Recenzje

„Piękna i Bestia”: Gościem bądź [RECENZJA]

Nowa wersja klasycznej animacji Disneya.

Magia na nowo ożywia ekranach Multikina! Zapraszamy więc w swoje progi wszystkich: starych i młodych, wodzonych nutą nostalgii oraz chcących przeżyć niesamowitą przygodę. Oto „Piękna i Bestia” – niegdyś klasyczna francuska baśń ludowa, później kultowa animacja umiłowana przez pokolenie dzisiejszych trzydziestolatków, a teraz podana w nowej aktorskiej wersji. Więc gościem naszym bądź i niech Piękna znów pokocha Bestię!

A tym razem Piękna, czyli Bella (w tej roli zjawiskowa Emma Watson), jest nie tylko zapaloną czytelniczką buszującą po przykościelnej biblioteczce. Dziewczyna ma także smykałkę do mechaniki, a gdy jest taka potrzeba, to zmajstruje sobie też chociażby prototyp pralki Frani. W miasteczku wciąż jest uważana za nieszkodliwego dziwaka, a awanturnik Gaston (fenomenalny Luke Evans) wciąż nachalnie stara się namówić tę panienkę do ożenku. Reszta także brzmi znajomo. Oto los sprawia, że ojciec Belli (Kevin Kline) trafia do zapomnianego zamczyska, po którym miota się Bestia (Dan Stevens), straszliwy stwór, który niegdyś był urodziwym Księciem. Wiecie, co będzie dalej, prawda? Wiecie, ale nigdy nie widzieliście tego w tak wspaniałej oprawie.

Nowa „Piękna i Bestia” to przede wszystkim cudowna scenografia, świetne aktorstwo i wpadające w ucho piosenki. Do formy jeszcze wrócę, ale może najpierw przyjrzyjmy się bohaterom. Twórcy filmu doprawili fabułę kilkoma mniejszymi i większymi wątkami oraz znacząco wyeksponowali postacie wcześniej tylko przemykające po drugim planie. Dowiadujemy się więcej o matce Belli czy przeszłości Gastona. Poznajemy także bliżej służących na zamku Bestii i odkrywamy, że tym razem kwestia odczarowania Księcia jest dla Płomyka (Ewan McGregor), Trybika (Ian McKellen) i reszty kwestią życia lub śmierci. Poznajemy także motywacje LeFou  (zabawny Josh Gad), którego postać wzbudzała ogromne kontrowersje przed premierą. Wychodzi na to, że z dużej chmury spadła mżawka – tak, LeFou prawdopodobnie jest homoseksualistą i nie, nie jest to w żaden sposób eksponowane.

Nie jest to także pierwsza aktorska wersja znanego klasyka Disneya, wcześniej oglądaliśmy między innymi  chociażby „Kopciuszka” czy „Księgę dżungli”. Nigdy wcześniej jednak studio nie nakręciło na nowo swojego wielkiego przeboju zachowując konwencję musicalu. Najnowsza „Piękna i Bestia” kojarzyć się może z wystawnymi hollywoodzkimi musicalami z lat 40. ubiegłego wieku.  Scenografii i kostiumów tu się nie żałuje, kolejne muzyczne partie są jeszcze bardziej rozbudowane od poprzednich, a kalejdoskop barw potrafi oszołomić nawet najbardziej wprawnego kinomana. Starsze piosenki nierzadko wydłużono, dopisano także kilka nowych utworów. Zabawne, że „Piękna i Bestia” jest o wiele bardziej „musicalowa” niż „La La Land”, którego przecież reklamowano właśnie jako przedstawiciela gatunku tańca i śpiewu.

„Piękna i Bestia” w nowej odsłonie przepięknie wygląda i wspaniale się rusza. Miejscami jest to kino lekko rozdmuchane, z którego twórcy mogliby uszczknąć tu i ówdzie kilkanaście minut, ale jednocześnie widowisko to wykreowano z fantazją i rozmachem. A i wzruszeń dostarczy, gdy po kolejnej kultowej piosence popłyniemy z wiatrem nostalgii. „Piękna i Bestia” nie jest filmem, który ma zmienić nasze życie – chodzi o zachwyt, o chwilkę zatracenia w magicznym świecie, do którego ostatni raz zawitaliśmy w dzieciństwie.  

Kilka książek z chęcią Belli pożyczyłby
Piotr Olczyk


Piękna i Bestia

Fantasy Familijny Musical Od lat: 6 129 min

Więcej o filmie
Komentarze

Dodaj swój komentarz do „Piękna i Bestia”: Gościem bądź [RECENZJA]

Aby dodać komentarz, zaloguj się lub zarejestruj.

komentarze|0

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.