Recenzje

„Mary Poppins powraca” [RECENZJA]

Każdy potrzebuje trochę słodyczy na Święta!

 

Mary Poppins powraca

Fot. Kadr z filmu „Mary Poppins powraca”

„Mary Poppins powraca”, by rozgrzać Wasze serca i zadziałać na dusze niczym kojący kubek gorącej czekolady. Pytanie tylko, czy jej na to pozwolicie…

Po wielu latach w domu rodzeństwa Banksów po raz kolejny zjawia się niania z dzieciństwa, Mary Poppins. Zastaje Michaela (Ben Whishaw) i Jane (Emily Mortimer) w niezbyt dobrym położeniu. Michael stracił właśnie ukochaną żonę i opiekuje się samotnie trójką małych dzieci. Siostra - aktywistka społeczna - stara się go wspierać, jednak nie jest w stanie wyciągnąć rodziny z narastających tarapatów finansowych.

Mary Poppins powraca

Fot. Kadr z filmu „Mary Poppins powraca”

Panna Poppins zastuka do drzwi Banksów w momencie, w którym bank upomni się o spłatę zaciągniętego długu i zażąda konfiskaty ich rodzinnego domu w ramach rekompensaty. Jak to w opowieściach o „Mary Poppins” bywa, niania postara się podtrzymać na duchu stojącą na skraju bankructwa rodzinę, wprowadzi do jej życia magię i spróbuje znaleźć rozwiązanie finansowych problemów. Wszystko to oczywiście w takt musicalowych piosenek i układów tanecznych rodem z desek Broadwayu.

Mary Poppins powraca

Fot. Kadr z filmu „Mary Poppins powraca”

Jeśli w zalewie współczesnych, zadziornych bajek tęsknicie za klasycznymi opowieściami Disneya – „Mary Poppins powraca” jest właśnie dla Was. Film ma w sobie niewinność, słodycz i odrobinę naiwności, czyli cechy charakterystyczne starszych obrazów wytwórni. Dość wspomnieć, że za animacje użyte w „Mary Poppins powraca” odpowiadają emerytowani rysownicy Disneya, którzy na potrzeby filmu zostali zaproszeni do współtworzenia jego strony wizualnej. Podobno ochoczo przystąpili do działania i ten uroczy duch retro jest rzeczywiście widoczny na ekranie!

Mary Poppins powraca

Fot. Kadr z filmu „Mary Poppins powraca”

A kiedy za ekranizację klasycznej opowieści o „Mary Poppins” zabiera się taki wyjadacz, jak Rob Marshall (m.in. „Chicago”, „Tajemnice lasu”, „Dziewięć”), wiadomo, że podejdzie do zadania z rozmachem. I tak stało się tym razem. W roli fruwającej na parasolu niani reżyser obsadził dziewczynę z brytyjskiego sąsiedztwa, Emily Blunt, a sympatycznym latarnikiem uczynił znanego z Broadwayu, Lina-Manuela Mirandę. I to właśnie oni „robią” ten film – zarówno aktorsko, jak i wokalnie. A gdy do tego duetu dorzuci się jeszcze wielkoformatowe gwiazdy - Meryl Streep i Colina Firtha - oraz trójkę słodkich dzieciaków, uczta dla oczu gwarantowana. Nie da się ukryć, że sprawdzony przepis Marshalla na musical po raz kolejny zadziałał.