Newsy

„Marsjanin”: Top 8 kłopotliwych sytuacji kosmicznych

Nie tylko „Marsjanin”, czyli co złego może ci się przytrafić w przestrzeni kosmicznej.

W kosmosie nikt nie usłyszy twojego krzyku, mawiają. Co gorsza, wśród gwiazd mogą zdarzyć się sytuacje nieprzewidziane i niekoniecznie pożądane. Na ekranie wielokrotnie mieliśmy okazję oglądać prawdziwie kosmiczne zmagania z losem. 2 października do kin trafi „Marsjanin” Ridleya Scotta, a już w ten weekend od 25 do 27 września będzie można go zobaczyć na pokazach przedpremierowych w kinach sieci Multikino. Z tej okazji przyjrzyjmy się ośmiu momentom, w których gwiezdna przygoda szybko traci swój urok. Uwaga na spoilery!


8. „2001” (1968, reż. Stanley Kubrick)
Tajemniczy monolit na Księżycu, tajemniczy sygnał, pierwsza podróż na Jowisza nadzorowana przez superkomputer HAL 9000. Wszystko pięknie, ale co mają zrobić biedni astronauci, gdy opiekująca się nimi maszyna zaczyna gwiazdorzyć? W kosmosie nie ma Snickersów, dlatego konfrontacja z HAL-em nie kończy się za dobrze. Ale hej, przynajmniej komandor Bowman mógł przeżyć jedyny w swoim rodzaju kosmiczy trip.


 


7. „Ukryty wymiar” (1997, reż. Paul W.S. Anderson)
Ludzie zbudowali statek z prototypowym napędem grawitacyjnym wykorzystujący czarne dziury, dzięki czemu podróż z prędkością ponadnadświetlną to pikuś. Niestety podczas swojej dziewiczej podróży pojazd znika z radarów. Po siedmiu latach „Horyzont Zdarzeń” niespodziewanie wraca i dryfuje w okolicach Neptuna. Ekipa ratunkowa rusza na, cóż, ratunek. Niestety prędzej niż później okazuje się, że w trakcie gwiezdnej wędrówki statek trafił w bardzo, bardzo nieprzyjemne miejsce. Nawiedzony dom w kosmosie nie pozwoli tak łatwo opuścić swoich progów…

 


 

6. „Apollo 13” (1995, reż. Ron Howard)
Kosmiczny film katastroficzny z happy endem? Takie rzeczy tylko w Hollywood. Tylko że tym razem historia przedstawiona na ekranie wydarzyła się naprawdę. „Apollo 13” to jeden z pierwszych filmów, który tak realistycznie pokazał zmagania z kosmicznymi problemami (dosłownie i w przenośni). Dzielni amerykańscy chłopcy zamknięci w ciasnej puszcze zostają wystrzeleni na orbitę celem zwiedzenia powierzchni Księżyca. Na miejsce nie dotarli, a do domu wrócili tylko dzięki własnej pomysłowości i odrobinie szczęścia. „Houston, mamy problem”, rzucił kapitan Jim Lovell, a reszta trafiła do podręczników.


 


5. „W stronę słońca” (2007, reż. Danny Boyle)
Pędzimy w niewesołą przyszłość. Słońce gaśnie, na Ziemi zrobiło się zimno, więc naukowcy postanawiają zbombardować nasze źródło życia największą w historii świata atomówką (nie mamy potwierdzenia, czy chodzi tu o amerykańskich naukowców), by gwiazda z powrotem rozbłysła. Statek „Ikar” rusza z misją ratowania świata i… słuch po nim ginie. Ludzkość nie poddaje się i wysyła „Ikara II”. A to, co następuje później, można nazwać jednym wielkim kosmicznym kłopotem.


 


 

4. “Interstellar” (2014, reż. Christopher Nolan)
Co robisz, gdy znajdujesz Matta Damona na obcej planecie? Cieszysz się, że oto stoi przed tobą aktor charyzmatyczny, utalentowany i w ogóle Jason Bourne? Pewnie większość z nas byłaby ukontentowana z takiego towarzystwa. No i błąd, bo Damon to szuja jakich mało, a przynajmniej w „Interstellarze”. Matthew McConaughey bierze chłopa na spacer po skostniałej planecie, ale przechadzka przestaje być przyjemna. Cóż, jak jest się tchórzliwą kosmiczną fretką, to i można chcieć komuś skroić statek.  



 

3. „Obcy – 8. Pasażer Nostromo” (1979, reż. Ridley Scott)
Ridley Scott to jest gość. “Obcy…”, jego zaledwie drugi film, na zawsze zniechęcił ludzi do nadświetlnych wojaży, przez co zbankrutowały gwiezdne biura podróży... A nie, przepraszam, pomyliło mi się z tekstem o „Szczękach” Spielberga. Może dlatego, że „Obcy…” to takie troszkę „Szczęki” w przestrzeni kosmicznej. Załoga kosmicznego holownika „Nostromo” bada źródło tajemniczego sygnału. Kilka złych decyzji i proszę, na pokład dostaje się obca forma życia. Kosmiczny karaluch jest duży, wredny i – jak to karaluch – niemal niezniszczalny. A trzeba było nie wściubiać nosa w nie swoje sprawy.



 

2. “Grawitacja” (2013, reż, Alfonso Cuarón)
Jeden z najpiękniej sfotografowanych filmów o kosmosie zaczyna się bardzo niepozornie. Dwoje astronautów spokojnie pławi się w próżni na ziemskiej orbicie i załatwia swoje astronautowe sprawki. Ale cóż to majaczy na horyzoncie? Czyżby zbliżała się do nich góra szczątków satelity? „Grawitacja” jest tak naprawdę filmem o tym, by nie śmiecić w kosmosie, bo w końcu śmieci do nas wrócą. No i będzie niefajnie. Wyobraźmy sobie, że jesteśmy bohaterami filmu – latamy sobie w skafandrze ponad Ziemią. Aż tu nagle pędzące z oszałamiającą prędkością szczątki dziurawią naszą stację jak ser szwajcarski. Jak wspominałem – niefajnie.


 


 

1. „Marsjanin” (2015, reż. Ridley Scott)
I znowu Scott, ale tym razem mówimy o jego najnowszym dziele. Matt Damon chyba zatęsknił za próżnią, bo szybko po „Interstellarze” wystąpił w marsjańskiej wersji historii przygód Robinsona Crusoe (albo, jak kto woli, Kevina McAllistera). Otóż astronauta Mark Watney ma pecha. Ogromnego pecha. Takiego o wielkości co najmniej średniej planet naszego układu słonecznego. Mężczyzna zostaje uznany za zmarłego i porzucony na Marsie. Musi szybko wykombinować, jak tu przeżyć i, a może przede wszystkim, jak wrócić na swoją ojczystą planetę. No cóż, w pojedynkę raczej nie uda mu się Marsa zasiedlić.


 

Zestawienie popełnił i na orbitę wysłany został:
Piotr Olczyk