Newsy

Koniec niewinności

Kino popularne a patriotyzm

W jednej z pierwszych scen filmu „Sekrety wojny” Dennisa Botsa (dostępnego w listopadzie w ramach Akademii Filmowej Multikina, dwaj głowni bohaterowie, Tuur i Lambert, znajdują w jaskini ślady obecności jakiejś osoby, a wśród zostawionych przez nią rzeczy komiksową adaptację „Olivera Twista”. Zeszyt „Classics Illustrated” #23 1 pochodzi z jednej z wydawanych wtedy serii, które, w latach, gdy komiks zaczynał swoją karierę w Ameryce i na całym świecie, miały ułatwiać młodym ludziom lub tym słabiej wykształconym i niewprawnym w lekturze zapoznanie się z fabułami arcydzieł literatury światowej. Inicjatywa potępiana przez przeciwników nowego medium, ich zdaniem trywializującego głębię literatury i zastępującego wielką prozę średniej jakości obrazkami i infantylnym dialogiem, była jednak popularna. Dość powiedzieć, że „Oliver Twist” na przestrzeni pięciu lat doczekał się czterech wydań, a fakt, że jakiś numer „Classics Illustrated” (serii wydawanej od 1941 roku) trafił w ręce członka holenderskiego ruchu oporu nie jest nieprawdopodobny. Ma jednak niewątpliwe znaczenie, że zeszytem zagubionym na kartach tej historii jest właśnie Oliver Twist, a konkretnie jego komiksowa adaptacja. Klasyczna powieść Dickensa stanowi bowiem ważne nawiązanie, gdy proponowana przez twórców wojenna fabuła wokół analogicznych kwestii ma się kształtować. Brytyjska powieść sprzed stu lat wkomponowana w ramy kilkudziesięciostronicowego zeszytu wskazuje już na początku główne problemy, z jakimi mierzyć się będą Tuur, jego przyjaciel Lambert i Maartje, dziewczynka, która zjawi się w ich wiosce: poznawania siebie nawzajem, określania wartości, które rządzić mają ich światem, dokonywania moralnych wyborów, które zaważą na biografii całej trójki. Dojrzewanie w Londynie pierwszej połowy XIX stulecia staje się tu matrycą dla losu młodego chłopaka (to Tuur zabierze komiks do domu) i jego rozstrzygnięć o tym, co słuszne, co ważne – w wymiarze osobistym i wspólnotowym, w kontekście zmagań jego narodu z niemieckim najeźdźcą. W świecie, w którym rodzice nie rozmawiają z dziećmi, bojąc się ich niedyskrecji, samodzielnie zdobywana wszelkimi możliwymi sposobami wiedza staje się fundamentem dla budowanego przez niezwykle samodzielnych w tym względzie młodych ludzi światopoglądu oraz określenia, jak mają się relacje przyjaźni do ideowych wyborów, które oferuje współczesność.

Dzisiejsze kino, zwłaszcza w swej popularnej wersji, stanowi niewątpliwie jedno z głównych źródeł wyjaśniających świat młodemu człowiekowi. Trywialne już dziś zestawienie legionu superbohaterów wszelkiej maści (od Jamesa Bonda, przez Harry’ego Pottera aż po nowego Kapitana Amerykę z jednej i Johna Snowa z drugiej strony) do herosów i bogów zaludniających starożytne mitologie nie traci na znaczeniu, jeśli uznać, że historie budowane wokół tych postaci dają wielu osobom szanse na wyjaśnianie mechanizmów, jakimi rządzi się świat. Pisał o tym na początku stulecia Wojciech Józef Burszta, łącząc zresztą już wtedy kwestię tożsamości i uczuć patriotycznych z obiegiem popularnym kultury.

Nie zapominajmy jednak o jednym jeszcze aktorze na scenie, która zwie się „przestrzenią patriotyzmu” – dzisiejszej kulturze popularnej. Zwykle lekceważy się ten aspekt zagadnienia. Niesłusznie. Tutaj, jak w soczewce, dostrzec można procesy, jakim podlegają również patriotyczne identyfikacje. Nazwałbym je ich komodyfikacją. Jak zwykle modelowym przykładem są Stany Zjednoczone. (…) Jeżeli zważymy, że głównym spoiwem kultury amerykańskiej jest kultura popularna, do której każdy z imigrantów mniej lub bardziej ochoczo, ale jednak się ́ akulturuje, łatwiej zrozumieć ów – z naszej perspektywy – kanibalizm kultury popularnej, pożerającej święty teren zarezerwowany w państwach narodowych dla patriotycznej kultury wyższej 2.

Wyrażona przez badacza niechęć wobec zjawisk zainteresowania rynku, by stymulować (dla zysku, rzecz jasna) patriotyczne zainteresowania konsumentów kultury, dziś,  w świecie, w którym filmowe wcielenia Kapitana Ameryki opracowuje się tak, by były popularne wszędzie, nie tylko w Ameryce, wydaje się już być głosem wołającego na puszczy. Wydaje się też, że obecnie treści wychowania łączone z tym, co Burszta wydziela jako „wyższą patriotyczną kulturę”, wspomagane być powinny przez wychwytywanie i wykorzystywanie w procesie edukacji właśnie motywów obecnych w tejże „kulturze popularnej” a nawiązujących do konkretnych wartości związanych z patriotyzmem: więzi z własną ziemią, przywiązania do tradycji, oddania dla współplemieńców, przekonania o wadze narodowej wspólnoty, ważności oddzielenia, przekonania o wartości swojej nacji od deprecjacji innych narodów. Wartości te były bowiem od zawsze tematem fantazyjnych kombinacji, a ich nośnikiem stawała się baśń, legenda – przekazywana z ust do ust, z czasem nabierająca często literackiej formy…

Głęboki związek z własną ziemią wyrażają w swoich słowach i zachowaniach postaci licznych opowieści fantastycznych (za przykład niech posłuży popularna wciąż bohaterka ze studia Disneya Pocahontas), ale też w tych realistycznych, co widać w „Sekretach wojny” przy ich dużo mniej idealizującej świat konwencji. Podobnie jak w wielu baśniach, w tym filmie kluczowe znaczenie ma perspektywa doświadczenia Innego i zrozumienia, że obcość i bliskość są relacjami, które człowiek kształtować powinien samodzielnie, a zgoda na ich narzucenie z zewnątrz prowadzi do często fatalnych konsekwencji. W procesie mapowania swych światów wchodzący dopiero w dorosłość chłopcy z małej holenderskiej wioski stoją przed trudnym zadaniem utrzymania wiary w rzeczywistość, w której wyznawane przez nich wartości wolności, niezależności i oddania swoim bliskim mają szansę przetrwać każdą próbę, na jaką wystawi ich świat. Także „Fantastyczne zwierzęta. Zbrodnie Grindelwalda” (już w drugiej połowie listopada pokazy wzbogacone o prelekcję dostępne będą w Akademii Filmowej Multikina) realizują się jako głos w tej dyskusji, podkreślając w obrębie świata wykreowanego przez J. K. Rowling wagę wątku niegasnącej antypatii między częścią świata czarodziejskiego a tak zwanymi mugolami, czyli pozbawioną talentów czarodziejskich częścią ludzkości.

Odstający od wszystkich Newt Scamander ucieleśnia ideę otwartości i zgody na budowanie relacji z tym, co inne – czy będzie to jedna z fantastycznych bestii z jego walizki, czy też Jacob, którego związek z czarodziejką Queenie serdecznie popiera. Magia świata stworzonego przez Rowling nie zakłada bowiem związku z szeroko pojmowaną duchowością, wręcz przeciwnie – postawa Grindelwalda ukazuje, że również czarodzieje potrafią być w okrutny sposób racjonalni i „dla większego dobra” czyścić świat z elementów w nim, z ich perspektywy, niepożądanych. To z całą pewnością ważny i najświeższy głos w dyskusji o granicach, które, jako reprezentanci społeczeństw i państw nowoczesnych, chcemy wokół siebie wznosić, lub których szczelność jest dla nas gwarantem poczucia bezpieczeństwa.

Tak określane granice w ciekawy sposób nakładają się na rozróżnienia między tym, co pierwotne, a tym, co wtórne, w obrębie zmieniającej się (tak dla jednostek, jak i dla społeczeństw) rzeczywistości. Jak pisał Andrzej Mencwel: „Pierwotne  są bez wątpienia rodzina, mowa i wspólnota, a wtórne władza, pismo i państwo. Pierwotne są również doświadczenie świętości, duchowości i całości, wtórna – racjonalizacja, materializacja i fragmentaryzacja” 3. Ten rozdział, jeśli przyłożyć go do filmów prezentowanych w ramach listopadowych seansów, znakomicie pozwala określić aksjologię światów przedstawionych w tych opowieściach. Bohaterowie opowieści o dojrzewaniu, tych mniej i bardziej baśniowych, podobnie jak uczący się rozróżniać dobro od zła u boku „Olivera Twista” Tuur, są ucieleśnieniami głęboko humanistycznej idei ludzkiego zakorzenienia we własnej przestrzeni i wskazują na szanse zbudowania spójnego i wyczerpującego świata wartości. Pewna niegotowość człowieka na kontakt z tym, co inne i nie do końca zrozumiałe (czy jest to bohater baśni konfrontujący się z tym, co niesamowite i przekraczające granice jego pojmowania, czy nieporadny czarodziej naprzeciw potęgi złego maga obdarzonego wielką mocą) łączy się tu z dobrocią, empatią i pozwala wykorzystać jako ważny motyw podczas fabuł o określeniu granicy, której żadna zbiorowość przekraczać nie powinna, a którą najlepiej opisuje przerażone spojrzenie Tuura w scenie na torach, kiedy to drobna rączka wyrzuca przez szczelinę w bydlęcym wagonie pluszowego misia.

Związki wężej czy szerzej rozumianej kultury popularnej z dominującymi trendami światopoglądowymi współczesnej kultury są sprawą złożoną, ale każde dzieło sztuki: czy to animacje baśni i legend, czy adresowany do młodego widza film o dzieciństwie spędzanym na okupowanej przez hitlerowców holenderskiej prowincji, czy najnowsza odsłona filmowych przygód czarodziejów z uniwersum Harry’ego Pottera, daje szansę, by o (rozmaitych) regułach tworzenia wspólnoty i odcieniach zaangażowania w jej życie mówić, pokazując jak kwestie kształtowania się osobowości na tle przemian historycznych w filmach o dorastaniu  łączą się z przepracowaniem motywów o dominacji szczególnie uzdolnionych jednostek nad pobratymcami uznawanymi arbitralnie za gorszych.

Mama Tuura dość szybko w toku akcji filmu „Sekrety wojny” spali komiksową wersję „Olivera Twista” w domowym piecyku, bojąc się, że komiks mógłby stanowić dowód ich kontaktów z podejrzanymi przez władze osobami. Dla każdego miłośnika komiksów palenie zeszytu może mieć jeszcze jedno znaczenie – chęć podkreślenia przez dorosłych wagi „kanonicznych wersji”, oficjalnych źródeł, z których czerpać powinni wiedzę młodzi ludzie. Wydaje się  jednak, że droga, która przebywają bohaterowie czy „Sekretów wojny”, czy „Zbrodni Grindelwalda” dowartościowuje właśnie te mniej kanoniczne, a bliższe wrażliwości młodego widza, produkcje, pozwalające mu razem z bohaterami odkrywać prawdy o rzeczywistości i wyrażać lub negować akces do świata, w którym serdeczność i poszanowanie bliźniego są najsolidniejszym fundamentem rodziny oraz wspólnoty, a także tworzonych wokół nich idei nacji i państwa, którego będą się mogli czuć integralną częścią.

Marcin Jauksz


1 Numer ten został wykorzystany przez twórców niezgodnie z chronologią (pierwsze wydanie ten konkretny numer miał w czerwcu 1945 roku, a więc już po zakończeniu wojny, a prezentowane na ekranie wydanie pochodzi z czasu jeszcze późniejszego - z przełomu lat czterdziestych i pięćdziesiątych) jednak jego obecność w filmowej przestrzeni ma niebagatelne, symboliczne znaczenie, unieważniające, wydaje się, historyczny brak precyzji scenografów.

2 W. J. Burszta, Trudna cnota patriotyzmu, „Czas Kultury” 2003, nr 5, s. 28-29.

A. Mencwel, Wyobraźnia antropologiczna. Próby i studia, Warszawa: Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego 2006, s. 23-24.

Komentarze

Dodaj swój komentarz do Koniec niewinności

Aby dodać komentarz, zaloguj się lub zarejestruj.

komentarze|0

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.