Newsy

Na czym właściwie polega fenomen Deadpoola?

To jest chyba najbardziej oczekiwana komiksowa premiera roku. Choćby dlatego, że jej bohater ostentacyjnie wręcz łamie dawne reguły gry gatunku.

Do kin wchodzi „Deadpool 2” i już możemy się spodziewać eksplozji śmiechu na salach kinowych, zupełnie jak na dobrych komediach. Bo taką właśnie historia o Deadpoolu jest. W obu częściach serii jak na dłoni widać zmiany, zachodzące w odbiorze kina komiksowego. Lata temu śmiertelnie poważne, od czasu do czasu przetkane jakimś przezroczystym żarcikiem, obecnie rozwijające się tak, jak rozwija się widz. Dawno już minęły czasy, w których chodziliśmy na adaptacje powieści obrazkowych, bo ładnie wyglądały. Dziś, kiedy to filmy komiksowe są absolutnym mainstreamem, bijąc kolejne rekordy sprzedaży, odbiorcy oczekują od nich czegoś więcej.

Na przykład tego, żeby bohaterowie byli tacy jak my. Niedoskonali. I w tym tkwi siła Deadpoola. W życiu nie było mu łatwo; superbohaterem stał się po tym, jak - walcząc z nowotworem - poddał się eksperymentalnemu programowi mutacyjnemu. Jest nieprzewidywalny, stuknięty, podejmuje masę irracjonalnych decyzji, robi jeszcze więcej życiowych błędów. Prowadza się w sposób daleki od ogólnie przyjętego kanonu. Jak tu go nie polubić? Już w „Hancocku” twórcy nieśmiało sugerowali, że superbohaterowie też mogą być upadłymi moczymordami. Deadpool do tego wizerunku dorzuca jeszcze szereg obleśnych, koszarowych żartów, które przecież śmieszą każdego, chociaż nie każdy jest w stanie się do tego przyznać.



Właśnie, humor. Generalnie jest tak, że żyjemy w czasach, w których wolno więcej niż mniej. I jeśli twórcy „South Park” przedstawiają Mahometa jako pluszowego misia, a w „Family Guy” śmiejemy się z niepełnosprawnych lub ataku na World Trade Center, to znaczy, że poprzeczka obyczajowości we współczesnej popkulturze przesunęła się o ładnych kilkanaście centymetrów. Z tego skwapliwie korzysta Deadpool. Może i nie jest to satyra polityczno - społeczna; świntuszącemu typkowi w czerwonym kostiumie bliżej jest do humoru Teda. Albo chłopaków z „American Pie”. Natomiast jest to wciąż balansowanie po cienkiej linii przyzwoitości. Jeszcze niedawno producenci baliby się użyć słowa „dupa”, by nie urazić dzieci, które trafią na seans. W „Deadpoolu” słownik przekleństw wygląda jak listy dialogowe z Tarantino i sztandarowych produkcji Brazzers. I to się wszystkim podoba, w końcu każdy z nas potrzebuje czasem wypuścić swojego wewnętrznego chama na pastwisko.



Nie byłoby jednak tego całego zainteresowania, gdyby nie pomysłowa akcja promocyjna. I tu „Deadpool” po raz kolejny prześcignął konkurencję. „Jedynkę”, która weszła do kin w Walentynki, promowano grafiką, przywołującą na myśl tandetną komedię romantyczną. Oraz billboardami z trupią czachą, emotikonem, hm, odchodów, i literką L. Kto jest mocny z angielskiego, ten poprawnie odczyta ten rebus. Spot reklamowy „dwójki” wyglądał za to jak klasyczna oferta telezakupowa. Po bandzie? I to jak, ale efekty były oszałamiające: część pierwsza zarobiła w kinach ponad 700 milionów dolarów, a w Polsce stała się drugim najpopularniejszym filmem komiksowym w historii.



Dlatego „Deadpool” to przede wszystkim dobra lekcja dla ludzi związanych z branżą kinową. Nie bójcie się zrobić odjechanej kampanii reklamowej, złamać paru barier, zrobić czegoś, co może być uznane za obraźliwe. No to trudno, ktoś się najwyżej obrazi! Ważne, że dopisze widownia, a ta jak mało czego w ostatnim czasie potrzebuje odmienności. W czasach internetu każdy musi się czymś wyróżniać, nawet superbohater.

Deadpool 2

Deadpool 2

Akcja Komedia Science-Fiction Od lat: 15 117 min

Więcej o filmie
Komentarze

Dodaj swój komentarz do Na czym właściwie polega fenomen Deadpoola?

Aby dodać komentarz, zaloguj się lub zarejestruj.

komentarze|0

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.