Newsy

Groźne kobiety i kilka innych niebezpieczeństw w polskich kryminałach

Potrafią być niebezpieczniejsze niż mężczyźni. Od czasu „Nikity” chyba nikt w to nie wątpi, choć mizogini węszyliby już w czasach pierwszych ludzi. Polski kryminał ostatnich miesięcy pokazuje jednak cały arsenał niebezpieczeństw, czyhających na Kowalskiego.

Z kinem gatunkowym bywało w ostatnich latach różnie. „Wiedźmin” jako rodzima próba kina fantasy przerodził się w autoparodię. „Hiena” – namiastka horroru ulokowała się w gronie nieklasyfikowalnego jakościowo hummusu spod znaku „Wilczycy”. Mroczne karty polskiej kinematografii wypełniła „Kac Wawa” – siermiężna próba zaszczepienia na polski grunt kumpelskiej komedii bez trzymanki.

Ale nie pomstujmy. Mieliśmy przecież „Psy”, mieliśmy Machulskiego, mieliśmy Jerzego Łukaszewicza, którego niezapomniany dyptyk o diable Piszczałce jest być może najlepszym przykładem udanego suspensu w polskiej kinematografii. Mieliśmy w końcu Lubaszenkę, którego przaśne quasi-gangsterskie komedyjki trzymały – przyznacie sami, do czasu –  fason.

No i mamy nagle wysyp polskich kryminałów. Porzućmy ironię, to są naprawdę klasowe rzeczy!  

Pomijając filmy Smarzowskiego, być może najważniejszego obecnie polskiego reżysera, którego twórczość jest fenomenem samym w sobie (a ma przecież na koncie „Dom zły” i „Drogówkę”), jaskółką wiosny było zeszłoroczne „Ziarno prawdy”, adaptacja popularnej prozy Zygmunta Miłoszewskiego. Niezwykle udana adaptacja. Pobrzmiewają tam trochę skandynawskie nuty, Więckiewicz jest zimny jak góra lodowa i podobnie jak ona skrywający pod gładką powierzchnią prawdziwy ciężar gatunkowy. Stylowe zdjęcia, rasowy klimacik, świetne dialogi i potoczysta historia – czegóż chcieć więcej?

Potem już poszło. Równo rok temu pojawił się w kinach „Czerwony pająk” – długo wyczekiwana produkcja Marcina Koszałki z Adamem Woronowiczem i Filipem Pławiakiem, którego wtedy jeszcze nikt nie znał, a dziś znają go wszyscy. Ponura historia relacji mistrz-uczeń w wersji polish psycho poprowadzona jest w medytacyjnym tempie, a mimo to potrafi ścisnąć za grdykę. Nie wszystkim się to podobało, ale nie można odmówić filmowi ambicji i zasług. Jest oryginalny, świeży i przełamujący gatunkowe schematy.

Podobnie zresztą jak „Jestem mordercą” – historia zanurzona w głębokim PRL-u z równym zainteresowaniem przyglądająca się śledztwu jak i motywacjom głównych bohaterów. Maciejowi Pieprzycy („Chce się żyć”) udała się rzecz nieoczywista jak na realia gatunku – potrafił w umiejętny sposób położyć akcent na widoczne, ale i ukryte namiętności tych, którzy powinni kierować się literą prawa i być ramieniem sprawiedliwości. 

„Prosta historia o morderstwie” to znów popis Pławiaka, ale i Jakubika, genialnego odtwórcy roli podejrzanego w „Jestem mordercą”, który tym razem stanął po drugiej stronie kamery. Wyreżyserowany przez niego film opowiada o śledztwie w optyce policyjnej rodziny. Znów oglądamy film z ambicjami, ale nie z ich przerostem. Duża w tym zasługa kapitalnej obsady, zwłaszcza Kingi Preis i Andrzeja Chyry.

Mamy też nasz własny „Kod da Vinci”. Wszak „Sługi boże” mają wszelkie predyspozycje by zawładnąć umysłami wiernych i wierzących. Głownie w teorie spiskowe, tajne zakony i wielowiekowe tajemnice, ale i sam Bóg otrzymuje tu należne sobie miejsce w gronie ludzkich (de)motywatorów. Znów Woronowicz w świetnej formie oraz – wybaczcie niedyskrecję – dawno niewidziana Małgorzata Foremniak w stroju Ewy, co niekoniecznie jest jej największym atutem.

Last but not least – była mowa o jaskółkach, ale nie wspomniałem przy tej okazji o kultowym w pewnych kręgach „Pitbullu”. Od roli Despera, charyzmatycznego śledczego, rozpoczęła się wielka kariera Marcina Dorocińskiego. Jego następcą jest Majami; w tej roli macho ery hipsterów, Piotr Stramowski. Patryk Vega poszedł za ciosem i jesteśmy właśnie świadkami zasłużonej rynkowej konsumpcji najbardziej kasowej trylogii w polskim kinie od czasu „Potopu”. Amerykanie mają swojego Brudnego Harry’ego. U nas króluje on – brodacz z gnatem przy pasku i kaloryferem nad rozporkiem. Uwodzący i uwodzony przez, jakby nie patrzeć, „Niebezpieczne kobiety”.

Pitbull. Niebezpieczne kobiety

Pitbull. Niebezpieczne kobiety

Sensacyjny Od lat: 15 135 min

Więcej o filmie
Prosta historia o morderstwie

Prosta historia o morderstwie

Thriller Kryminał Od lat: 15 89 min

Więcej o filmie
Jestem mordercą

Jestem mordercą

Thriller Od lat: 15 112 min

Więcej o filmie
Komentarze

Dodaj swój komentarz do Groźne kobiety i kilka innych niebezpieczeństw w polskich kryminałach

Aby dodać komentarz, zaloguj się lub zarejestruj.

komentarze|0

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

adam

adam

11.11.2016, 09:11:17

Żenujący pod względem stylistycznym opis filmów. No i ten idiotyczny wpis o mizoginach i niebezpiecznych kobietach.