Newsy

„Legiony" z perspektywy historyka

Film w reżyserii Dariusza Gajewskiego składa się na kolejną odsłonę celebrowania przez naszą rodzimą kinematografię setnej rocznicy odzyskania niepodległości. Kolejną, a jednocześnie wyróżniającą się, gdyż twórcy, stawiając na patriotyczno-historiozoficzną refleksję, nie stronią od posiłkowania się batalistycznym rozmachem i przystępnością gatunkowej narracji.

 Istnieje w przestrzeni publicznej tendencja, którą moglibyśmy nazwać "społecznym oczekiwaniem na film". Czasami podnoszona ze względów politycznych, a czasami z potrzeby budowania narodowego prestiżu, w większości wypadków odnosi się do wartości, które w duchowym bądź kulturowym życiu zbiorowości odgrywają szczególną rolę. Nie dziwi więc (zwłaszcza z perspektywy historyka zainteresowanego zagadnieniem pamięci zbiorowej), że na fali obchodów setnej rocznicy listopada 1918 roku, a także – w szerszym ujęciu – renesansu krajowych produkcji poświęconych przeszłości formacja Legionów Polskich doczekała się swojej filmowej reprezentacji. Staranność konstruowania świata przedstawionego na każdym poziomie filmowego mise-en-scène (kostiumy, charakteryzacja, scenografia itp.) w połączeniu ze skupieniem na wojennych perypetiach legionistów, wyznaczanych przez kluczowe starcia militarne pomiędzy 1914 a 1916 rokiem (na czele z szarżą pod Rokitną oraz bitwą pod Kostiuchnówką), pozwala sądzić, że film Dariusza Gajewskiego, przełamując złą passę wysokobudżetowych widowisk historycznych, posiądzie pozytywną siłę współtworzenia zbiorowych wyobrażeń o wyboistych drogach ku polskiej niepodległości.

 Klucz, jak to zwykle bywa, tkwi w perspektywie. W tym kontekście "Legiony", na tle chociażby "Bitwy Warszawskiej" Jerzego Hoffmana (sprowadzającej koniec końców istotę historii do starć tak zwanych "wielkich jednostek", czego odpowiedni przykład stanowią ujęcia z Leninem pochylonym nad wielką mapą Europy), w dużo większym stopniu wydają się przyjmować postawę "mikrohistoryczną". Nawet, jeżeli w filmie nie brakuje ani postaci historycznych (oddanych między innymi za sprawą Jana Frycza i Antoniego Pawlickiego z zapadającą w pamięć, dobrze pojmowaną wyrazistością), ani widowiskowych – zwłaszcza jak na nasze krajowe warunki – scen batalistycznych ukazywanych z lotu ptaka, położenie nacisku na perypetie pomniejszych aktorów "teatru wojny" (niepiśmiennego dezertera, zakochanego legionisty-ułana, agentki-sanitariuszki) posiada rys właściwy dla odznaczającej się na polu współczesnej historiografii "historii zwykłych ludzi".

 Tym samym, zamiast rościć sobie pretensję do kreowania obrazu przeszłości w duchu podręcznikowej faktografii, twórcy "Legionów" aspirują do opowiadania pod otoczką fikcji o postawach ludzi pozostawionych na rozdrożu czasów przejściowych. Co to znaczy być Polakiem? Czym właściwie jest "Polska"? Jak wiele można poświęcić dla jednej sprawy? Ile ofiar kosztowało podążanie ścieżką idei niepodległościowej? – te i inne pytania, przewijające się w toku kolejnych scen, czynią film Dariusza Gajewskiego użytecznym narzędziem dla historyka-nauczyciela bądź historyka-prelegenta, pragnącego unaocznić uczniom zarówno heroizm patriotycznych wyborów (fabularyzowany wątek Stanisława Kaszubskiego), jak i zachęcić do bardziej wnikliwych rozważań odnośnie postaw tych spośród Polaków, dla których niepodległość stanowiła mrzonkę (kluczowa w tym kontekście staje się – może aż nadto wymowna – scena pojedynku pomiędzy Kaszubskim a Złotnickim). Z pewnością każdy historyk zgodzi się co do tego, że w splocie wydarzeń, prowadzących do odzyskania przez Polaków niepodległości, tkwi ten rodzaj niemożliwych spotów okoliczności, który ubogaca w duchu literackim nawet najbardziej "suche", naukowe narracje.   

 Akcentując perspektywę historyka warto wymienić jeszcze jeden element, który co prawda przewija się między wierszami powyższych akapitów przy sygnalizowaniu widowiskowości scen batalistycznych, lecz zasługuje na osobne podkreślenie: roli grup rekonstruktorskich w tworzeniu filmów historycznych. Sama scena szarży pod Rokitną, zrealizowana – zgodnie z faktycznym przebiegiem bitwy – z udziałem sześćdziesięciu czterech jeźdźców stanowi dobry przykład zaangażowania i fachowości, jaką wniosła do produkcji "Legionów" doświadczenie i czynna obecność pasjonatów zagadnienia (w ogólnym rozrachunku blisko pięćset pięćdziesiąt osób). Tym samym, skoro szereg filmów i seriali, opowiadających o drugiej wojnie światowej (z "Czasem honoru" na czele), skłoniło młodych ludzi do zajęcia się tym rodzajem popularyzatorskiej aktywności, nie należy wykluczyć, że podobna rola przypadnie produkcjom traktującym o pierwszej "wielkiej wojnie".

 "Legiony" nie zastąpią lektury monografii naukowej, wizyty w muzeum lub nawet seansu filmu dokumentalnego. Nie wątpię jednak, że stanowią wartościowe zaproszenie do zgłębiania tematyki, która ze względów ideologicznych (PRL) lub finansowych (III RP) przez dekady nie mogła znaleźć swojej należytej reprezentacji na gruncie polskiego kina historycznego.  

Marcin Pigulak - filmoznawca i historyk, doktorant w Instytucie Filmu, Mediów i Sztuk Audiowizualnych Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu,
edukator filmowy w Ferment Kolektiv

Legiony

Legiony

Historyczny Od lat: 13 139 min

Więcej o filmie ZAREZERWUJ/KUP BILET
KLASY 7-8 SP | PAŹ | LEGIONY

KLASY 7-8 SP | PAŹ | LEGIONY

120 min

Więcej o filmie

54 osoby chcą zobaczyć

Komentarze

Dodaj swój komentarz do „Legiony" z perspektywy historyka

Aby dodać komentarz, zaloguj się lub zarejestruj.

komentarze|0

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.