TOP Multikino

Nie tylko „Zimna wojna”: 5 filmowych historii miłosnych po polsku

Jak śpiewał Kazik Staszewski: każdy potrzebuje miłości

Coś o tym wiedzą polscy twórcy, którzy systematycznie serwują nam historie wielkich romansów w nie zawsze wielkich filmach. Ale tu akurat się udało.

1.    „Historie miłosne”, reż. Jerzy Stuhr

Z kinem romantycznym obraz Stuhra nie ma za wiele wspólnego, z uczuciami - jak najbardziej. Ten hołd złożony Krzysztofowi Kieślowskiemu to cztery nowelki, spajane przez tytułową miłość; ksiądz, który dowiaduje się od spowiadanej dziewczynki, że jest jej ojcem, notorycznie wybaczający swojej żonie drobny przestępca, wykładowca, który odrzuca amory studentki, wreszcie wojskowy, lawirujący pomiędzy popsutym małżeństwem i wielkim uczuciem do pewnej Rosjanki. We wszystkich rolach Jerzy Stuhr, który - stając jednocześnie za kamerą - opowiada się po stronie prostoty, pokazując, jak takie właśnie proste uczucie może odmieniać życia ludzi z zupełnie różnych grup społecznych, którzy pewnie nigdy nie mieliby szans się spotkać. Kawał przepięknego, humanistycznego kina i jeden z najlepszych polskich filmów lat 90.

2. „Małżeństwo z rozsądku”, reż. Stanisław Bareja

Lata 60. to w polskim kinie z jednej strony czas odwilży i czas najważniejszych dzieł w historii - to wtedy tak mocno eksplodowały talenty Wajdy, Polańskiego, Hasa czy Kawalerowicza  - a z drugiej era pociesznych, troszkę naiwnych filmów dla mas, które mają jeden niezaprzeczalny atut: ogląda się je tak dobrze! Na przykład „Małżeństwo z rozsądku”, czyli Stanisław Bareja szlifujący umiejętności przez „Misiem” i „Co mi zrobisz jak mnie złapiesz”. To opowieść o dziewczynie zakochanej w biednym malarzu, którą natarczywie adoruje drobny handlarz. Do gry muszą wejść jej rodzice, przekonani, że artysta plastyk jest bogaczem, a oni mogą wydać za niego swoją córkę (co - dodatkowo - pozwoli im utajnić swoje wyższe od przyjętej normy lat 60. dochody). No ale robi się niezły galimatias, a my otrzymujemy finalnie uroczą opowiastkę, może trochę z myszką, ale kto powiedział, że miłość nie może być lekko kiczowata.
3. „Piąta pora roku”, reż. Jerzy Domaradzki

A to z kolei niespieszne love story o ludziach, którzy weszli już w tytułową piątą porę roku, czyli dwójce samotnych po 60-tce. On (Marian Dziędziel) jest muzykiem disco-polo, który grywa na weselach do kotleta. Ona to lekko wyniosła, elegancka starsza pani, miłośniczka muzyki Verdiego. Trochę nie zgraliby się playlistami, ale to nie szkodzi. Bo ten film pokazuje, że w pewnym wieku zamiast porozumienia na wszystkich polach i mitycznego zakochania liczy się coś więcej - na przykład ciepło i opieka ze strony tej drugiej osoby. Na razie dwójka bez sternika musi się poznać, wybierając się w podróż nad morze. Krzepiący, wzruszający film, który bierze się za wciąż zbyt rzadko ogrywany w kinie temat starości. Ale takiej bardziej pozytywnej, bez smutku i strachu.
4. „Listy do M”, reż. Mitja Okorn

Ten jeden z największych hitów ostatnich lat miał być polską odpowiedzią na kino Richarda Curtisa z „To właśnie miłość” na czele. I praktycznie się udało! Twórcy nie bawili się w podrabianie brytyjskiego humoru, bo to tak, jakby rzucać się na mecz koszykówki z gwiazdami NBA, samemu trenując na osiedlowej sali gimnastycznej. Zamiast tego Okorn - co ciekawe, z pochodzenia Słoweniec - podlał całość polskim sznytem, dlatego mamy tu lekko zdeprawowanego Mikołaja, parę małżonków - japiszonów, czy uroczo ciapowatego prezentera, który poznaje miłość swojego życia nie gdzieś nad Tamizą, a w supermarkecie. Zresztą wszyscy pewnie i tak znacie fabułę tego filmu i wiecie, że o ile polskie kino rzadko może pochwalić się mocnym tytułem dla mas, o tyle tu wszystko zagrało jak trzeba.
5. „Planeta singli”, reż. Mitja Okorn

Znów duet Okorn - Stuhr i znów wielki sukces: ci ludzie naprawdę powinni rzucić wszystko i tłuc rom-komy ile wlezie. „Planeta singli”, czyli takie „Cztery wesela i pogrzeb”, ale z wątkiem social mediowym w tle, ma jeszcze więcej energii niż „Listy do M”, bo generuje ją żywiołowa Agnieszka Więdłocha, wcielająca się tu w postać uroczej pani od muzyki, szukającej miłości online. Ona ma w sobie czar dziewczyny z sąsiedztwa, w której wszyscy się podkochujemy, Maciej Stuhr - wiadomo, polski Hugh Grant, facet, który swoim urokiem osobistym mógłby omotać nawet Cruellę DeMon. Efekt? Polska komedia romantyczna, która nie wystawia naszego gustu na trudną próbę. Co ważne, za chwilę w kinach pojawią się jej dwie kolejne części.

Zimna wojna

Dramat Od lat: 15 88 min

Więcej o filmie ZAREZERWUJ/KUP BILET
Komentarze

Dodaj swój komentarz do Nie tylko „Zimna wojna”: 5 filmowych historii miłosnych po polsku

Aby dodać komentarz, zaloguj się lub zarejestruj.

komentarze|0

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.