Recenzje

„Liga sprawiedliwości”: W kupie raźniej [RECENZJA]

Bohaterowie DC w heroicznej walce o uznanie widzów.

Nareszcie możemy się uśmiechnąć. „Liga sprawiedliwości” to lekki film komiksowy o przygodach kultowych superbohaterów wspólnie stawiającym czoła złu.

Superman nie żyje. Zadurzony w ludzkości pozaziemski przybysz oddał życie za niewdzięcznych mieszkańców błękitnej planety. Kto by pomyślał, że nawet Bruce Wayne, Batman we własnej osobie, początkowo uważał Człowieka Ze Stali za zagrożenie. Mroczny Rycerz, gnębiony poczuciem winy, postanawia stworzyć ekipę odpowiedzialną za ochronę Ziemi pozbawionej opieki Supermana. Wayne werbuje Wonder Woman i stara się pozyskać kolejnych herosów. Tymczasem z odmętów czasu przybywa nikczemny Steppenwolf z planem zniewolenia ludzkości…

Bohaterowie „Liga sprawiedliwości” z pewnością byli na seansie „Avengersów” i pozazdrościli kolegom z Marvela luźnego podejścia. Dowcipy więc puentują teraz niemal każdą wypowiedź, a postacie zdaja się spędzać więcej czasu na przekomarzaniach niż odpieraniu ataków Steppenwolfa. Niekonsekwentny ton może trochę razić widzów, którzy w filmach wytwórni DC Comics szukali nieco poważniejszego podejścia. Jasne, niegdyś wszechobecnego mroku było odrobinę za dużo („Człowiek ze stali”, „Batman v Superman: Świt sprawiedliwości”), a moce superbohaterów jawiły się bardziej przekleństwem niż darem.

Jednakże w „Lidze sprawiedliwości” szalę wyjątkowo mocno przechylono w stronę humoru i lekkości nieco odbierając nadludziom majestatu. Ale mimo wszystko nie sposób nie lubić tych postaci. Od niemal stu lat są obecni w naszej popkulturze i cudownie jest zobaczyć ich wszystkich razem na ekranie. Ich charaktery, motywacje i charyzma ratują nie tyle świat, ile sam film od zagłady.

Batman (Ben Affleck), stary ponurak z Gotham City o duszy zaczernionej stadem nietoperzy, jest teraz jowialnym herosem żartującym ze swojego wieku. Być może to przez Flasha (Ezra Miller), szybkiego jak błyskawica i podekscytowanego superbohaterską fuchą młodzieńca? Dzieciak przoduje w sucharach o różnym stopniu kruchości i potrafi być dosłownie rozbrajający.

A może na ogólne rozprężenie ma wpływ władający morzami Aquaman (Jason Momoa), który w równym stopniu kontroluje i wodę, i poziom whisky w swoim organizmie? Momoa kreuje postać pijusa i surfera oceanów z wdziękiem, jest bohaterem jednej z najlepszych scen w filmie i nic tylko czekać na jego solowe przygody (w kinach już w przyszłym roku!).

Nieoczekiwanie na jedną z najciekawszych postaci wyrasta dotąd dość anonimowy w oczach widzów Cyborg (Ray Fisher). Biedak został wyrwany ze szponów śmierci i wbrew swojej woli obudowany technologią, której nie rozumie. Poziomem zgryzoty przebija nawet Batmana, a jego wątek, choć poprowadzony półsłówkami, wywołuje prawdziwe emocje.

I finalnie najpiękniejsza część Ligi sprawiedliwości, czyli Wonder Woman (Gal Gadot). Diana przestała być znaną ze swojego solowego filmu niedoświadczoną heroiną walczącą na froncie I wojny światowej. To już dojrzała kobieta – niemal matrona Ligi! – której można się wygadać i u której warto poszukać wsparcia. Gadot wygląda i czuje się w superbohaterskim wdzianku świetnie i - co najciekawsze - to jej postać, a nie affleckowy Wayne, kreowana jest na przywódczynię superekipy.

„Liga sprawiedliwości” powstawała w klimacie wielkiego oczekiwania. Pod koniec zdjęć na stołku reżyserskim Zacka Snydera zastąpił Joss Whedon. Snyder opuścił produkcję z powodu tragedii rodzinnej, ale „Liga…” pozostała jego filmem, co widać chociażby w napisach początkowych, gdzie Whedon widnieje tylko jako współodpowiadający za scenariusz. Mimo wszystko czuć w całości złoty dotyk ojca sukcesu „Avengersów”. Whedon postawił przede wszystkim na dobrą zabawę i poprawienie chemii między członkami Ligi. Dokrętki, zmiany całych scen i pozbycie się niektórych wątków sprawiają, że całość nie jest już tylko bezpośrednią kontynuacją „Batman v Superman”, ale autonomicznym dziełem i wyznacznikiem stylu, w którym pójdą kolejne filmy DC Comics. Bohaterowie i widzowie mogą wreszcie się uśmiechnąć.

Ocena: 6,5/10

W mroku skąpanym być woli
Piotr Olczyk

Liga Sprawiedliwości

Akcja Science-Fiction Od lat: 12 120 min

Więcej o filmie ZAREZERWUJ/KUP BILET
Komentarze

Dodaj swój komentarz do „Liga sprawiedliwości”: W kupie raźniej [RECENZJA]

Aby dodać komentarz, zaloguj się lub zarejestruj.

komentarze|0

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.