Newsy

Dojrzewając do dorosłości

Czym jest wolność, odpowiedzialność, dojrzałość? Tym odwiecznym pytaniom musi stawić czoła Jurek, bohater filmu „Żeby nie było śladów” i przyjaciel Grzegorza Przemyka.

Pokój w bloku. Dwóch młodych mężczyzn w pokoju. Po podłodze maszeruje żółw. Pod oknem gitara, na ścianie plakat Johna Lennona. Czy to pokój w akademiku? Nie, to mieszkanie opozycjonistki Barbary Sadowskiej i jej syna Grześka Przemyka. Jurek Popiel, przyjaciel nastolatka, ma zmykać do domu, ale w końcu zostaje, by świętować udany egzamin maturalny kolegi. Idą na starówkę, zatrzymuje ich milicja, Przemyk zostaje skatowany, Popiel jest jedynym świadkiem oskarżenia, a sprawa staje się symbolem kłamstwa, manipulacji i opresyjności systemu totalitarnego.

Głównym bohaterem filmu twórcy postanowili uczynić właśnie Jurka Popiela (w znakomitej kreacji Tomasza Ziętka), inaczej niż w będącym podstawą scenariusza reportażu Cezarego Łazarewicza, w którym główna oś historii spoczywa na barkach matki skatowanego nastolatka. To pozwala jednak spojrzeć na historię z perspektywy młodego człowieka: wkraczającego w świat niesłychanie poważnych i niemożliwych do rozstrzygnięcia dylematów.

Czy pamięć śmierci przyjaciela jest warta ryzyka? Ile można poświęcić dla prawdy? Jak walczyć o swoją godność i tożsamość w sytuacji zagrożenia życia własnego, własnej rodziny i najbliższych?  Przygląda się temu Jan P. Matuszyński, rocznik 84, urodzony rok po przytaczanej w filmie historii. Jak mówi w wywiadach, od dziecka czuje się „stary” i bardzo nie lubi zabierać głosu w sprawach, których rzetelnie nie zgłębił. W tym przypadku reżyser wybitnej „Ostatniej rodziny” również nie osądza, choć daje nam solidne podstawy do tego, byśmy sami ocenili bohaterów, byśmy to my odpowiedzieli sobie na ważne i uniwersalne pytania. Bo „Żeby nie było śladów”, jak każde porządne kino odwołujące się do przeszłości, stawia pytania o teraźniejszość. Jest to historia intymnych wyborów, trudnych decyzji, skomplikowanych dylematów, aktualnych również dziś. To film epicki i kameralny zarazem, w którym ciężarem wielkiej historii zostają często obarczeni ludzie pozbawieni sił, by nieść ją na swoich barkach. Nie ma znaczenia, że nie interesujemy się polityką, bo ona zawsze może zainteresować się nami. Nigdy nie wiadomo, kiedy zostaniemy wciągnięci w jej tryby z naszymi wszystkimi sprawami, sekretami i pożądanym przez wielu „świętym spokojem”. Matuszyński po raz kolejny daje nam obraz rodziny. Ta najmniejsza komórka społeczna staje się ogniskiem ideologicznej walki, która nie polega na tradycyjnych waśniach przy stole, ale na trudnym do pojęcia tragicznym konflikcie, w którym każdy ma dobre intencje, ale nie idą za nimi właściwe wybory. Wybitne kreacje Jacka Braciaka, Agnieszki Grochowskiej i – przede wszystkim – Sandry Korzeniak jako rodziców oddają całą złożoność niemożliwej do utulenia niezgody na absurd zła dotykającego ich dzieci.

W tym całym zgiełku miota się młody człowiek. Pomiędzy buntem, rezygnacją i wściekłością tężeją cechy osobowości: odwaga, determinacja, moralny kręgosłup. Przyglądamy się temu formowaniu ducha i zastanawiamy: czy sami bylibyśmy w stanie stawić czoła takim sprawom? Jak poradzilibyśmy sobie ze sztormem emocji, z konfliktem paradygmatów moralnych, które – niczym w antycznej tragedii – są nie do pogodzenia, a bohater z góry skazany jest na porażkę.

Film już dziś porównywany jest do ważnych filmów Kieślowskiego i Wajdy. I choć reżyser na pewno unikałby podobnych porównań, warto zadać sobie pytanie, skąd wzięła się potrzeba, by mówić właśnie takim tonem, właśnie o tych sprawach, właśnie dziś.

Żeby nie było śladów

Żeby nie było śladów

Dramat Od lat: 15 160 min

Więcej o filmie KUP BILET