Newsy

"Don Jon": (arcy)komedia romantyczna

Zasady dobrego kina: oryginalny pomysł, postaci, za którymi chcemy iść, dramaturgia. Gordon-Levitt udowodnił, że zna je wyśmienicie.

Swoją premierę „Don Jon" miał na Sundance, gdzie zgadnąć, co będzie grane w danym kinie, można bez zaglądania do rozpiski.

Jeśli dziesiątki osób mimo nocnego szaleństwa - i nie mam tu na myśli nazwy sekcji festiwalowej - ustawiły się przed budynkiem na mrozie w kolejce tuż po 8.00, wiadomo, że będzie grane albo coś bardzo dobrego, albo bardzo głośnego, albo przynajmniej coś z wielkimi hollywoodzkimi gwiazdami, których nie zobaczycie w większości pokazywanych na Sundance indie-filmów. W przypadku "Don Jon" - debiutu reżyserskiego i scenopisarskiego Josepha Gordona-Levitta - prawdziwe okazały się wszystkie trzy.

Zakończone sukcesem przejście aktora sprzed za kamerę zdarza się nieczęsto. Ostatnio nieźle poradziła sobie z tym Sarah Polley. Jej pokazywane w Wenecji (a w ramach powtórki także tu w Park City) "Stories We Tell" podbiło serca widowni na Lido. Sama jestem wielką fanką tamtego filmu i do wczoraj byłam w stanie utrzymywać, że Polley to najlepszy transfer sprzed kamery na reżyserskie krzesło od co najmniej dekady.

Niestety i na szczęście: u steru "Don Jon" Gordon-Levitt jest skuteczniejszy niż najlepszej klasy looper.

Błyskotliwy jest już sam punkt wyjścia tego filmu. Za cel nowo upieczony scenarzysta i reżyser postawił sobie pokazanie, że pornografia wypacza nasze myślenie o seksie i miłości w równym stopniu, co...hollywoodzkie komedie romantyczne. Jego bohater, tytułowy Jon, zwany Donem ksywkę zawdzięcza najsłynniejszemu uwodzicielowi w historii. Barman, podrywacz, praktykujący katolik i family-guy (co niedziela stawia się obowiązkowo na obiedzie u rodziców - w roli ojca genialny Tony Danza), fan siłowni i kobiet, ale nade wszystko: dostępnych online filmów erotycznych. Dziewczyny podrywa na pęczki, ale seks z nimi nie jest mu w stanie przynieść nawet fragmentu satysfakcji, którą daje mu oglądanie porno w sieci.

Na drodze Jona Gordon-Levitt stawia Barbarę (świetna Scarlett Johansson ) - w wymyślonej przez niego i jego kolegów skali (na ocenę składają się wielkość biustu, pupy, kolor włosów, seksapil, etc.) - 10-tkę. Urodzie Barbary dorównuje jednak - co służy rzecz jasna dramaturgii filmu - jej pruderia. No - pruderia w wydaniu a'la wiek XXI. Dziewczyna nie trzyma Jona zupełnie na dystans, ale też nie wpuszcza go do łóżka tak długo, aż ten nie spełni wszystkich wymagań, które- i tu zaczyna się prawdziwa frajda - chłonęła podczas długich godzin spędzonych z wyimaginowanymi idealnymi kochankami hollywoodzkich filmów.

Jon myli seks z masturbacją, Barbara - realny świat z fikcją.

Gordon-Levitt charakteryzując postaci świetnie zadbał o szczegóły. W sypialni Barbary - niepoprawnej romkom-ćpunki widzimy plakat "Titanica" . Z kolei Jon, przedmiotowo traktujący nie tylko kobiety, ale właściwie całe otoczenie, kompulsywnie sprząta swoje mieszkanie - świat musi wyglądać przecież dokładnie tak, jak on tego oczekuje.

"Don Jon" nie unosi się, w przeciwieństwie do poruszającego poniekąd ten sam problem - uzależnienia od internetowej pornografii - "Wstydu" - jak film Steve'a McQueena, ponad problemy bohaterów, nie stawia szerszej diagnozy. Ale to wcale nie zarzut. To kino zupełnie innej wagi, przede wszystkim dlatego, że Gordon-Levitt decyduje się na kompletnie inne ramy gatunkowe - opowiada swoją historię z dowcipem. Jon to też kompletnie inny niż Brandon rodzaj bohatera - prosty chłopak z New Jersey.

I na tym zresztą polega siła tego filmu. Podczas wywiadu Joseph Gordon-Levitt powiedział mi, że chciał zrobić obraz dla jak najszerszej widowni, taki, który nikogo nie wyklucza. Co odróżnia to, jak zabrał się do robienia popularnego kina on, od tego, jak zabierają się za to zazwyczaj spece w Hollywood, to założenie, że zarówno wyedukowany bywalec festiwalowy jak i wielbiciel popcornu, okazjonalnie stający się widzem nie znosi być traktowany jak debil. Zasady dobrego kina są przecież naprawdę jednakowe i dla filmów z najwyższej półki i tych, które ogląda się po prostu dla rozrywki: oryginalny pomysł, postaci, za którymi chcemy iść, dramaturgia. Gordon-Levitt udowodnił, że zna je wyśmienicie. Nikt nie rozpoznałby, że "Don Jon" to film stającego pierwszy raz za kamerą twórcy.

Gdy dodać do tego, że szyki Barbary i Jona plącze tu w drugiej części filmu postać (rewelacyjnie!) grana przez Julianne Moore ... Cóż - warto było nie kłaść się i byłoby warto stać na mroźnym powietrzu Park City w kolejce nawet i drugą godzinę.


[Karolina Pasternak]

Recenzja ze Stopklatki

Obrazek - wiecej na Stopklatka_ikonka.png

Don Jon

Don Jon

Komedia Od lat: 15 91 min

Więcej o filmie
Komentarze

Dodaj swój komentarz do "Don Jon": (arcy)komedia romantyczna

Aby dodać komentarz, zaloguj się lub zarejestruj.

komentarze|0

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Piotr

Piotr

21.04.2019, 17:02:09

fjny fil

ggg

ggg

01.01.2014, 14:12:48

Film bardzo dobry, z przesłaniem, psychologiczny, miło się ogląda.

Antoni

Antoni

22.11.2013, 11:28:35

Beznadziejna recenzja

gizmo

gizmo

17.11.2013, 09:30:58

Totalna porażka . Gdzie tu głębia . Nie wmawiajcie , że jest to przeobrażenie sexocholika i ćpunki . Gdzie początek , fabuła i zakończenie