Recenzje

„Kingsman: złoty krąg”: Nienaganne maniery [RECENZJA]

Zabójczo elegancki film uszyty na miarę.

Kuloodporne parasole, walizki-karabiny i garnitury od najlepszych krawców. Kingsmani wracają w kontynuacji uszytej na miarę i dopasowanej idealnie do konwencji.

„Kingsman: tajne służby” Matthew Vaughna z 2014 roku był iskrą, która zapoczątkowała rewolucję w kinie szpiegowskim. Scenariuszowa powaga i poszatkowany montaż towarzyszący dotąd przygodom chociażby takiego Jasona Bourne’a uległy modzie na brytyjski klimat retro. Po „Tajnych służbach” dosłownie powróciły lata sześćdziesiąte, gdy zanurzyliśmy się w szalony świat CIA i KGB współpracujących pod „Kryptonimem U.N.C.L.E.”, zaś później sam Bond, James Bond w „Spectre” nawiązywał do swoich najwcześniejszych przygód. Ależ wpływowi są ci nasi Kingsmani! A teraz przed serią rysuje się świetlana przyszłość za sprawą bardzo udanego sequela .

Niestety ta świetlana przyszłość z początku rysuje się ciemnymi barwami. Tajemnicza organizacja „Złoty Krąg” uderza w samo serce Kingsmana. Ciężkie straty zmuszają Eggsy’ego i Merlina (Taron Egerton i Martk Strong) do szukania pomocy na zewnątrz. Tak trafiają do Statesmana (wśród nich Jeff Bridges, Channing Tatum, Halle Berry i Pedro Pascal – niezła ekipa!) i przy okazji odnajdują dawno niewidzianego sprzymierzeńca...

Plakaty i zwiastuny skutecznie popsuły niespodziankę, ale i tak nie mam zamiaru wyjaśniać, o kogo chodzi. Wielbiciele „Tajnych służb” będą jednak ukontentowani i to zarówno w kwestii fabuły, jak i stylu. „Złoty Krąg” to wciąż wybuchowa, niegrzeczna i miejscami sprośna szpiegowska komedia akcji. Aczkolwiek przyznam, że na montażowym stole mogło zostać nieco więcej materiału. Całość trwa niemal dwie i pół godziny, i – cóż – miejscami się dłuży. Ale to już przypadłość wielu współczesnych blockbusterów. W nowym filmie Matthew Vaughna mamy na szczęście miły dodatek w postaci Eltona Johna grającego wyjątkowo wulgarnego Eltona Johna brzdąkającego za karę na pianinie.

„Kingsman: Złoty Krąg” jest tym dla „Tajnych służb”, czym „John Wick 2” był dla „Johna Wicka”. Sequel rozszerza uniwersum i zaznajamia widza z fascynującym światem tajnych agencji. Możliwości są nieograniczone – po „Złotym Kręgu” trzecia część wydaje się nieunikniona. Więcej, sama organizacja Statesman aż prosi się o osobny film, więc oprócz kontynuacji możemy spodziewać się także historii pobocznych. Czy nam się to podoba, czy nie, to kino XXI wieku polega na franczyzach i budowaniu wieloodcinkowych serii filmów.

Mam jednakże nadzieję, że przy okazji trzeciej części autorzy wywietrzą nieco biuro Kingsmana, bowiem powoli robi się tam zaduch. Ale cóż, jeśli za ilością ma stać jakość, to szczerze mówiąc nie mam nic przeciwko odgrzewaniu co jakiś czas tego samego kotleta. W końcu i tak w smakowitym kinowym hamburgerze najbardziej liczą się dodatki. Tutaj mrugam okiem do tych, którzy „Złoty Krag” już widzieli. Pamiętacie? To było obrzydliwie zabawne, prawda?

Zapinam marynarkę, nakładam okulary i sięgam po melonik, biorę parasol, teczkę i wybieram się na ponowny seans. Nie no, żartuję. Choć na ekranie dominują szyk i styl, to na sali kinowej obowiązuje ubiór dowolny. „Kingsman: Złoty Krąg” to elegancki sequel uszyty na miarę, którego twórcy wykazali się nienagannymi manierami podczas realizacji tego wybuchowego blockbustera pełnego humoru i akcji.

Ocena: 7/10

Johna Denvera śpiewał razem z Merlinem
Piotr Olczyk

Kingsman: Złoty krąg

Akcja Komedia Od lat: 15 141 min

Więcej o filmie
Komentarze

Dodaj swój komentarz do „Kingsman: złoty krąg”: Nienaganne maniery [RECENZJA]

Aby dodać komentarz, zaloguj się lub zarejestruj.

komentarze|0

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.