Recenzje

„Doktor Sen” [RECENZJA]

Ciągła praca, brak zabawy: nudzą Dana takie sprawy...

Miło nam znowu gościć Was w hotelu Panorama! Zmieniło się tu niewiele. Owszem, miejsce od dawna jest zamknięte, ale wszyscy starzy bywalcy wciąż tu są i czekają, by poznać nowych gości! Po korytarzach przechadzają się bliźniaczki, w hotelowej restauracji nieustannie trwa bal, a w pokoju numer 237 jak zawsze czeka pewna dama, której urokowi bardzo trudno się oprzeć. To co, jesteście gotowi na ponowne odwiedziny?

„Doktor Sen” już na samym początku wyciąga nostalgicznego asa z rękawa. Całość rozpoczyna się od stareńkiej czołówki Warner Bros., której przygrywa kultowy motyw muzyczny z „Lśnienia” Stanleya Kubricka. Ponownie spotykamy się z młodziutkim Dannym Torrancem, który po ucieczce z Panoramy zamieszkał wraz z matką na Florydzie. Mroczne siły hotelu tu nie sięgają, ale do nowego miejsca przywędrowały wraz z chłopcem tamtejsze koszmary. Przeszłość potrafi zatruć życie na zawsze. Wiele lat później dorosły Dan jest wrakiem człowieka. Szprycuje się narkotykami i zalewa swoje smutki galonami whisky. Wszystko po to, by wytłumić swoje lśnienie, dosłownie sprowadzające mu na głowę duchy przeszłości. Ale wtedy pojawia się nowe, namacalne zagrożenie – istoty żywiące się ludźmi posiadającymi paranormalne zdolności. Dan, chcąc nie chcąc, musi ponownie zmierzyć się z upiorami hotelu Panorama.

Nie zazdroszczę Mike’owi Flanaganowi. Facet dostał arcytrudne zadanie: jednocześnie zekranizować kontynuację bestsellerowej powieść Kinga oraz nakręcić drugą część jednego z najbardziej kultowych horrorów wszech czasów. Problem w tym, że oba oryginalne dzieła sporo się od siebie różnią. King nigdy za „Lśnieniem” Kubricka nie przepadał. Pisarz już w latach 80. uznawał, że reżyser poruszył nie te wątki, co trzeba oraz diametralnie zmienił wymowę całości – nie wspominając o tym, że miejscami sporo się od tekstu źródłowego oddalił. Wiele lat później w swoim „Doktorze Sen” King ostentacyjnie zignorował dzieło Kubricka i napisał rzecz odnoszącą się bezpośrednio do swoich treści. Zapomnijcie więc o bliźniaczkach i zapomnijcie w ogóle o całej Panoramie. Hotel, w filmie przecież pozostawiony w spokoju, na kartach powieści od początku był tylko zwęglonym wspomnieniem autodestrukcyjnych skłonności Jacka Torrance’a. I tutaj wracamy do Mike Flanagana.

Reżyser, scenarzysta i montażysta kinowego „Doktora Sen” dwoił się i troił, by zadowolić tak fanów papieru, jak i taśmy. Wyszło całkiem nieźle – głównie dlatego, że Flanagan porzucił ambicję zrobienia dzieła na miarę Kubricka i prezentował po prostu porządny dreszczowiec. Wiernie trzymając się powieści przełożył wszystkie barwne, sprytne oraz niedorzeczne pomysły Stephena Kinga na język filmu. Jeśli czytaliście „Doktora Sen” i wciąż macie w pamięci co bardziej szokujące fragmenty, to ręczę, że ożyją one na ekranie. Jednakże książkowe perypetie Dana, jego sojuszników i wrogów to jedno, a Kubrick to drugie. Flanagan nie ucieka od kultowych kadrów. Mając do dyspozycji wciąż dumnie stojący na wzgórzu hotel Panorama skrzętnie korzysta z jego dobrodziejstw oraz z inwentarza. Wracają znajome korytarze i pokoje, w których straszą znajome duchy. Fani „Lśnienia” Kubricka poczują się jak w domu, choć na powrót do swojego ukochanego ośrodka wypoczynkowego będą musieli troszkę ekranowego czasu poczekać – „Doktor Sen” to przede wszystkim historia Dana Torrance’a.

W syna swojego ojca wcielił się Ewan McGregor, który na początku filmu, nosząc bujny zarost i prowokując barowe bijatyki, skojarzył mi się z bardziej hardkorową wersją Obi-Wana Kenobiego, innego barowego rozrabiaki z zupełnie innego filmu. Aktor dobrze sprzedaje udręczoną naturę swojego bohatera i świetnie czuje się w jego skórze. Pikanterii dodaje fakt, że McGregor jest mniej więcej w wieku Danny’ego – a dokładniej Danny’ego Lloyda, który w dziele Kubricka wcielił się w młodziutkiego miłośnika trójkołowych rowerków i słowa „redrum”. Sam Danny Lloyd miga na chwilę na trzecim planie jako statysta, ale i tak miło widzieć, że wszystko zostaje w rodzinie. Motyw rodziny, tak ważny dla Kinga i tak mocno zignorowany przez Kubricka, powraca w „Doktorze Sen” ze zdwojoną siłą. Dorosły Dan dzięki przyszywanym bliskim z Anonimowych Alkoholików odzyskuje kontrolę nad własnym życie. Czarne charaktery także tworzą familię, pokręconą i nikczemną. Nikt nie chce zostać sam na sam ze swoimi upiorami.

„Doktor Sen” nie wynajduje horroru na nowo – to solidny, wysokobudżetowy dreszczowiec czerpiący garściami z „Lśnienia”, ale też posiadający własną tożsamość. Kolejny pobyt w hotelu Panorama uznaję za udany.

Ocena
7/10


Nie nudzą go takie sprawy
Piotr Olczyk

Doktor Sen

Doktor Sen

Horror Od lat: 15 152 min

Więcej o filmie ZAREZERWUJ/KUP BILET
Komentarze

Dodaj swój komentarz do „Doktor Sen” [RECENZJA]

Aby dodać komentarz, zaloguj się lub zarejestruj.

komentarze|0

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.