Recenzje

KAMERDYNER | 43. PFFF w Gdyni

Recenzja festiwalowa

Kto by pomyślał, że zatęsknię za epickim polskim kinem historycznym? Ostatnimi laty wysokobudżetowe superprodukcje kojarzą mi się tylko z nie do końca udanymi produkcjami takimi jak „1920 Bitwa Warszawska”. Tymczasem Filip Bajon po kilku kameralnych projektach zaprezentował w Gdyni swojego „Kamerdynera”, który zaiste nienagannie służył publiczności spragnionej burzliwej historii rozpisanej całe dekady.

Nie będę rozpisywał się na temat fabuły, bowiem cechą szczególną tej filmowej epopei są mnogość wątków i kilkadziesiąt lat skompresowanych do niespełna dwuipółgodzinnego seansu. Akira Kurosawa miał swoją „Sierpniową…”, a Filip Bajon stworzył „Pomorską rapsodię”, w której życie bękarta Mateusza (Sebastian Fabijański) splata się z losami Polski od 1900 do 1945 roku. Od samego początku wiemy, że mamy do czynienia z kinem epickim. Przepiękne zdjęcia Łukasza Gutta ukazują nam panoramę Pomorza, zaś kamera zwiewnie, niczym piórko, fotografuje ziemie rodziny von Kraussów. Swoją drogą kto wie, czy te wszystkie imponujące ujęcia nie są wprawką Gutta przed pracą nad „Broad Peak”. Po „Kamerdynerze” nie mogę doczekać się efektów operatorskiej pracy w ekstremalnych warunkach!

Sami von Kraussowie mają coś w sobie z von Essenbecków ze „Zmierzchu bogów” Viscontiego. U Bajona niemiecka polityka także zżera od środka i tak mocno nadpsutą familię, której przewodzi hrabia Hermann von Krauss. Adam Woronowicz już dawno nie grał tak skorumpowanej postaci. Nie cierpimy tego gościa, choć czujemy do niego pewien rodzaj szacunku. Po przeciwnej stronie stoi hrabina Gerda von Krauss, która w interpretacji Anny Radwan stoi na straży zwykłej ludzkiej życzliwości. Cierpliwa i wyrozumiała matka Marity (Marianna Zydek) i Kurta (Marcel Sabat) przygarnia pod swój dach Mateusza, choć dobrze wie, że chłopak jest owocem związku jej męża z pokojówką. Więcej – do pewnego stopnia tolerują nawet rodzące się uczucie między Matim a Maritą.

Von Kraussowie są niezwykle interesującą częścią nowego filmu Bajona, a przecież „Kamerdyner” to także – a może i przede wszystkim – obraz patriotyzmu Kaszubów reprezentowany głównie przez Bazylego Miotke. To chyba jedna z najlepszych kreacji Janusza Gajosa. Perfekcyjnie oddane pasja, miłość do Kaszubów i Polski, świetny humor, niesamowite wyczucie języka (Miotke rozumie niemiecki i polski, ale do swoich rozmówców przemawia w swoim dialekcie). Jeśli pan Gajos nie wyjedzie z Gdyni z nagrodą, to będę bardzo zdziwiony. Skoro Kaszuby, skoro II wojna światowa, to nie mogło niestety zabraknąć wątku zbrodni w Piaśnicach. Okrutny mord w imię chorej nazistowskiej ideologii jest punktem kulminacyjnym „Kamerdynera” i momentem, podczas którego niejeden widz uroni łzę nad losem tysięcy niewinnych istnień.

Setki statystów, widowiskowe sekwencje bitewne, kostiumowy przepych, szerokie plany. „Kamerdyner” Filipa Bajona to historyczna epopeja, w której ambicje kina autorskiego spotykają się z ze wszystkimi zaletami kina popularnego. Kompromisów jest niewiele, a jeśli miałbym cokolwiek uznać za wadę, to z pewnością byłby nią swego rodzaju chłód bijący z ekranu. Ale „Kamerdynera” nie mamy przeżywać, tylko przede wszystkim podziwiać – i tutaj całość jest wypolerowana na błysk.

Ocena: 7/10

Kamerdyner

Kamerdyner

Dramat historyczny Od lat: 15 147 min

Więcej o filmie
Komentarze

Dodaj swój komentarz do KAMERDYNER | 43. PFFF w Gdyni

Aby dodać komentarz, zaloguj się lub zarejestruj.

komentarze|0

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.