. Nawet, gdy nie patrzą. Wasilewski pozwala nam te spojrzenia odczuć, uzmysławiając widzom dramat bohatera. Niewidoczny, ukryty, a jednak determinujący jego decyzje i posunięcia. Nie zawsze właściwie. Często wręcz tragiczne.


[Urszula Lipińska]

 

News ze Stopklatki

Obrazek - wiecej na Stopklatka_ikonka.png

Płynące wieżowce

Płynące wieżowce

Dramat Od lat: 15 93 min

Więcej o filmie
Komentarze

Dodaj swój komentarz do "Płynące wieżowce" wydarzeniem festiwalu w Gdyni

Aby dodać komentarz, zaloguj się lub zarejestruj.

komentarze|0

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

cz-dz

cz-dz

16.11.2013, 00:10:21

no to jak tego nie zagracie w czechowicach to sie zdenerwuje