Recenzje

„Obywatel Jones” [RECENZJA]

Prawda przede wszystkim

„Odkryto potwora z Loch Ness!”, krzyczy w tle jakiś anonimowy gazeciarz w jednej ze scen „Obywatela Jonesa”. Łatwo zapomnieć, że fake newsy nie są wytworem naszych czasów. Już pod koniec XIX wieku pismacy prześcigali się w tworzeniu coraz to dziwniejszych doniesień. Była też druga strona medalu – realne, wartościowe informacje dyskredytowano z najrozmaitszych powodów. W 1933 roku publicysta Gareth Jones przekazał zachodnim czytelnikom wieści o hołodomorze, sztucznie wywołanym, potwornym głodzie na Ukrainie. Polemizował z nim „The New York Times”, który w osobie Waltera Duranty’ego wychwalał Związek Radziecki oraz jego cudowną komunistyczną gospodarkę. Jones wkrótce znalazł się w Mandżurii, gdzie w tajemniczych okolicznościach zastrzelono go w przededniu jego 30. urodzin. Świat o nim zapomniał. Po latach prawda o ukraińskim głodzie wyszła na jaw, a teraz kino upomniało się o tego odważnego Walijczyka, który oddał życie głosząc prawdę.

Obywatel Jones” Agnieszki Holland zdobył Złote Lwy podczas tegorocznej edycji Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Nie obyło się bez kontrowersji, padały głosy, że to decyzja czysto marketingowa. Nie mogę się zgodzić z tym stanowiskiem. O wielkim głodzie na Ukrainie oraz postaci Garetha Jonesa milczano zbyt długo. Jestem zdania, że czasem warto nagrodzić nie tyle najlepsze, ale najważniejsze dzieło. Nawet jeśli w Gdyni debiutowały lepsze filmy, to najnowsza premiera Holland była z pewnością jedną z najistotniejszych produkcji. Nie jest to rzecz łatwa w odbiorze. Zdjęcia Tomasza Naumiuka, umyślnie rozedrgane, często przyglądające się postaciom w odbiciach szyb i luster, pozbawione są efekciarskich ujęć. Nie dostajemy tu sekwencji pełnych akcji, obcujemy za to z bardzo ciekawym doborem kolorów. Wydarzenia rozgrywające się na Zachodzie cieszą oko naturalnymi barwami, ale już podczas wizyty w radzieckiej Rosji niebo przybiera odcień szkarłatu. Im dalej od stolicy, tym wszystko blednieje. Sceny na Ukrainie przedstawiono niemal w monochromie, co podkreśla tragiczną sytuację głodujących ludzi. Agnieszka Holland nie unika faktów i prezentuje nam przerażające sceny pełne odoru śmierci. Widzimy opustoszałe wsie, trupy wiezione przez wschodnie wertepy, jesteśmy świadkami kanibalizmu. Mocna rzec dławiąca gardło.

Atmosfera zrobiła się nieco ciężka, więc może zafunduję Wam odrobinę popkulturowej interpretacji. „Obywatel Jones” może zostać uznany za na wskroś realistyczną opowieść o… superbohaterze! Tytułowa postać, ze swoją odwagą, odgrywaniem roli poczciwego publicysty oraz wyglądem typowego gryzipiórka okazuje się być idealnym wcieleniem Clarka Kenta, będąc w istocie Supermanem gotowym nieść pomoc wszystkim potrzebującym. Wcielający się w Garetha Jonesa aktor James Norton idealnie prowadzi swoją postać, która na pierwszy rzut oka wydaje się być dość niepozorna, wręcz przeciętna, by nagle zaskoczyć nas i ukazać swoje prawdziwe oblicze herosa. Na wystawnym, dekadenckim przyjęciu pełnym opium i półnagich dam nasz bohater czuje się nieswojo, ale gdy trzeba brnąć przez ukraińskie śniegi będąc głodnym i ściganym przez radziecką straż, to pan Jones wykorzystuje w pełni swój potencjał.

Agnieszka Holland stworzyła rasowe kino polityczne z elementami dramatu i filmu szpiegowskiego, które – nawet jeśli całkowicie nie zachwyca – to edukuje opinię publiczną o przemilczanym ludobójstwie na Ukrainie oraz zapomnianym człowieku, który zginął dążąc do prawdy. Dziś, w erze fałszywych informacji, „Obywatel Jones” to ważny i, niestety, bardzo aktualny film.

Ocena
7/10


Fake recenzji nie szerzy
Piotr Olczyk

Obywatel Jones

Obywatel Jones

Thriller Polityczny Od lat: 15 119 min

Więcej o filmie
Komentarze

Dodaj swój komentarz do „Obywatel Jones” [RECENZJA]

Aby dodać komentarz, zaloguj się lub zarejestruj.

komentarze|0

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.