Recenzje

„Han Solo: Gwiezdne wojny – historie” [RECENZJA]

Hej, Sokole!

Han Solo. Gwiezdne wojny – historie” to wszystko, co chcielibyśmy wiedzieć o przeszłości najbardziej znanego przemytnika w galaktyce – pytanie brzmi, czy tego właśnie było nam najbardziej trzeba.

Han Solo w interpretacji Harrisona Forda na stałe zapisał się do panteonu najbardziej charakterystycznych postaci kina rozrywkowego. Szmugler o złotym sercu, szlachetny rzezimieszek, który zawsze strzela pierwszy i – finalnie – bohater Rebelii. Gwiezdny przemytnik na naszych oczach zmienił się z samolubnego zawadiaki w altruistycznego herosa. Sam Ford był, delikatnie mówiąc, zirytowany ugrzecznieniem swojej postaci. Zabiegał o uśmiercenie Solo już w „Powrocie Jedi” z 1983, ale stało się to dopiero w „Przebudzeniu Mocy” (2015). Nie oznacza to jednak, że na zawsze pożegnaliśmy się z pilotem Sokoła Millenium.

Jeśli kiedykolwiek interesowało was, w jaki sposób Han Solo poznał Chewbaccę, jak zdobył swój kultowy statek, co właściwie zdarzyło się podczas wyprawy na Kessel albo w jakich okolicznościach zaznajomił się z Lando Calrissianem, to wtedy „Han Solo: Gwiezdne wojny – historie” jest filmem dla Was. Jeśli o mnie chodzi, to zawsze uważałem, że ikoniczne postacie popkultury dobrze czują się z przeszłością owianą mgiełką tajemnicy. Joker, Anton Chigurh czy Han Solo właśnie – o wiele bardziej interesują mnie dalsze losy tych dżentelmenów, niż ich młodzieńcze przeżycia. Jednak zdaję sobie sprawę z tego, że wielu widzów mimo wszystko chciałoby poznać genezę swoich ulubionych bohaterów. A najnowsze „gwiezdne wojny” zadowolą nawet tych najbardziej ciekawskich fanów.

Początki Hana Solo to świetne przygodowe kino science-fiction czerpiące garściami z pierwszych części cyklu. Jeśli „Ostatni Jedi” był niejako dekonstrukcją serii, to perypetie kosmicznego szmuglera wracają do korzeni gwiezdnej sagi prezentując nam solidną rozrywkę, acz pozbawioną niespodzianek. Film Rona Howarda jest bezpiecznym widowiskiem, które nie szokuje i nie wywraca niczego do góry nogami. Kto wie, może byłoby zupełnie odwrotnie, gdyby Phil Lord i Chris Miller nie zostali odsunięci przez Lucasfilm. W ich reżyserii „Han Solo…” zapowiadał się na anarchiczną komedię osadzoną w odległej galaktyce. Tymczasem po obszernych dokrętkach nadzorowanych przez Howarda całość wyrasta na emocjonującą, ale pozbawioną pazura gwiezdną przygodę odhaczającą kolejne punkty z résumé Hana Solo.

Być może tego właśnie było widzom trzeba. Odważny „Ostatni Jedi” był wychwalany przez krytyków i ganiony przez publiczność. Klasyczny „Han Solo…” zbiera świetne opinie fanów zachwyconych powrotem do łotrzykowskiego stylu pierwszej trylogii George’a Lucasa. Nie zaprzeczę: oglądanie na wielkim ekranie szalonej ucieczki z Kessel zapierało dech w piersiach.

Dobrze wypadają też aktorzy. Doland Glover obdarza swojego Lando Calrissiana ogromnymi pokładami charyzmy, których pozazdrościć mógłby mu sam Billy Dee Williams. No i Han Solo, czyli Alden Ehrenreich. Biedak miał do wykonania zadanie niemożliwe, ale wyszedł z niego obronną ręką. Nie wchodzi w buty Harrisona Forda, nie powtarza zbyt wielu gestów i manieryzmów, tylko tworzy własną postać i chwała mu za to, że nie jest tylko pacynką z blasterem.

„Han Solo: Gwiezdne wojny – historie” bez większych emocji odpowiada na wszystkie pytania wielbicieli serii. Gładko przedstawia nam początki kariery zawadiackiego przemytnika, zostawia sobie furtkę do ewentualnej kontynuacji i pobudza wyobraźnię fanów jednym naprawdę kosmicznym gościnnym występem (jakim cudem ON tu jest?!). To porządne widowisko i godny element sagi, aczkolwiek Mocy tu nie uświadczymy.

Razem z Hanem trasę na Kessel w 12 parseków pokonał
Piotr Olczyk

Ocena: 7/10.

Han Solo. Gwiezdne wojny – historie

Familijny Przygodowy Science-Fiction Od lat: 7 135 min

Więcej o filmie ZAREZERWUJ/KUP BILET
Komentarze

Dodaj swój komentarz do „Han Solo: Gwiezdne wojny – historie” [RECENZJA]

Aby dodać komentarz, zaloguj się lub zarejestruj.

komentarze|0

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.